Pan Tealight i Wybiór Katarzyny…

„Może i ta mityczna Zofia miała problemy, wiecie… jak każdy. A już w szzególności kobiety. Te to mają dopiero przerąbane. Facet zwykle może powiedzieć, że ma to gdzieś, ale kobieta… Chociaż, w dzisiejszych czasach, gdy to już nie możesz się spytać łagodnie: chłopczyk czy dziewczynka… no wiecie, dla gramatyki, to właśnie ona, Katarzyna, była nową Zofią.

Ale nie copycatem, nic z tego, więc pozostawiła swoje imię.

A co!

Zresztą ona nie miała wyboru, znaczy nie miała go dokonać… wybiór miała. A to już jest ogromna, gigantyczna, powalająca wszelakie umysły, różnica. Drażniąca, drapiąca, męcząca niczym febra…

Zapytali ją czy wybiera i ona powiedziała, że tak, że wybiera, że się poświęci dla świata całego, dla onej codzienności, dla przyszłych i zaprzeszłych pokoleń, choć akurat one zaprzeszłe się żachnęły, że jeśli o nie chodzi, to mają ją gdzieś, ale wiecie, w onym opętaniu mesjańskości żeńskiej mocno…

Nie słuchała nikogo.

Nikogo!”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Odgłosy.

Wiatr, morze, ptaki… czasem sarna na tarasie. Sporadycznie o tej porze roku jakiś ludzki głos. Czasem samolot. Niestety. Spadajaca gwiazda, co mnie denerwuje, to strzelanki… jak przychodzą manewry, to niestety jest to koszmar, ale trwa króko i można jakoś od niego uciec w las…

Oczywiście, w sezonie jest Turyścizna. Z roku na rok coraz bardziej głośna, roszczeniowa, dziwnie poobrażana na cały świat… wredna, myśląca, iż natura to coś, co można nagiąć ku swojemy widzimisię. I to każdy chce nagiąć ku swojemu, więc wiecie, nawet sami się między sobą żrą…

No i jeszcze ona skandynawskość…

Tak w ogóle, to mam pytanie: z czym wam kojarzy się styl skandynawski? Czy z IKEAą? Czy może pustką, lasem, sauną i hygge czy lagum? A może jednak z czymś innym? Jakie dźwięki wydaje skandynawskość? Bo dla mnie gardłowe i śpiewne jeśli jesteście w Szwecji, dziwne i zaskakujące w Norwegii… Długie na Islandii, a u nas, każdy osobnik wydaje je swoje własne i wszelako zrozumiałe czasem tyko dla niego.

I już…

No dobra, oczywiście, czasem dzieci sąsiada wsiadają na ono zło… i pies. A tak, bo widzicie, tutaj psy nie wyją, nie ujadają. Ale od pewnego czasu ona kultura wychowania zwierzęcia domowego zwaliła się najpierw na kolana, potem ktoś ją po schodach z wieży wysokiej spierniczył, a na koniec jeszcze szkłem obrzucił i przydeptał, odtańcując niezłe tango na betonie… a może li i bylo to flamenco. Oj chyba tak, bo stukanie obcasów było wyraziste i mocne.

… więc czasem słychać onego psa i jest to dziwne.

Pamiętam, że wieki temu gdy się sprowadziliśmy psów było niewiele, no i każdy smycz i cichy, a teraz, wszyscy wszystko mają…

W zadzie.

No ale…

Kur i kogutów nie ma.

Ale jeśli wybierzecie się na wybrzeże mogą być owce, kozy czy krowy. Dźwięki zwyczajowe, aczkolwiek rzadkie. Wiecie, bardziej one zajęte swoją robotą niż wami. I zwykle ludzie oglądają je latem, gdy wolą leżeć pod nielicznymi drzewami i w krzakach… więc wiecie jak to jest. Jak się żre, to się nie gada.

A poza tym oczywiście wiatry.

I wiecie co, każdy z nich jest tak naprawdę inny. Inną niesie i pieśń i legendę, i opowieść inną. Inaczej brzmi, inaczej się go czuje, bo tutaj… jakoś brzmienie zawsze idzie pod rękę w czuciem…

Jakoś tak.

I deszce, szczególnie te poziome, wspierane wiatrami i powietrznymi wirami. Jakoś takie powiązane ze wszystkim. A czasem i śniegi i jeszce mgły oczywiście. Bo widzicie, tutaj mgły też mają dźwięki. Havgus wycisza wszystko, ale zarazem też przynosi se zobą jakieś takie lekkie, ledwo wyczuwalne dudnienie.

Lekuchne.

I zwykłe mgły, które czasem pobrzmiewają innymi światami, niczym ona powierchnia wody… bo jak pewno wiecie, głos po wodzie niesie się najlepiej, więc rzeczywiście może przychodzą do nas rozmowy innych. Podwodnych bytów. A może i tych nawodnych? Może i historie z dalekich krajów pachnących bazylią…

A nie, to my pachniemy bazylią i lawendą.

A może jednak nie…

Czasem naprawdę można się zagubić w onych dżwiękach, ale najczęściej w onej ciszy, którą wielu, onych nowych, onych tymczasowych, tak mocno zauważa. Do której niektórzy w ogóle nie potrafią przywyknąć, niestety, i muszą sobie pomagać dźwiękami, podobnie jak do ciemności. Kompletnej, permanentnej, czy też jasnych nocy… wiecie, to w końcu dość dziwna Wyspa. Kraina mająca w sobie wiele i nie dla każdego wystarczająco wiele… Skomplikowane miejsce.

Ciche czasem, czasem dudniące…

A czasem wydaje się, że gdzieś się przemieszczające.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.