Pan Tealight i Podrobiony…

„Ale, że jak to już tacy byli?

Ale kto tak twierdził?

Może się mylili. Może jednak to, iż nie jest się czymś dokładnie, nie oznacza wcale, że jest się czymś gorszym, a nawet podrobionym! Przecież wielu w tym samym momencie może wpaść na ten sam pomysł. Przecież tak wielu ludzi w tym samym momencie siada na klopie, tudzież skula się na brzegu brudnej drogi w Indiach i robić kupę… sorry, niektórzy ostatnio trafili na jakiś kanał podróżniczy…

I już nie chce do Indii.

Zresztą, nigdy nie chciał, więc właściwie nie ma czego żałożwać, ale Podrobiony rozmawiając z Wiedźmą Wroną Pożartą… co już samym w sobie było dość dziwne, bo ona do gadania z obcymi, a i znajomymi choć trochę, była zwykle na nie… serio, trzeba było błysnąć taką inteligencją, że Pieron, całkiem przypadkowo trafiający w pobliskie drzewko, jakoś tak… no nie przebiłby tego…

No więc gadali ze sobą i wiecie co, ona miała na to wszystko inny pokaz sił umysłu. Uznawała metki i jakieś tam mody tak zwanych wielkich domów, i projektantów, za takie śmieci, że jak ostatnio jakiś Księciunio, co to się w wypasionym aucie, i z trzema zegarkami na tym samym nadgarstku – dlatego lewa ręka mu tak dyndała… no więc ów galant rąbany, co to ubaw taki okoliczności sprawił okolicy… no więc… ona nie dość, że ledwo go dostrzegła, bo ślepawa, to na dodatek nie rozpoznała metek ni drogości szmat i zegarków i tych wisiorków, i torebeczki na bioderko, która doprowadziła ją do zachłyśnięcia się wodą kranową…

No to od tego czasu, odpuścili ubawów, jakoś już nikt nawet nie uświadamiał jej co ile kosztuje. I wiecie co, tak jest lepiej, więc dla niej Podrobiony był ino Postrzępionym, a nie Podrobionym. GACI na jego koszulce było gaci, nic więcej, choć kolor bardzo sraczkowaty był…

… więc jak to jest?

Cena?

Ale przecież z tej samej fabryki!!!”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Kolejne zmiany.

Sklep elektryczny, zastanawiam się, czy nie ostatni taki na Wyspie, został sprzedany. Znaczy budynek sprzedali, a cała reszta, no sami wiecie, już jej nie będzie. Czy będzie tam jakiś sklep? Może?

Kiedyś?

Bajer polega na tym, że u nas ostatnio wiele starych, sławetnych, znanych miejsc umiera… i nie rodzą się nowe. Jeśli chodzi o hotele, to może chcecie kupić ten? Tylko 10 milionów, a miejsce raczej kultowe. Wszyscy co prawda bekę mają z jego nazwy, że to kapielowy hotel w dosłownym tłumaczeniu, ale mało kto wie jak tam dookolność wygląda, i że miejsce do kąpielingu jest. Ale trzeba uważać. I nie liczyć oczywiście na piaski białe czy coś tam. Ale stojące kamienie, jak najbardziej.

Prawda jest taka, iż coraz więcej w końcu ludzi zauważa, że u nas wciąż i wciąż coś upada. Rzeczy stare, historyczne, właściwie mityczne cuda, ale też te wielkie, wiecie, sławetne i nagradzane inwestycje… które zawsze trwają tylko rok. To jakaś kurna kątwa, czy tylko ludzie, którzy nie potrafią zakasać rękawów i nie oczekiwać oczywiście złotych gór zaraz pierwszego roku?

No wiecie…

Rude awakening, albo coś…

Jednego nie rozumiem, bo na stronie Facebooka, oczywiście na stronie Bornholms Tidende, komentarze są dość dziwne. Że niby należy tam stworzyć oddział neurologiczny, tudzież hospicjum. I tak jakoś nie rozumiem.

Znaczy… dlaczego, jak?

U nas nawet w miarę zdrowy człowiek nie może sobie pozwolić na opiekę lekarską, a co dopiero taki… no wiecie, bardziej przez los doświadczony…

Prawda jest taka, że Wyspa nie rozpieszcza ludzi.

Oczywiście, że jest natura, że są ruiny, że oczywiście są i wszelakie rzeki, morskie ostępy, wszelkie lesistości, stawy i jeziora, wybrzeża wyższe i niższe… a nawet i wszelkie depresje. I jeszcze różnorodne nawierzchnie jak piaski i wapienie – rzadkie, potem gnejsy, mieszanki, no i sławetny granit.

Oj bardzo sławetny granit.

Ale…

Popatrzmy na Wyspę. Poznałam ją naście lat temu i naprawdę serce mi pęka. Już nawet nie chodzi o te drogi, które się rozpadają, o one inwestycje, które są zwyczajnie głupie, marnowanie pieniędzy to zwyczajność. Decyzje kolejnych rządów i wszelakich innych tam dowodzących główek to…

Koszmar.

Ale zwykły człowiek może nic. Może zostać wyzwany przez one główki, że jest nienowoczesny, że jest taki niewspierający świat artystyczny, że się nie zna, że drzewa są dla niego ważniejsze, niż wszystko co podobno wnosi w codzienność człowieka jakieś wartości. Lipa wnosi, pomijając wartości lecznicze, ale co tam…

Złom ważniejszy.

Głupota włada.

Do tego wyzywające i agresywne zachowania służb śmieciowych, listonoszy, poczta, której już nie ma, nie wiem no…

Co teraz?

Bo lepiej nie będzie.

Jak gorzej być może?

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.