Pan Tealight i Panienka z Wiaderka…

„Bo okienko jej zabili dechami, olaboga, to sobie wiaderko znalazła stare takie, bardziej wielki skopek na mleko niż wody nosiciel prawdziwy z wielkim nosidłem, drewniane, ze szczap grubych, gładzowne, pociemniałe i wiecie, wodą wypełniła dla lepszego, odbiciowego efektu i kuka…

No kuka, no.

Kuka tak na wszystkich i ich przeraża. Bo wiecie, gorąc wielki jest to i ptaszek chciał się napić i Biały Jednorożec i jeszcze Ojeblik – mała, ucięta główka… i wtedy się rozeszło, rozwaliło i wybuchło. A Wiedźma Wrona Pożarta na takie ballade od razu podskakuje i wiecie, łbem w podsufitkę, w ściany się chowa, w drzwi się wtapia, zamiast okna staje i za ojca szklarza robi…

A nawet raz próbowała zasłonką być, ale taki wyszedł jej kolor, krój i upięcie, że do dziś ludzie źle się czują na samą o tym myśl, więc gdy dźwięk wybrzmiał, otoczyli Wiedźmę Wronę i zwyczajnie trochę ją poddusili.

I już…

Tylko co teraz z Panną z Wiaderka?

Bo niby nie miała złych zamiarów… znaczy podobno, tak myśleli, ona tak bulgotała im prosto w twarze mocno ich mocząc…”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Żeby nie było, nic o tym nie wiedziałam.

Ser serem, ale co my tu jeszcze robimy? Wodę? A tak, rzeczywiście, robimy wodę i piwo. Tak, może i wino i maść z dodatkiem specjalnego ziela – mrugam teraz, więc wiecie jakiego. No trawy tej. Ekhm. Robi się czekoladę, cukierki i lody oraz wszelakie przetwory, ale przede wszystkim sprzedaje się ziemniaki, na które w tym roku miejscowych raczej nie stać. Czujecie ten absurd? Mogą kupić pyry z innych części Danii, ale nie z Wyspy. Przecież to kurna poronione mocno!!!

No ludzie, no!!!

To samo z kalafiorem czy cebulą…

A ceny!!!

Do tej pory serio ziemniaki były już w dość normalnych cenach, znaczy drogie, ale wiecie… a w wyniku zwiększonej ilości Turyścizny nie tylko braki w sklepach, to jeszcze ceny przez cały czas górują ponad wszystkim… czy ludzie je kupują? Nie wiem, sporadycznie kogoś widzę, mnie nie stać. Zresztą, człek nie ma czasu nawet by poszukać dobrej odmiany. Bo przecież nie wszystkie są dobre… nic z tego!!!

Ale…

Na drogach korki. I to takie, że wyjazd z gudhjem zajmuje minuty, nie zwyczajną sekundę, ale wiele minut. Korek ciągnie się poza zakręt i… jest ciężko, do tego te problemy z promami, chamstwo przewoźnika i macosze traktowanie miejscowych. A przecież te bilety miały być dla nas przede wszystkim…

… ale na kij my, zwykłe małpy w zoologu wyspowym.

Sadzące pyry.

No dobra, wróćmy do pogody.

Jest… gorąco.

I to tak dziwnie gorąco.

Niby słońce za chmurami, a jednak parówka… niby powieje, ale jakoś nie daje się oddychać. Podobno Syberia płonie, może to to tak wpływa na nas? Morze wciąż jeszcze strute, więc Turyścizna szlaja się po mieście marudna i wkurzona, agresywana i kopcąca pety.

Nie znoszę tego!!!

Ludzi wciąż jak mrówków, aż człek się zastnawia, czy kontnentów nie pomylił. Bo przecież to w Italii czy innych „ciepłych krajach” winny być takie ich ilości, a nie tutaj, więc.. i przyznaję, że zwiększył się ruch nie tyle osobników zrowerowanych, ale tych z plecakami, w wielkich butach, umęczonych, chodzących…

Wiecie, staromodni gracze.

Ciekawi mnie kto napisał o Wyspie i PRowo zadziałał, że aż ich tyle? No bo bez urazy, ale ludzie sami się z siebie tak nie robią, trza ich zachęcić, podać rączkę z biletem i tak dalej. Sami z siebie nie znajdą.

Jakkolwiek jestem jak najbardziej za, to mogliby chodzić po wyznaczonych miejscach i to zgodnie z prawem drogowym? No serio… jedziecie, wymijacie, a tutaj po niewłaściwej stronie drogi biegacz – OCZYWIŚCIE ZE SŁUCHAWKAMI W USZACH – i tragedia gotowa. Ludzie, to lewołaźdźctwo wymyślili dla waszego bezpieczeństwa, nie dlatego, że tak im się wydaje. I tak, oczywiście, że są na Wyspie miejsca, gdzie iść można tylko jedną stroną drogi, ale to się wtedy oczy ma dookoła łba a uszy rozpoztarte jak Dumbo!!! No czyż nie? Rodzice tak winni uczyć…

Co się dzieje z tym światem?

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.