Pan Tealight i Zaklęcie Co Chciało Inaczej…

„Ona nawet go nie tworzyła.

Serio, samo się jakoś tak, niby znikąd, niby jakoś z siebie, może z marzenia, sennej wiedźmiej maligny, a może pragnienia takiego, które łkało już o spełnienie…

A może…”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Zagrzmiało, z niebios wyrąbało wielką całodłużną błyskawicą z pięknymi rozgałęziami, błysnęło gdzieś po lewej i tye… jeszcze niby coś się przewala pod niebiosami, ale… burzy nie będzie. Nic z tego. Może popada… mogłoby bo kurde nikomu nie chce się podlewać przecież. No i ziemia dżdżu łaknie…

Właściwie nie wiem, co się dzieje w świecie.

Sprzątam i przybijam rzeczy do ścian i myślę, czy wszędzie taka fuszerka, czy tylko tutaj. Pewno wszędzie. No ale. Czy walczyć, czy jednak nerwów nie tracić? Nie wiem już, chyba za bardzo jestem zmęczona. Siedzę i poza rozbłyskami nielicznymi i niknącymi gdzieś daleko, pewno na kontynencie, to jakoś tak ino te lampy pojedyncze się świecą i nic poza tym. Poza tym zaraz, nie do końca nic, bo jakiś świerszcz gra.

Za darmo.

Powinien człek zamknąć okno, ale jednak… chłodu mu szkoda. Chce go więcej. Chce go skumulować i jakoś taak się nim do snu otulić, bo przecież to już noc idzie. Noc dziwna, pokrętna może? A może spokojna w końcu?

Przydałoby się.

Spokoju trochę.

A może jednak, jak zapowiadają wydarzy się otwarcie niebios i ogromniasty shower? kto to wie? Ostatnio prognoza pogody, to tylko dziwna propozycja. Jakby menu w knajpie i nikt nie wie kto zamawia. Może ci co budują to coś do gry w bule… weźci mi powiedzcie co to za nowomoda?

Powiedzenie: „w kulki se grasz” nabiera WIELKIEGO znaczenia.

WIELKIEGO.

No ale…

Na razie zmrok nadszedł. W końcu mamy trochę więcej nocy, co mnie cieszy niezmiennie. No i te błyskawice. Wiecie, że wciąż boję się burzy, ale jednak ono piękno w niej zawarte jest takie intrygujące. Ale wciąż strach jest większy. Dziwne to wszystko, że niby człek tak zwanie dorosły, a jednak się boi…

No mniejsza… znowu zaczyna grzmieć, błyska się, dziwnie coś szumi i chyba już można uwierzyć w ten deszcz. Ae w nowym domu człek uczy się najpierw onych wszelakich, choć pewno zwyczajowych, nowych dźwięków.

W ogóle wszystkiego nowego.

Choć nagle odkrył, że nie ma zamrażarki i stracił właśnie żelazko, ale nic to, przetrwamy. Pogniecione, to nowy styl i tyle!!!

Na pewno utraciłam całego Tolkiena, Anne Bishop i oczywiście kolekcjonerskie bajery Pratchetta. I jeszcze całego Harry’ego Pottera. Czuję się jakby mi ktoś dzieci zabił. Książki dla niektórych znaczą więcej niż ludzie. Pewno jak z kotami czy psami dla innych… wiecie, każdy jest porąbany w jakimś kierunku.

Mnie uczyły i kształtowały książki.

… więc jest źle.

Jak człek znajduje na to wszystko siłę, by przetrwać ciągłe kopanie w dupę? No serio. Jakby co, na razie pielgrzymki sąsiadów się skończyły. I tak musimy ich sprawdzić na fejsie, bo człek z wrażenia zapomina co usłyszał i tyle. Wciąż nie wiem o co w tym wszystkim chodzi.

Przecież oni tak nie robią, no!!! LOL

Jak jest tu wytwórnia zombie, to będzie miło.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.