Pan Tealight i Tancereczka…

„Łyskająca cekinami, wirująca, piękna.

Z włosami czarnymi, lekko połyskującymi, upiętymi wysoko, tak, że żaden się nie wysmykiwał. Z koroną małą, szeroką spódnicą do połowy łydki i koszulką obcisłą, odsłaniającą żebra i mięśnie, i oną pierwotną nicość przez wielu zwaną oną wielką kobiecością rzeczy…

Drgała.

Poruszała się niczym wszelkie żywioły związane ze sobą w końcu, w onej idealnej harmonii. W końcu rozumiejące się na wzajem, w końcu… po prostu czujące, że to jest to. Że inaczej nigdy już nie powinno być, że inaczej jest złem a może i nawet wielkim grzechem przeciwko im samym. Naturze wszelakiej rzeczy. Ognia i wody, powietrza i ziemi, głazów i metali, marzeń i niedowierzeń…

Tak… tańczyła.

Bez muzyki.

Spleciona z wielu rytmów, znająca każdą muzykę, krok czy ruch. A może i sama nią była? Oną Boginią Wszelkiego Nucenia i Dźwięków Wydawania? Nie wiedzieli, po prostu tak stali na drodze, nie zważając na to, że wszystko dookoła leśne, dotąd głośne i pełne ptasich treli ucichło… nie bojąc się, że coś ich przejedzie, uszkodzi, wkurwi się i nakopie do dup…

I patrzyli.

Na te światła, na ruchy, słyszeli coś, ale nie znali ni dyrygenta ni orkiesty, nie poznawali też twórcy… a może i nie było to ważne? Może była ważna tylko ona. Niewielka, ale i dziwnie ogromna. Poruszająca się w pyle leśnej dróżki.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Stoi sobie człowiek na drodze i myśli…

Często myśli zbyt wiele, zamiast się ruszyć i robić przynajmniej dwie rzeczy jednocześnie, bo przecież człowiek w mej osobie jest kobietą i to potrafi… no ale, jak se tak myśli, to dochodzi do wniosku, że nie wie co będzie z tą Wyspą. Kolejne sklepy nam chcą zamknąć w Gudhjem, a dokładniej… ci wielcy, zdawałoby się nieśmiertelni, chca w końcu spokoju i sprzedać posesję, a nikogo na ich miejsce nie ma.

Legendarne sklepy znikają.

Na ich miejsce pojawia się coś porąbanego, jak prawnie nie poprawny kącik surfujących… właściwie pierun wie o co w tym wszystkim chodziło, ale jakieś dwa lata temu była ballade jak stąd do South Pola. Pojawiają się nowe lody – obrzydliwe, pop up shopy – te akurat intrygujące, ale kosmicznie drogie…

A poza tym nic.

Jedyna stała to Sol over Gudhjem, już 22giego.

Znaczy ekhm, była.

Znaczy jest. Kurde no… wiecie, jak każda impreza, na której cała masa kamer, przyciąga wszystko co się rusza i ma jakąś kasę. Przyciąga i tych bidoków, co to mogą się ino nacieszyć zapachami, patrzeniem i takimi tam. Oczywiście ogranicza ruch, ale wiecie, moim zdaniem w ogóle nie ma sensu jeżdżenie w Gudhjem. Tylko kto będzie korzystał z nowego parkingu? W ogóle wiecie, że jest?

Trzeba iść potem kawal, więc…

No właśnie.

Ludzie w dzisiejszych czasach leniwi. A może zawsze tacy byli, nie wiem. Może teraz ludzi zwyczajnie więcej…

No dobra.

Jak każdy konkurs, czy raczej show kulinarne, całkiem mnie to nie interesuje. Rany, mi to nie dogodzisz, no. Ale wiecie, jest impreza, więc raz na killka at można porobić zdjęcia. Oczywiście w połowie i tak dostanę ataku paniki i będę musiała spierniczać stamtąd, no ale, żeby nie było, przecież byłam.

Tak, o wiele bardziej intrygują mnie stoiska z ziołami i inne takie rzeczy. Wiecie, jest impreza, więc każda firma chce się choć trochę pokazać. Mocno to zabawne, bo ludzi, któzy przyjechali tutaj na wakacje to albo nie obchodzi, albo i tak nie skorzystają, abo nie ich kraj, a tych co są stąd, to wiedzą przecież kto jest kto.

Taka specyfika małej społeczności, chociaż…

… nie ukrywajmy, że masa dyrektorów i tym podbnych szefów wszelakich oczywiście mieszka w stolycy. I to nie tej naszej, ale w Kopenhadze. Bo wiecie, nie ma tak, że pierwszeństwo mają ci, co mieszkają na Wyspie jeśli chodzi o stołki.

O nie.

O wygrywanie konkursów też, ale to akurat sprawiedliwe… chyba.

Nie wiem.

Ponieważ straciłam całą wiarę w ludzkość, poprawność, jakąś choć dbałość o społeczność, to wiecie, widzę nagle więcej. I brzydkie jest to, co widzę. może się by jakiś filter przydał, czy coś? Może byłoby mi łatwiej?

Ale chyba tak jest wszędzie…

A tak… miało być o jedzeniu.

Więc no… jedzenie chyba było. Na pewno pokażą w newsach. Czy innych tam. Zaraz, przecież ja mam tam być! To pa!!! No dobra, wróciłam!!!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.