Pan Tealight i Zapomniany…

„I było mu z tym dobrze.

Ale wiecie, jakoś innym nie. Temu przeszkadzało, tamtemu, a temu jeszcze bardziej. Nie żeby mieli coś z tym zrobić, no ale… w końcu o nim zapomnieli, ale wiecie, chociaż zapomnieli, to jednak… jakoś tak nie potrafili zrozumieć, że jemu z onym zapomnieniem tak dobrze.

Tak jakoś mu pasuje.

Zapomnieli.

Nie zapraszali na imprezy, nie wysyłali kartek na urodziny, no i nie zauważali wtedy, gdy tego potrzebował, a jednak… oni tego nie rozumieli. Nie żeby chcieli o nim pamiętać. Nie żeby chcieli, wiecie, tak jakoś tak mu pomóc, wzruszać ramionami gdy przychodzi, chociaż zatrzaskiwać mu drzwi przed nosem…

On lubił być zapomnianym.

Tak po prostu.

Pomijanym, gdy niczego od niego nie wymagali, gdy tak naprawdę mógł być sobą, bo przecież… ale zapomniany nie oznacza niewidzialny. Niestety. Widzieli go wciąż… i wkurzało ich, że jest ze sobą samym szczęśliwym. Pan Zapomniany, który naprawdę z onym zapomnieniem i samotnością miał się świetnie. Naprawdę super. Bez ludzi utyskujących, z ukochanym ogródkiem własnym, małym domkiem, który miał nad Rwącą Wątpiąco Rzeką

Gdy miał siebie, miał wszystko…

Ale oni nie chcieli jego szczęścia. Nie obchodził ich, mijali go wzrokiem, ale jednak gdy wchodziło w grę szczęście, nie chcieli by inni, nawet oni nieważni, byli w tak dobrym nastroju. Tak bardzo…”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Człowiek ostatnio jakiś taki zmęczony, a przecież unika newsów i tego typu rozrywek całkowicie mu zbędnych. Świat go męczy i nagle przypomina sobie dlaczego się przeniósł na Wyspę, ale… ale ostatnio i biedna Wyspa obrywa, więc… już człek nie wie jak na to wszystko reagować. Na szczęście pożar dramatycznyc sylwestrowej nocy w Svaneke cudownego, małego, starego, zabytkowego sklepiku nie strawił. Podobno spaliły się serio tylko przyprawy i uda się go uratować.

Może nie będzie tak źle.

Co do reszty, to wiecie jak to jest, drewno polewa się na maksa, więc zniszczenia są ogromne, ale chyba będą ratować, chociaż… czasem mi się wydaje, iż ilość onych, co by bardzo chcieli wszystko unowocześnić i zasrać kostkami czarnymi i szarymi, nader wzrósł. Depresyjnie wzrósł. Oczywiście, że rozumiem, iż kolor będzie ciepło magazynował, ale u nas ostatnio ciągle gorąco, to będą pieczone ludziki.

Kurcze…

Z drugiej strony, może zaczniemy być słynni z ludziny duszonej?

No dobra, czarny humor, ale serio, gdybyście widzieli jaką kasę można przepieprzyć na najszpetniejsze szrotowe dzieło, które zwie się sztuką, to zrozumielibyście, dlaczego zaraz po wystawieniu go autor zmarł. No i pewno teraz głupio im to zezłomować, czy coś? No szczerze!!!

Bogowie, a przecież ja kocham sztukę.

Naprawdę!!!

Może i wolę oną starszą, ale jednak… nie jestem jakimś bezmózgiem, co to nie wzrusza się operowym pieniem. Choć ostatnio bardziej działają na mnie kształty porostów i grzybni, pieśni i trele ptasie, a nawet wronie pogaduchy…

No więc…

Człowiek zmęczony.

Walnęłabym mądrością, iż to ono wiosenne przesilenie dobijające organizm, ale jednak, wiecie, kurna no, dopiero zima się zaczęła. Może nie powinnam się aż tak rozpedzać? Wiem jedno, nawet jeszcze nie nosiłam szalika!!! A raz zachciało mi się rękawiczek i tyle!!! A uwielbiam rękawiczki!!!

Nawet ogrzewanie nam wystarczy ledwo chuchające…

Jak nic za rok zrobią się z nas Hawaje jakieś i tyle. Zobaczycie. Podobno one rekiny czy coś tam już wybierają się poza swoje zwykłe łowiska i wciąż… i wciąż mnie zastanawia, co z tą wodą z tych roztapiających się lodowców? Bo przecież miały się wody podnieść, bo przecież miało być inaczej… i to byłoby logiczne, a jednak, woda u nas jakby odpływa. Seryjnie, dookoła robi się płyciej!!!

I znowu kolejne drzewa wycięli…

Ech.

Kolejne dni, kolejny tydzień i nagle już połowa miesiąca. Styczeń pędzi jak cały poprzedni 2019 i człek już nie wie, czy się trzymać czegoś, czy upaść i łkać, bo nie nadąża za tym wszystkim. Naprawdę mocno. Nie dość, że się nie odnajduje w świecie, czy też świat wcale nie chce go zauważyć i depcze wciąż, to jeszcze…

… to jeszcze znowu będzie starszy i już nie wie o co w tym wszystkim chodzi. No bo serio, co ja czasowi zrobiłam, że tak mnie nienawidzi, no? Co? Że zegarów nie lubię, rany, przecież każdy ma jakieś wady, no błagam!!!

Helloł?!!!

Druga połowa stycznia, no nic to.

Bliżej do grudnia!!! LOL

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.