Pan Tealight i Nowa Dziewica…

„Okay.

Dobra.

Rozumiała eksperymenty, ale właśnie w tę stronę? I to przez Mikołaje? Serio? Co to ma być? Nowa ofiara na Jul? No niby cztery kończyny ma, ale koślawa strasznie, zabiedzona i brzydka bardzo wybitnie. Ale miała cycki.

Serio je miała.

Wielkie.

I to sześć par, a może i więcej, bo ciuchy na sobie workowate miała, tylko rozchylone na środku, główkę schowaną częściowo pod kapturem niczym gotowy koszmar na Halloween. Nic z Samhain niezwiązanego… związanie tego ze świętem duchów i welonem się roztwierającym byłoby…

Abomination!

Obrzydliwością, wstrętem i wszelakim paskudztwem była, ale jednocześnie, dla Wiedźmy Wrony Pożartej i czymś… dziwnie znajomym. Czymś co już znała. Czymś, co chciała od siebie odseparować…

A potem zniknęła.

Jakby wiedzieli, że uczynili coś, czego nie powinni byli i po prostu, zwyczajnie, jakoś tak zamietli ją pod dywan. Jeszcze było widać pod nim wzgórek, ale malał on z każdym biciem serca. Czyjegoś…”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Mglisty czas.

Deszczowy czas.

Kurna, jak tu wysuszyć pranie, jak na zewnątrz daszczka brak. Potrzebny nam carport. Niestety. Tak naprawdę potrzebne nam wiele rzeczy, ale ponieważ, niczym jacyć newledsi wpadamy w sroczy zachwyt nad widokiem, światłem, jasnością i przestrzenią – wynikającą z braku mebli, ale wiecie, jak żyło się kurcze w piwnicznym, wilgotnym zatłoczeniu, nagłe oddychanie na wzgórzu… jest zaskakująco overwhelming.

… więc na razie człek tak się żyje…

W życiu by nie pomyślał, iż problemem stanie się dla niego widok, a ten mamy awesome and amazing. Naprawdę. Na te pola, na te drzewa, na one dachy i morze przede wszystkim. I nagle… jak tu pracować? No jak? Bo to kurcze strasznie rozprasza. Tworzysz sobie historię w głowie, przenosisz ją klawiszkami w eter, a tu nagle coś przejeżdża, ptaszek przysiada na wciąż kwitnącej gałązce i…

… umarł w butach.

Gapisz się.

Pewno jest to tak, jak inni patrzą na TV, ale nie posiadam, nie oglądam, nudzi mnie, od razu bym chwyciła za książkę i w ogóle, więc… ale widok za oknem. Te zielenie bleknące, starzejące się… one pola lekko zaorane, niektóre wciąż zielone. One dachy, ta spokojność, czy niespokojność, trzy sarny w ogódku, skurczybyki moje drzewka młode zeżerają, ale jak je kurde jakoś tak wygnać.

No nie da się.

Nie… nie mogę.

Gapię się.

Nagle już nie klikam, a może i klikam, w końcu człek jakoś tak opanował oną prędkość podobno Kałasznikowa i wszelakie celowanie, no więc może moje palce dostają jakieś mózgi i same sobie piszą, a ja na morzu nagle zawieszam oko, a nawet i dwa… bo widzicei, pojawił się niemiecki jakiś tam okręt wojenny.

I kurna stoi tak…

I jakoś się nie rusza.

I to stoi już od kilku dni w jednym miejscu, nocą jaśnieje niczym rąbana choinka na morzu, za dnia, miejmy nadzieję, nie smrodzi nam do wody… naprawdę mam nadzieję, że kurcze nie nabrudzą.

Bo już dość tego zasyfiania Bałtyku!!!

Basta!!!

A potem sikorka i rudzik i pliszki… nie no, nie da się tak, w końcu i dłonie jakoś tak zawisają nad ciemnością klawiszków i już mam przerąbane i nagle łupie mnie w głowie i wiem, że wiatry nadchodzą większe jakieś i już… nie wiem, strach dziwny człeka czasem ogarnia jak tak wieje, a czasem nie, więc człek nie wie, który z wiatrów łupnie go w Wyspę i… no jakoś tak nie wiem…

Czy ten okręt się ino chowa, czy nie?

A może na coś czekają?

A może prowadzą tajne badania dna? Albo, co gorsza, to ryją nam już ten tajemny tunel wojskowymi, skradzionymi Ufokom mocami? Ekhm, no co, X Files kocham nadmiernie!!! Niestety. Lekkie, mocne tam, zboczenie i tyle.

PS. Tiger zamknięty. No tragedia na Wyspie. Może otworzą znowu po przeprowadzce jeszcze w tym roku, ale i może nie… nie wiem. Takie to dobijające, bo w końcu miejsc do kupienia czegoś tam mamy mało, więc… pewno, powiecie, że szajs, ale przyznam, że ramki mocniejsze mają niż te z IKEA.

Sprawdziłam.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.