Pan Tealight i Posprzątalnik…

„Uruchomił się dziwnie, naprawdę zaskakująco i wszelako uderzająco w innych istnienia, już w styczniu, na co sam Miesiączek odpowiedział mu gniewnym spojrzeniem i bąkiem spod pierzyny, która może serio okrywała tylko jego pępek i newralgiczne pewne miejsca, wiecie, ciepło było, ale jednak na pewno była… znacząca ona odpowiedź. Wiecie, stara i taka zdolna do regeneracji, ale jednak…

Niewierząca już w zimne zimy.

Kompletnie.

Chyba nikt z nich w nie nie wierzył już, ale jednak, żeby mrozu nie było, żeby kurna nawet śnieżnej kołderki przez dzień jeden? Serio? Jak to tak? Jak mają tak egzystować z wiekuistą, dokładnie półroczną, jebaną Wściekłą Wiosną, która się przeciąga i patrzy na nich znacząco. Nęci przebiśniegami, wyciąga za uszy wredne krokusy, w tym roku dziwnie pokojowo nastawione…

Oj tak…

Jak się taka sucz wielce nadobna i nierobotna, wiecie, ino wymagająca, na was patrzy, jak tak syknie, gdy uczynicie ruch nie taki, jak po jej myśli winien on być, to… no męczy was ono sprzątanie. I już czujecie, jak on się rodzi. Dla każdego jeden, a czasem i trzy, Posprzątalnik.

Przymus.

Kapo rąbany… patrzący na okna i podłogi taki wzrokiem, bo w końcu z wzroku ino się składa… że już od razu musisz za tę szmatę chwycić, jakieś płyny znaleźć, jakieś gałązi targać na chałupę i czekać, patrzeć, chuchać na nie, aż się one listeczki na nich pojawią, albo li i coś więcej…

Posprzątalnik… dopust wiosenny.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Plaża.

Każdemu, kto się pyta, czy tutaj można się kąpać, od razu wypalam z traktatem o plażach na Wyspie. Bo wiecie, u nas jest wszystko. Jest ten ostry klif, o który rozbijają się fale, głośno, solną chmurką unoszą w górę mgiełkę nigdy nie opadającą na ziemię. Czasem spokojne morze zaledwie go muska, zaledwie go widzi, ledwie się stykają, poznają, może po raz pierwszy, a może…

W końcu wszystko się zmienia.

… więc mamy one klify. Piękne i dostojne, oraz mniejsze, jakby kifowe przedszkola. Jakby coś, co dopiero się rozwinie. Są w nich i proste ściany i zakola i zęby i jaskinie, zagłębienia i zaskakujące ścieżki… oraz ono niebezpieczeństwo. Zawsze wyczuwalne w powietrzu i jakieś takie krzyki dziwne

… i szepty.

Są plaże z kamieniami.

Wyrwane Wyspie połacie głazów. Gołoborza, ale płaskie, tylko wiecie, obrzucone głazami i wielkimi, gładkimi kamieniami, często z rzeczką, jakąś… niegdyś może i były li tylko piaskiem, ale to się zmieniło. Bo w końcu wybrzeże zmienia się tutaj ciągle i ciągle i ciągle… szczególnie teraz, gdy tak bardzo wieje. Szczególnie teraz, gdy znowu bawią się z portem w stolicy.

Gdy znowu wyrywają ziemię i oddają ją wodzie…

Są plaże z mniejszymi kamyczkami.

Plaże z zaledwie żwirkiem granitowym.

Różanym takim, albo szarym, lub mieszanym. Są takie, maleńkie enklawy, które jeśli znasz, możesz, choć z boleścią, wykorzystać. Serio… te kamyczki nigdy się nie wygładzają. Nie jak na tych kamyczkowych, które często tak bardzo starają się w okresie Turyściznowym – co to miał być all year round, ale wiecie, jak przewidywałam nie pyknęło – sypnąć piachem. Są takie… a jedna ma nawet krzemienie na sobie. Rzadkość tutaj wielką.

Cudowne, czarowne, krzesające ognie kulki.

Albo i inne, takie przyniesione przez fale z innych krain, innych światów. Kamyki kolorowe. Takie, że chcesz każdy z nich wziąć do domu, a potem się zastanawiasz, co ta kurtka taka ciężka. No wiecie… ona chciwość w oczach, bo ten czerwony, rubinowy prawie, wygładzony niczym kaboszon, tamten znowu zielonkawy, z lekkimi wtrętami szarości… a ten, ten chcę i tamten.

No co?

Za darmo są!!!

Ale z czasem uczysz się, że one jakoś tak wyglądają perfekcyjnie właśnie tutaj. Nie no, wciąż będziesz sobie brał kamyczek, na szczęście, na dzisiaj, będziesz je oddawał, będziesz po prostu pożyczał…

No wiesz… a potem wymieniał.

No i są piaski.

Od tych zwyczajnych, lekko bursztynowych po czarniawe, z pyłem wszelakich muszelek i węgielków po te białe. Wyglądające jak ośnieżone, ciągnące się pasem wzdłuż onego dziwnego, płaskiego wybrzeża… i tylko tutaj znajdziesz idealne płaskie, małe kamyczki. Tylko tutaj.

Oj tak.

… więc plaża… którą wybierasz?

Każdego dnia inną?

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.