Pan Tealight i Szesnaście Sióstr…

„… a tak serio była ino jedna.

Naprawdę.

A przynajmniej na początku tak się zdawało. Wiecie. Wysiadła z promu, rozejrzała się… tak, podglądali ją, wiedzieli, że się pojawi, więc nie chcieli żadnego zaskoczenia, ale też nie pierniczyli się z jakimś tam czerwonym dywanem, kwiatami, procesją i wiecie, szampanem… Nic z tego.

Raczej byli zachowawczy.

No i pojawiła się.

Dziwnie taka normalna, w wieku mocno pośrednim między średnim a wszelako niestarczym jeszcze, pewna siebie, wyluzowana, wiedząca zbyt wiele ale i dziwnie niespokojna… jakoś tak poruszona, niewiedząca, co teraz się wydarzy, ale na to niewiedzenie też oczekująca? Dziwne to wszystko było. Naprawdę dziwne i nie mogli tak długo wystawać zza autobusu.

Zaraz miał odjeżdżać, więc…

Wyszli.

I dopiero wtedy je zobaczyli… ale tak naprawdę była tylko ona. W chustce na głowie, platynowych włosach wymykających się spod niej. Spowita szarą szatą i szalem, albo i może albą jakowąś… z torebką, na szpilkach, z plecakiem i walizką… oraz małą papużką na ramieniu. Ale bez przepaski na oku.

Jakoś tak dziwnie każdy oczekiwał opaski, gdy zobaczył tę papużkę.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Z cyklu przeczytane: „Letnia noc” – … oj. No sami wiecie, że istnieje coś takiego jak „Stranger Things”. Chyba jako jedyny osobnik nie jest zaintrygowana oną serią… bo to już 3 sezony i coś mi się widzi, że czwarty się szykuje, więc kanał ze mnie jakiś… ale, dlaczego o tym wspominam? Bo oto jest książka, ogromne tomiszcze, które podobno „zainspirowało twórców” wspomnianego filmu…

Hmmm, czy jak serial to wciąż film?

Bo film to niekoniecznie serial, co nie? Hihihiii…

No mniejsza. Bohaterem książki jest… szkoła. Nie, zaraz, dzwon, tak dzwon, ale oglądamy jego hsitorię poprzez oczy wielu dzieciaków. Bandy znajomych, rowerowych, amerykańskich, typowych młodziaków i tych im obcych. Wiecie, ot zaczęły się wakacje, szykują się zmianu w ich życiu, a tutaj znika ktoś… właściwie nie tyle znajomy, co po prostu jeden z dzieciaków, więc… co mają robić? Coś wisi w powietrzu, więc się tym zajmują…

Oczywiście cała książka utrzymana jest w onej tonacji wysokiej kukurydzy, zbóż i małomiasteczkowej serdeczności. Wiecie, wszyscy wszystko wiedzą i nikt nic nie robi. Gdzieś w połowie człek się orientuje, że przecież czyta powieść – ogromne tomiszcze – o dzieciakach, ale nie czuje tego.

Bo strach jest aż nazbyt dorosły.

No i demon…

Człowieczeństwo…

Dobra powieść. Taki typowy Simmons, jeśli znacie autora, a jeśli nie znacie, to warto nadrobić, bo naprawdę zawsze ma najlepsze pomysły. W jakiś dziwny sposób nie nudzi. W ogóle. Może i w którymś momencie macie dość dziwciaków, pragniecie tej onej dorosłości, strachu, tajemnicy już podanej na tacy, ale nie ma tak hop siup.

Serio nieźle.

A czy pomysł wzięli, czy nie? Widzicie, ja jakoś fanką Strangers Things nie jestem i tyle. Coś ze mną nie tak?

Lato.

Nadal obecne. Wykwit trochę się rozwiał, więc można popływać, ale nie wiem, nie chce mi się. Jakoś tak, coś w powietrzu sprawia, że człek najchętniej by nie wychodził. Coś dusi i zaczynam się zastanawiać, czy to czasem nie ten nadmiar ludzi. Bo serio wygląda to czasem jak jakiś pogrom. I chyba wszędzie to tak wygląda spoglądając na opowieści na YouTubie. Jakby każdego teraz było stać ino mnie nie?

Czy zazdroszczę?

Oczywiście, że tak!!!

No ale. Zazdrość zazdrością, jednak jakbym już miała, to wiecie, pojechałabym na północ. Bo jakoś południe mnie przeraża. No i wszyscy tam jeżdżą, więc… po co jeszcze ja tam? No serio? Nie za wiele tej radości…

LOL

Ale… dobra, to mamy lato, mamy Turyściznę, a co za tym idzie i natłok motorów, który bardzo utrudnia życie. Hałas i smród zabijają. Nie wiem dlaczego im wolno przekraczać te wszelkie normy, a innych to od razy za pierdnięcie wyhaczają. Podwójna moralność? Czy co? A może oni w kupie, więc wiecie, wszyscy się ochraniają… nie wiem, ale dla kogoś z moim dziwnym umysłem to coś koszmarnego. Sami pomyślcie. Człek wynosi się na wyspę, w pustkę jakąś, a tutaj tratują jego ciszę i mordują mu bębenki.

Hmmmm… zastanwia mnie cały czas, czy serio naprawdę Wyspa tak bardzo na tym zarabia. Znaczy ktoś na pewno. Przewoźnik, może lodziarnie, ale artyści, zwyki ludzie? Nie widzę tego. Sorry, ale widzę tylko ile mamy sprzątania.

I tyle.

Czasem mi się wydaje, że ludzie zapominają o tym, że wyjeżdżając na wakację, tak naprawdę pakują się komuś do domu… zawsze. Więc… dlaczego to chamstwo? Dlaczego nie można jakoś tak lepiej, normalniej, grzeczniej i spokojniej? Mówimy o czasach, w których ludzie serio znają więcej niż jeden język, więc przypomnę tylko: oni was często rozumieją! Naprawdę.

I wiecie co, potem obrywa się reszcie świata.

Lato…

Dobra, może nie tak upalne jak zeszłoroczne i jestem za to bardzo wdzięczna, ale jednak mocno szalone. Szczególnie u nas. Ale z drugiej strony u nas tak wszystko stoi na głowieod kwietnia, więc jeszcze chwila może tylko?

Może?

Z ostatnich wieści Fjolslinjenowych, to serio udało się im samych siebie przeskoczyć. I tak, mówię o panującej monopolowo i na sprzedaż będącej linii promów Molslinjen, która się przechrzciła na Bornholmslinjen, aczkolwiek ludzie im nazwę odebrali… mówię wam cyrki, seryjnie, mocne cyrki z tym nazewnictwiem bo mówimy o tak chamskiej firmie, że klękajcie narody!!! Seryjnie! Jak za komuny… eee… chyba? Niezbyt byłam dorosła w tamtych czasach, więc powtarzam po Babci!

No ale…

O co chodzi?

A o to, że zostawili ludzi na ziemi. Znaczy za drzwiami. Seryjnie!!! Wyobraźcie sobie taką sytuację, że macie samolot, załadowali bagaże i tych do pierwszej klasy wprowadzanych, a reszta stoi na tych schodkach a drzwi wciąż są zamknięte… nagle samolot powoli odjeżdża, a wy stoicie jak one barany… ciekawe jak czuli się z twarzami przytkniętymi do szybek. Bo to wiecie, troszkę wyżej, ale niezbyt mocno, te promy teraz są takie malutkie. Naprawdę malutkie… dziwnie mikre jak na takie morze…

No ale…

Ludzie stali sobie, prom odpływał. Niech mi ktoś wytłumaczy, jak można nie zauważyć, że ludzi nie wzięliśmy? Serio? Onych zwykłych, chodzących bidulków, co to nie wjechali samochodem czy rowerem czy innym jednośladem? No serio? Czy to znaczy, że po drugiej stronie drzwi nie było nikogo?

Żadnego pracownika?

No ale… oczywiście prom się cofnął, zaliczył opóźnienie i tak dalej… ale naprawdę. Serio!!! Zostawić ludzi za drzwiami? Chyba serio nie mam już… a z drugiej strony, dlaczego bym miała mieć? Nie moja firma. Wszelakie interwencje kończą się zawsze naprawdę bardzo kiepsko. Bo przecież: „chcieliście taniej”… i tyle.

Jak bydło?

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.