Pan Tealight i Zapomniana Niewinność…

„Całkiem zapomniana, właściwie nawet i porzucona, przyczołgała się ze zdartymi kolanami, kucykami, uśmiechem lekko szczerbatym… ale wiecie, zgaszonym takim. Choć naprawdę się starała, w onej wychudzonej dziewczynce z kokardkami w kropeczki czerwone, z fartuszkiem do nich pasującym, z uszami nieprzekłutymi, ale ozdobionymi zwiędłą stokrotką…

W tych łokciach wystających i policzkach pucatych dziwnie, przeczących chudości całego ciała. W resztkach koronki i inicjałach A. A., które zdobiły chusteczkę do nosa z wyrysowaną na środku żółtą kaczuszką, rzeczką i drzewkiem…

W tych malutkich stopach nagich, nawet nie obutych w łapcie jakieś, jakby pogubiła je gdzieś i nie chciała już po nie wracać. W tym prostym, srebrnym łańcuszku na szyi z czerwoniutką truskaweczką i lalką, która jako jedyny element byla opakowana miejscami w papier pakowy. Przewiązana sznureczkami, na kokardkę plątanymi… ino główkę jej było, szmacince, widać.

W tym wszystkim nie dało się zobaczyć ni ponad oną niewinność.

Zapomniana Niewinność.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

A w mieście wciąż ludzie.

Wydawałoby się, że gdy się ochłodzi, to będzie ich mniej, ale nie, wciaż jeszcze są. Znowu jakiś osobnik, do którego nawet się nie zbliżyłam obkrzyczał mnie coby mu zdjęć nie robić, a potem molestował słownie, dzięki czemu zwiększę sobie ilość barbiituranów i znowu nie będę wychodzić z domu, a może…

Bo ostatnio jest źle.

Niby człek zawsze był psychiczny, ale to tutaj uciekł, bo ludzie mieli być podobni, bo mieli rozumieć i tak dalej, ale wiecie, wszędzie ludzie to ludzie. Zuo i ból wszelaki. Nawet jak starasz się ich unikać, uciekssz przed nimi, to jakoś tak, jakoś tak i tak jakoś cię dopadną. I sprawią, że poczujesz się gównem.

A może tylko ja tak mam?

Kiedyś mnie policja poinformowała, podpierając się badaniami psychologicznymi, że zwyczajnie jestem taki typ. Chłopiec do bicia i tyle. Mam cierpieć. Wiecie co, gryźcie się w dupę!!! I tyle. Wyjdę znowu i znowu pewno oberwę i będę głośniej śpiewać i jeszcze bardziej się od wszystkich odsuwać, a może…

Może czas znaleźć inną wyspę?

Bo to miejsce zaczyna się zmieniać… i to w bardzo złą stronę. Jakoś tak, jeszcze bardziej, może jednak… może trzeba? Ale gdzie, co i jak?

Jak?

Nawet już nie wiem, czy wciąż kocham to miejsce, a było to coś, czego byłam naprawdę pewna. Za bardzo mnie skopano i sponiewierano. A może… a może tylko tak bzduram, wiecie, psyche spaprana, więc wymyśla co jej się tam chce. Co jej tam płyny i soki na myśl przyniosą… może to to?

A może…

Nie.

Agresywność ludzi, którą można obserwować na tak niewielkiej przestrzeni, w tak odmiennych stanach ich świadomości, na takiej przestrzeni czasu, to doprawdy materiał na doktorat. Albo i dwa.

Czy trzy nawet…

Co tam, habilitację się od razu walnie!!!

A przecież, przecież człek powinien odczuwać szczęśliwość… czy coś w ten deseń. No dobra, nie umiem być szczęśliwa, ale choć jakaś radosność, czy coś? W końcu jesień jest, dni czasem nawet są mroczne i szare. Milusie, że nic tylko się w nie wtulić, nawet deszczu trochę popadało, więc wiecie, to jest to.

Mój czas.

W końcu słońce bawi się z mgłami tak magicznie, liście się zmieniają, ale wciąż są ludzie. Rzucający się na ciebie bez powodu. Bo przecież widać teraz coś takiego jak przestrzeń osobista nie istnieje, czyż nie?

Winię za to intetnety…

Rozbestwiły ludzi i wydaje się im, że serio wyglądają jak na onych wyfotoszopowanych, przefiltrowanych fotkach i pierdolą onymi nibymądrymi sentencjami. Niczym jakieś Kwaczki z Kwaczkerskiego Zakonu Przemądrych Kwaczek. Naprawdę. Każdy teraz od razu poeta, artyzm wielki, dowcip, wszelakie dobrodziejstwo dla ciebie… i plasterek i modlitwa i jeszcze na dokładkę dieta, która sprawi, że przestanie cię tak kosmicznie wzdymać.

Czy też wydymać…

Ale te mgły jesienne.

Muszę je złapać aparatem i żaden arabskiego pochodzenia koleś z dziwną łódką, co to rości sobie prawa do zagłuszania mej spokojności mnie nie powstrzyma. Nie dam się brodaczom. Tym golonym też się nie dam!!!

Pieprzcie się!!!

Ale już najbardziej mnie wkurza, że chcą mnie pouczać o szkodliwości telefonów i tak dalej… mnie, człeka bez telefonu. Wielce to podobno teraz modne, nawet tutaj. Wiecie, mieć telefon bez intenetu, jeszcze dodatkowo nie mieć mediów społecznościowych i oczywiście głośno wszędzie o tym świat informować.

Buahahaaaa… co wy wiecie o życiu bez pipkania, cieniasy!!!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.