Pan Tealight i Wyspowy Golas…

„Chyba już taki się narodził, wiecie, w odcieniu dobrze zrobionej frytki. Brązowiutkiej, ale nie spalonej. Perfekt!!! Wciąż w środku pewnie jeszcze mięciutki, ale na zewnątrz już twardy, zatrzymujący całą wilgoć w środku…

To zapewnie niezbyt dobry opis jednakowoż człowieka, ale on zdawał się nie być nim tak wiecie, jakoś do końca i na pełny etat. Zdawał się być raczej chodzącą rzeźbą. Tworem czyich rąk lub macek, nie uprzedzajmy faktów, albo też i może… może ufokiem? Prawdziwym, ale jednak nie narzucającym się…

No dobra, chodził goły, ale po pierwsze na Wyspie można po gołemu na plaży, a po drugie to i tak była ta plaża, którą Wiedźma Wrona Pożarta lubiła kąpilować… znaczy wiecie, ona się ten teges, nie że brała szczotę i plażę szorowała i wciąż, wciąż i wciąż widywała właśnie jego. Golasa!!! Osobnika, paradującego z taką dziwną lekkością w swoich lekko zmurszałych członkach… starszawego, ale jednak ino skóra kości i mięśnie… znaczy, nie żeby ktoś go macał, nawet Chowaniec sobie wypraszał takowe elsperymenta… po prostu to było widać.

Ekhm… wszystko było widać.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Z cyklu przeczytane: „Siostry” – … okay. Po pierwsze tak, jak najbardziej lubię Miniera. Nie wiem dlaczego, może przez oną zimność z pierwszych ksiąg, może przez uwielbienie dla pewnych rodzajów muzyki, a może… po prostu za pisanie?

Bo czy za głównego bohatera?

Nie wiem.

Wciąż nie wiem, czy go lubię.

Naprawdę. Wiem, że ma przekichane, nagle został ojcem, otweira się sprawa, która rozpoczęła właściwie nie tyle jego karierę, ale była pierwszą w pracy… i nagle, wszystko wraca. Bo są jeszcze wspomnienia z przeszłości, które lekko się materializują. I jeszcze, no właśnie, kolejny seryjny zabójca?

Tym razem cała historia jest zarazem pokręcona, jak i przewidywalna. Niestety, ale to nie znaczy, że nie wciąga, że nie jest dobrze napisana i nie jest klimatyczna. Bo jest. Jest mroczna, pełna cieni, mokrych miejsc, sznurów, tajemnic i osobowości, które ten autor tworzy mistrzowsko. Zawsze!!! I jeszcze one komplikacje wszelakie i kręte drogi i pewności, które nagle znikają zmyte jednym dowodem…

Tak, książka jest dobra.

Ale czy bardzo dobra? Hmmm… czy nie jestem już w miejscu, w którym od tego autora oczekuję perfekcyjności? Nie wiem. Za to ciekawi mnie, co dalej… więc na pewno sięgnę po kolejną powieść, nie dla głównego bohatera, oj nie, ale dla tych historii, postaci pobocznych, ofiar i wymyślnych zbrodni. Bo przecież dlatego czytamy takie kryminały z pogranicza thrillera i lekkiego horroru.

Czy nie?

Deszcz…

Nagle trochę popadało i człowiek się zaczyna zastanawiać, jak to było kiedyś? Wiecie, te burze, ozon w powietrzu, wszystko było jakieś takie inne. Bardziej przewidywalne. Był wrzący dzięń,w iec potem była burza i tyle.

No ale… deszcz.

Jak tutaj pada, to po prostu pada.

Jak pada i wieje, pada w poziomie, więc jest intrygująco, ale oczywiście jak wszędzie, najbardziej niesamowity jest ten zapach. Rozgrzana ziemia, trawa, beton, kostka brukowa, cegła czy szyby. Wszystko zdaje się oddychać, wszystko jakoś się myje, oczyszcza, jakoś tak nagle zmusza mnie do onego minimalizmu.

Nie wiem dlaczego, ale ostatnio właśnie tak deszcz na mnie wpływa.

Zmusza do zmian, oczyszczenia się, jakiegoś takiego przegrupowania wszystkiego. Uporządkowania tego, co już wiem, czego chcę i wiecie co… już nie babrania się w czyichś sprawach. Już nie moczenia paluchów, nie obrywania za innych. Odpuszczania pełnego i prawdziwego.

Zwyczajnie, olewania.

W końcu to deszcz.

Czas lania wody!!!

Ale tutaj ostatnio deszcz jest krótkotrwały, malutki, niepojący dziwnie. Jakiś taki niewystarczający. Jakiś taki… skomplikowany. Jakby nie mogło po prostu lunąć i już. Wypłukać, odkurzyć, zmyć wszelkie kupy mewie… Bo przecież ludziom to raczej nie przeszkadza. Pada, to pada, na spacer i tak można iść. Pooddychać, pomęczyć się, pobiegać, a nawet popływać, ale tylko jak nie grzmi, a u nas tak rzadko grzmi, więc chyba się da, co nie?

Bardzo rzadko.

No dobra…

Pogoda się zmieniła.

Zrobiło się chłodniej i choć wciąż ciemności wszelakie zaczynają się w okolicach przedpółnocowych, a kończą w okolicach godziny trzeciej rano, to chyba coś się zmienia. A może jednak chodzi tylko i wyłącznie o one chmurki, które pozwalają oczom odpocząć od nadmiernego słonka, które ostatnio nieźle dopiekało? Zobaczymy jak długo ona pogoda mniej wrząca potrwa? I jaki będzie… wiecie, Turyściznowy feedback. LOL To w końcu ich czas.

Ale to wciąż czas rodzinny, a ci najczęściej jednak wynajmują domki, nie namioty, więc może nie będą zytnio marudni? A co do marudzenia, to Molslinjen jest na sprzedaż, co naprawdę coraz mocniej człeka martwi. Nie dość, że dopiero niedawno się przemianowali, to jeszcze zmonopolizowali rynek, a teraz wystawiają się na sprzedaż? kurde, przecież to wszystko się w końcu rypnie jak nic!!!

A my wciąż nie umiemy chodzić czy jeździć po wodzie!!! Moze chociaż niektórzy dsą w stanie jakiegoś smoka wysiedzieć?

Drugi koszmar to to, że jednak, mimo wcześniejszych obietnic, nasze skrzynki pocztowe zostaną zmienione!!! Pamiętacie, że duńską pocztę wykupiła szwedzka poczta? No więc obiecali, że zmian w kolorze skrzynek, które czerwone są od zawsze, nie będzie. A teraz nagle, widać wściekli na jakieś tam doły finansowe – nie wiem w jaki sposób jeśli znaczki mają już ceny astronomiczne – chcą żeby były żółte.

Ogromne.

Jak one tam na północ od nas…

Nie wiem, ale kolejna dość ważna sprawa wali się w popioły. I tak, wiem, dla was pewno bicie piacy o nic. Ale to historia! Kultura! Jakieś tam wspomnienia, wszelkie poczucie patriotyzmu, czy jakoś tak.

Kolejne niedotrzymanie umowy.

Niby mała rzecz, a jednak… niesmak.

Wytłumaczcie mi, w jaki sposób na Wyspie, gdzie inaczej rzeczy nie dostaniesz, coś co się zajmuje dowozem cudów z onych wszelakich porąbanych alibab i innych śmieciowych sklepów, nie ma odpowiednich przychodów? Przecież większość ludzi robi zakupy tylko w ten sposób. A już szczególnie tu, gdzie sklepów na lekarstwo, a jak już, to ceny takie, że ino się kroić i rzucać nerkami w sprzedawcę.

To nie jest logiczne.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.