Pan Tealight i Pątniczka…

„Miała habit, żeby nie było, z kapturem, rękawami za długimi, ale dołem dziwnie obgryzionym, kostki obite odsłaniającym. Habit, oczywiście podarty, ale i łatany, lekko może i butwiejący na brzegach, lekko mocno rozciągnięty. Może niegdyś jaśniejszy, może w kolorze wełny, ale teraz, zwyczajnie brudny. Szaro-czarniawy i jakiś taki twardy. Jakby trzymał ją w środku.

Jakby był więzieniem.

Jakby nie mogla go zdjąć, wyzwolić się z niego, jakby był jej życiem i przeznaczeniem, które ktoś na nią narzucił, a nie umiejąc powiedzieć NIE, bo wychowano ją na grzeczną dziewczynkę…

Zatonęła w nim.

Pątniczka.

Nie mówiła, więc nie wiedzieli, czy ten kosturek w jej dłoni i worek na plecach skrywały jakieś zaklęte tajemnice, czy może jednak były tylko użytecznymi dodatkami? A może jednak, może jednak… po prostu pasowały do całości? No wiecie, jednak chciała, jednak była też kobietą. O jasnych, splątanych, długich włosach wymykających się spod kaptura i tańczących na wietrze…

Wietrze pod Sklepikiem z Niepotrzebnymi.

Milcząca… nie wiedzieli więc, czy przybyła tutaj, bo taka była jej droga, czy jednak był to już koniec jej ścieżki, bo nagle… jak się pojawiła, tak zniknęła. Tak jakoś po prostu była i już jej nie było, a może…

Tylko oślepli.

Na nią?”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Iiii…

Jul.

Grudzień zapierdzielał od samego początku jak na jakichś seryjnie wypasionych dragach. Naprawdę. Jestem zmęczona i tym pędem i całą oną wszelaką nieświątecznością. Czuję się niedopieszczona prezentowo i w ogóle… ale może to tylko wina tego ciepła i braku śniegu? Bo tak naprawdę, przecież serio, poza zdrowiem, książkami i płatnościami za robotę, nie potrzebuję niczego.

No dobra, zdrowie i kasa i ona miłość niegasnąca… LOL

Dziwne?

Ech!

Ale… pierwsza gwiazdka pewno już pierdyknęła dawno w kosmos i zmieniła się w czarną dziurę zasysając inne gwiazdki i może i nasz Wszechświat. Tia, oto mój Christmas Spirit, który puszcza w tle kolejne części Piły. Bo tak. Bo jakoś dziś kompletnie jestem w nastroju na świateczne filmy ni śpiewania. nie oszukujmy się, nie byłam na nie gotowa przez listopad i grudzień. Wróć, na początku listopada byłam bardziej gotowa niż teraz… więc… ale dla mnie świetowanie skończyło się 21go.

Taki byt ze mnie.

Dziwny.

No i przede wszystkim, nie oszukujmy się, ale mnie nikt nie zmuszał do świętowania. Może w tym wieku już trzeba? Nie wiem, ale od czasu wszelkiej dorosłości zarzuciłam i sprzątania i gotowania i wszelkie dziwne tradycje. Stworzyliśmy swoje i ich się trzymamy. Odpoczynku onego, spacerów, lenistwa…

Chociaż, czy w moim przypadku w ogóle istnieje lenistwo? Wiecie, niby wsio za co nie płacą, to podobno nie jest praca, więc…

Nic nie robię.

Kompletnie.

Całkowicie.

No ale, jak spędziłam swoje święta?

Zwyczajnie… karmiłam trolle, skrzaty i Zapomniane Duchy. I wszelkich Zapomnianych Bogów i tych Śniących i Drzemiących… bo wiecie, wiedźmy mają swoje sposoby na życie i świętowanie. A bycie w lesie, to zawsze najlepsze miejsce na jakiekolwiek aktywności. Szczególnie, jak w końcu przestało wiać i dziwacznie ciepło jest i jeszcze, jeszcze oczywiście jest mokro strasznie…

… i tak dalej…

Pewno, że bym wolała śnieg i mróz, ale jednak, no wiecie, lepsze to, niż ten ciągły wiatr. Ciągłe dmienie, dudnienie i takie tam. Ból głowy, wszelakie zaburzenia snu i jeszcze i jeszcze i jeszcze może… nie wiem co.

A w lesie, świetnie.

A w lesie pięknie.

Szczególnie pośród tych wysokich sosen zaraz przy nabrzeżu. Tam, gdzie rozsiadły się sommerhusy, w których niektórzy zdecydowali się spędzić święta. Spoglądając oczywiście na one podobno wyprzedane bilety z Niemiec. Tak wiem, oj ta moja wiekuista brakność wiary… no niestety, swiat mnie taką stworzył.

Ale Turyścizna przybędzie…

Chyba?

Zawsze w końcu mogą zmienić zdanie, czyż nie? No i polecieć na Majorkę, czy w inne dziwne miejsce. Byłam, serio, dziwne miejsce z dziwnymi plażami. I brakiem plaż i krabami i tak dalej. Serio!!!

No ale.

Tak w ogóle, to rok się kończy.

Kiedy to wszystko tak się pokręciło? No wiecie… 2018, 2019… 2020!!? Gdzie te lata dziewięćdziesiąte? Gdzie? Rany Julek! Pamiętam panikę związaną z 2000 i potem z 2001 mniejszą, bo przecież nikt nie załapał jak te kalendarze działają. Ha ha ha!!! Majowie są na pewno zaskoczeni.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.