Pan Tealight i Koszmar dzienny…

„Trzy żółte szopy, a w każdej świat inny.

W jednej drzwi do wymiarów wyłącznie owłosionych, w drugiej dziwne zapomnienie, a w trzeciej, no właśnie… rozmiarów ludzkich zamrażarka i zestaw pił, młotków, toporów… a wszystko rdzawe, dziwnie czerwone, jakieś takie…

… używane.

I tak to się nowa Chatka Wiedźmy otoczyła nimi, Starą Śliwą, Tarasem Bezpoznawalności oraz Różanymi Strażnikami… i wiecie, już było po. Wiedźma Wrona Pożarta jęcząc i kwęcząc musiała się przenieść, przetoczyć i wszelako przeprowadzić… i niestety… uświadomić sobie boleśnie, że nazbyt wiele z jej Ksiąg zmarło…

Odeszło…

Bo Wielki Żółty Potwór był w rzeczywostości tym, przed czym Chatka uciekała. Tajemnicą, którą próbowała kryć, ale gdy w końcu się przestało udawać, jakoś tak, wiecie… zmieniła i i położenie i kiecę, i dach i ściany… a jednak, tak naprawdę, wciąż widziała i Białe Domostwo i Seniora Łindmilla i…

To, co zwykle.

Tak więc wszystko się zmieniło…

… i niewiele też.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Trzy szopy i redrum…

Powiem wam, że oczywiście, kocham mój domek, nowy domek, ale jednak kurcze wciąż nie rozumiem. Po pierwsze redrumu, który mamy. No żeby taką czerwień na ściany położyć… a jednak jak się tam człek ułoży na dywaniku na podłodze, to jakoś tak się dziwacznie wycisza. Chociaż może nie powinien, przecież ona czerwień wzbudzać winna agresję i działanie… a ten odcień, nie wiem, no jakoś tak… może zostawimy? Nie, walnę kobalt jakby co.

Albo biel…

Prawda jest taka, że dom nowy nie tylko trzeba dobrze wyczyścić, ale też zdałoby się odmalować. Nie da się w tym roku. Modlić ofiary należy złożyć byśmy z głodu nie zeszli, ale… wyczyścić, to go czyścimy. Byli właściciele zostawili tyle rzeczy, że no naprawdę. Przede wszystkim dwie szafy, niepotrzebne, do tego zmywarkę, jak ktoś chce kupić, z chęcią sprzedam, a po trzecie 3 szopy i brak carportu.

Żeby nie było, w papierach stoi, że być winien.

No i jest problem oczywiście. Ale co tam, trzeba się będzie z nim uparać, jak z grzybem, który znaleźliśmy w naszym byłym miejscu zamieszkania. Co do tego, to chyba będziemy potrzebowali adwokata, bo zniszczone mienie i zdrowie przez ich niedpoatrzenie i wszelakie olewanie zgłoszeń… no sorry, tamto było wynajmowane!!!

Przegramy?

Jak tak, idę w ballade w mediach społecznościowych!!!

Moje zatoki jako pierwsze!!!

No ale poza tym wszystkim, pogromem przeszłości, który oczywiście trzeba będzie ogarnąć i oddać za jakieś 10 dni… książkami, które muszę wyrzucić… to mamy trzy dziwne żołte szopy!!! Serio TRZY!!! W ekko różnych rozmiarach. W jednej było coś w rodzaju warsztatu chyba, bo został stół i imadło. Mi się przydać może. Na pewno, ponieważ jest tam okno, złożę tam pbrazy, niech sobie odpoczną, a i trochę książek…

Ale szopa numer dwa…

… jest dziwna. Niczym bliźniak syjamski numeru trzy, nie chce się od niej odczepić. Przylepiona na maksa. Nie da się zniewolić cudzymi zmyśleniami o jakiejś taam samodzielności. I tutaj są dziwne rzeczy i tutaj jakoś tak pokrętnie i tutaj, hmmm, jakby to powiedzieć, dałoby się kogoś zaciukać.

Obok stoi takie dziwne usypisko upłaszczone, na którym wielki stół i palastikowe krzesełka po poprzednich właścicielach. Możnaby pomyśleć, że od miejsca uboju wprost na stół i tak dalej, ale jednak, czyż to nie nazbyt przerażające?

Nie, za bardzo zmęczona jestem na te myślenia.

Pobije was szopa numer TRZY!!!

Oto i ona. Niby taka jak inne, ale jednak gdy wchodzicie, wiecie od razu, że coś jest na rzeczy. I jest to coś doprawdy wielkiego. I nie chodzi o te dwa dziwne, fikuśne, jakoś tak turecko wyglądające dywany… nawet nie o zardzewiałe piły i młotu, wielkie młoty, powieszone podług wielkości na ścianie. I nawet nie o inne utensylia kroicielstwa, bijactwa i tak dalej w tej szopie, o nie…

… wcale nie o to.

Ale o ludzką w rozmiarze zamrażarkę!!!

Zaczynam się zastanawiać, że może choć niedaleko, to jednak ta dzielnica ma jakieś WIELKIE sekrety, bo wszyscy do nas przychodzą się przedstawiać. I to tak dziwnie… gdyby jeszcze przynosili gifty, zaczęłabym się bać.

Albo wiecie, wdziała boskie szaty…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.