Pan Tealight i Konieczność…

Konieczność przybyła nie do końca znowu, ale jakoś znowu tak, choć może i nie po raz pierwszy, jednak zaraz po Niewiadomej.

Jakby się zmówiły, a może i nawet łączyły je jakieś pokrewieństwo.

Może i nie krwi, może i nie ciał, ale jednak umysłów, dusz i serc?

No więc się pojawiła ona konieczność i zaczęła podgryzać Wiedźmę Wronę Pożartą Przez Książki Pomordowane. To z prawej, to z lewej, to od środka, to gdzieś z zewnętrza… i wiecie co, początkowo Wiedźma serio miała to gdzieś. Po pierwsze ciała niekochanego zawsze lepiej mieć mniej, po drugie dodała sobie do kolekcji kolejne dziurki w uszach i jakoś tak i tak wszystko ją bolało, a po trzecie, to chyba ten status wiekuiście cierpiącej zaczynał być jej częścią.

No serio, mieć takiego pecha…

A może…

W końcu, jakoś tak Pan Tealight zaczął mieć tego wszystkiego dość. Bo widzicie, gdyby jeszcze ona Koneiczność zjadała te kawałki, ale nie. Nawet ich nie zakopywała, wyprawiała im pogrzebiku czy je spospielała. Mogłaby też rozsyłać jako wiecie, takowe relikwie po świecie, ale nie, ona cholera zwyczajnie je wypluwała po niewielkim przeżuciu i tyle. Nic więcej.

A mięsko wiecie…

Po pewnym czasie wyraziście i słodko wonieje.

Wiedźma Wrona świętą w ch-religijną nie była, więc jej cząstki nie unosiły się w powietrzu, nie lewitowały i szły w poloneza, i niestety, nie woniały też fiołkami i bzami, czy tam czym by miały kwiatowym… zresztą, przecież ile tych kwiatków też wąchać można, no więc… zwyczajnie niezbyt pachniało w okolicy.

A okolica jednak, może nie całkiem, ale nowa była, więc czemu miała być śmierdzącą? Z takim domem!?”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Noc.

Niby nocą ludzie śpią.

Ale wiecie noc to też cudowna, miękka ciemność, czas, gdy nikt cię nie widzi i jakaś taka, niepisana wolność wszystkiego i myśli i czynów, i skrywanie się w mrokach, cieniach i wszelakich zwątpieniach i…

Można tworzyć.

Można w końcu zwyczajnie wyjąć narzędzia i coś tam zrobić.

Tylko… nie, no przecież i tak nikt nie podejrzy… zupełnie nikt, bo światła wygaszone, bo przecież i choć firanek, zasłonek u nas nie ma, serio, sporadycznie można je spotkać, co innego zwykłe rolety przeciwko palącym promieniom słońca. Ono za podglądactwo dostaje mega bana… to poza tym wystawki w oknach, prawdziwe muzealne gablotki, tematyczne i ogólnie pięknie zdradzające artystyczne dusze poza nimi…

Albo i li tych, co to lecą za mainstreamem…

No ale, właśnie w cichej ciemności, może dla wielu strasznej, takiej, w której i gwiazdy widać, albo nie, albo księżyc, albo li i nie, albo na przykład jakieś światełka na horyzoncie, gdzie podobno morze, ae kto to wie, czy ono wciąż tam jest, gdy tak ciemno, gdy tak bardzo czarno doprawdy…

Bo jakoś w tym roku nie dość, że tych niesamowitych wschodów i zahodów nie było, to jeszce, jakby ktoś coś przełączyły, to ciemność przyśpieszyła dokładnie od 1 września. No serio. Jak z jesiennością i chłodem milusim.

Jakby ktoś miał pilota…

Jakby…

Liście na drzewach wciąż zielone.

Wszelaka owocność się mnoży, ale… za mało pada. Ziemia wciąż sucha. No przynajmniej na mojej nowej górce. Ale z drugiej strony, czyż nie lepsza jest taka twarda skała niż coś, co spadnie, osunie się i tak dalej?

No ale…

Oto zaczyna się dalej nowe…

Chociaż stare wciąż nas dopada. Mimo iż wydawało się, żę cała sprawa z Mold Husem jest już zakończona, to… nagle dostajemy rachunek, że dziuńki co to tam miały odmalować go w środku wytracili tyle wody ile my przez 5 miesięcy. No serio? Kurde? Bez przesady, ale jakoś w to nie wierzę… w to, że ja za to zapłacę. A co mi zrobią? Wodę odetną? Przecież my tam nie mieszkamy, co nie? Ale tak szczerze, nie nabierzcie się nigdy na skandynawską życzliwość. Naprawdę. Ona zawsze ma drugie, trzecie, czwarte i jeszcze nieskończoność den wszelakich pod sobą.

Naprawdę.

Dodatkowo, wiecie… Dania to taki kraj, co to strasznie chce być nowoczesny i wyłącznie telefoniczno-internetowy i… ekhm, programy nie działają, a są to programy dzięki którym wiecie ile macie czego zapłacić, tudzież, czy za coś was już gnają, czy jednak nie… i tym podobne, więc… jest źle.

Obiecali zmiany na przystankach autobusowych na one zwyczajowe rozkłady jazdy, ale od 2 lat nadal ino te rąbene kody, które oczywiście nie działają, albo wam internet nie działa, to samo zresztą… w sklepach. Tia… wprowadzają u nas płacenie telefonem. Wiecie, bez kolejki, ino skanowanie i takie tam, ale jak to zrobić, jak w sklepie albo program lojalnościowy nie działa, albo co lepsza telefony nie odpowiadają, albo…

Ogólnie mówiąc…

Internety mamy kiepskie.

… ech… ale rachunki wielkie. Za wszystko.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.