Pan Tealight i Chatka Wiedźmy…

„Bo ona chciała zmiany i tyle.

I jej się też coś od życia należało!!! Nie tylko nowe ściany czy mebelki, czy coś w ten deseń wystrojowy, ale też… metamorfoza pełna i bogata.

Dostojna.

Puchnąca.

Problem był w tym, że Źli Bardzo Panowie nie chcieli żeby się zmieniała. To, że posiadała swoją Wiedźmę Wronę wcale niczego nie zmieniało. A zresztą, w tym świecie wszystko wymagało pieniędzy, a tych nie było… a motanie z magią, cóż, nawet jeśli by wyszło, to wiecie, jednak ktoś mógłby się doczepić. Że czemu i dlaczego i za co, i kto to w ogóle robił, jeśli zlecenia nie było…

A tak w ogóle nagle się okazało, że tak naprawdę to ona do siebie nie należy… Nie no, wiadomo, że w ogólnej bytności Chatka Wiedźmy była bytem całkowicie magicznym przyczepiającym się do odpowiedniem wiedźmy i wiecie, z nią współdziałającym. Mury i tak dalej nie były do końca wyznacznikiem…

… a może i wcale?

Może tak naprawdę w rzeczywistości nie chodziło o mury i dach, a przynajmniej nie te mury i nie ten dach, a nawet i nie ten widok, morze, może chociaż jednak o morze chodziło, dobra… ale cała reszta…

… może wcale?”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Udało mi się!!!

I to kupić takie cudowności nowości. Nie no, Pilipiuk to klasyka już właściwie onego… humoru mojego wójka Józka, niech spoczywa jak sobie chce, a cała reszta, wiadomo, fantasy, bo je kocham!!!

Dobra.

Nie jest gorąco, ale zakwitło? Serio?!!!

Znaczy no morze zakwitło, a to oznacza, że kąpać się lepiej nie, no chyba że, wiecie się przeczyści, czy coś, lub jakieś tam miejsca będą mniej zakwitłe, ale tak szczerze, to odradzam. Oczywiście na pełniejszym morzu można pewno poskakać, ale, czy serio warto? To skurczysyństwo seryjnie szkodzi…

Poza tym, jak donoszą najnowsze badania, średnio codziennie jest nas dwa razy więcej niż zwykle. Problem w tym, że jakoś wiecie, jako totalny niedowiarek nie przemawia do mnie iż zamieszkuje Wyspę na STAŁE 40 tysięcy osób. Dlaczego nie przemawia? Bo zwyczajnie widzę te puste domy i wciąż te same ryjki. Sorry… no ale, Turyścizny codziennie około 40 tysięcy na plusie, więc fajno. Ekhm.

Dziwne to, i braki w sklepach…

Jak za komuny!

No ale… wiecie, trza to jakoś przetrwać. Ogólnie mówiąc, to wybór w spożywczym jest marny. Jak macie kasę możecie oczywiście do knajpy, ale poza tymi, które mają podspiane umowy z masarniami tutaj czy piekarniami itp. to dostaniecie żarcie z Dagli czy Spara. Tak wiem, lekki szok, wyobraźcie sobie moją minę, jak zobaczyłam moją sałatkę tam o wiele tańszą. A i sos był, w butelce plastikowej!!!

Wystarczy przelać w porcelankę i gra, co nie?

… więc tak, o kuchni mam marne zdanie.

Nie żeby nie było kilku osobników, którzy naprawdę potrafią. Ale mnie nie przekonają sałatki z zieleniny zwanej chwastami, bo to znam. Wychował mnie las i łąka… wyglądająca całkiem inaczej niż teraz łąki wyglądają, więc… mleczyk, to dla mnie nie nowość. Podobnie lawenda, mięta czy czarny bez.

Ech… rozpieszczonam w trawie jak nic!!!

LOL

Ale… nadal mamy lato.

Moze nie do końca widać, że to lato, ale uwierzcie, jest. I nawet ma być jeszcze kilka naprawdę wrzących dni. Ostatnie były może i chłodne, ale pranie schło, więc… tak, mierzę nasłonecznienie tempem wysychającego prania. Podobnie siłę wiatru. Bo czemu nie? Każdy orze jak może, a ja potrzebnych utensyliów pomiarowych nie mam.

Za to na pewno mam pomysłowość.

Obecnie moja pomysłowość wciąż się stresuje, więc wybaczcie, że czasem człek naprawdę nudny i powie tylko, że ciemna chmura zawisła nad dachem, ale nie padała. Że zieleń wszelaka się zmienia w okolicach horyzontu, że mewy i wrony walczą, krzyczą i gadają językami jakby naprawdę nastąpiła eksplozja ptasiego Ducha Świętego, czy też Annabelle… wiecie, człek lubi straszne filmy.

Znaczy wróć, strasznych nie, ino te straszące!

Czereśnie już prawie dojrzały, ale raczej się ludzki osobniku na nie nie załapiesz.

Ptactwo już zarezerwowało miejsca i codziennie sprawdzają stan swojej widać, plantacji. Co czrwieńsze już zeżarli, czasem i te mniej pomalowane światłem też wpały w ich dzioby… ech no, twarde życie na Wyspie, wam powiem.

Bardzo twarde.

Trzeba walczyć o każdą pestkę. LOL

No i to tyle… morze ma obecnie miejscami dziwnie żółtawy kolor, jakby wypełnił ktoś tonie zzombifikowanymi kanarkami. Wiecie, niby kolor wciąż kanarkowy, ale wody już zmieniły ciałka i zombie ptaszki unoszą się w nich i lekko postukują dzióbkami o kamienieste wybrzeże… hihihi Bornholmsk Horror Story?

Czemu nie?

Coś w tym jest!!!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.