Pan Tealight i Tajemniczy Szczur…

„W odróżnieniu od onych oczywistych i pozbawionych wszelakich oznak sekretności… ten był inny. Nie że dżuma, czy coś, nie, on zwyczajnie… no jak Kot w butach, jak Blaszany Drwal czy coś w ten deseń… jak Niebuty Dorotki.

Był tajemniczy.

Niby na pierwszy rzut oka zwyczajny. Może i wielki, ale przecież jedzenie było, ludzie wywalali tyle, że nic ino jeść, więc… po prostu żreć. I może to robił, a może jednak nie? Może taki był i takiego siebie kochał? Na razie nikt nie pytał. W końcu się spojawił w gabarytach małego kota i miał, wiecie, ten długi, goły ogon… tylko, kurde, że on go miał ubrany w taką wąską rękawiczkę… Ale serio rękawiczkę, bo długą, ale zakończoną pięciopalczastą łapką. Coś w rodzaju onych mitenek za łokcia do kiecek z tafty, co to wygrywają swoje szeleszczące melodie, gdy się baby w nich próbują jakoś poruszać. A najgorsze jak się im chce siku…

Tragedia!!!

Ale szczur… no wiecie, jak szczur. Owłosiony, małe łapki, nosek i te wąsiki… ale też monokl i laseczka i chodzenie na dwóch łapach. I jeszcze, widzicie, miał mały notesik z obgryzionym ołówkiem, w którym wciąż notował zerkając dookoła tymi swoimi małymi, czarnymi oczkami…

Coś było na szczurzej rzeczy.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Robi się cieplej.

Więcej, z powodów powietrza znad Sahary, która kurde nagle znowu się widać do nas przybliżyła… czy coś… jest duszno jakoś tak i dziwnie potliwie. Kwiatki znowu trzeba podlewać, bo zwisają im łebki i pierun wie co tam im jeszcze zwisa… no wiecie, kto to tam wie, jak to serio jest z tymi kwiatkami.

I innymi roślinkami…

Bardziej ciepło…

Oj wiem. No w końcu ono lato musi nadejść. Przecież się przed nim nie ukryję, nie skopię mu tyłka i nie odepchnę… niby obiecali, że tutaj słonecznie, ale nie wrząco, ale ostatnimi czasy jakoś…. okay, tak, ten rok jak na razie jest bardziej chłodny niż poprzednie dwa, ale już czuję w powietrzu ono wrzenie i cieplenie. Ono pocenie i wszelkie oddychania nieumożliwanie. No i jeszcze to, że kocykiem się nie mogę zakryć.

Każdy ma swoje dziwactwa.

Ciepło oznacza oczywiście i pola już zielone. Te żółte powracają do swego zielonkawego stanu, one zbożowe lekko się poruszają w wietrznych podmuchach, jeśli takowe się nam zdarzają, włochate takie są, milusie się zdają. Piękne, gdy tylko chmury jakieś nadejdą nad horyzont, coś zaiwśnie, deszczem zapachni… ech!

Nosz pięknie jest.

Zielono.

No przecież lato właściwie już tu. Dzieciaki znowu będą miały wolne, tłumy będą, ale co tam, dzięki temu i nas uraczą otwarte sklepy. Szkoda tylko, że one ceny podskakują i wiecie co, nie spadają na okres posezonowy. Kiedyś były jeszcze one czadowe obniżki, w typie weź 3, płać za jedną, ale teraz… rzadko.

Ech…

Ale zieleń, morza szum, ptaków napierdalanie o piątej czy też czwartej rano, bo przecież jasne noce… nosz kurna no!

Spać!!!

Lato.

Dobra, tak, nie lubię lata. nigdy go nie rozumiałam, anwet jako dzieciak, bo jakoś wolałam chodzić do szkoły. Ale to ja. Bez urazy, ale siedzenie w domu to nie moja bajka. Zabawy z dzieciakami też nie, a czytać jakoś pozwalali i tak jakoś nie do końca. No i nie da się wymówić odrabianiem lekcji z towarzystwa dorosłych…

Choć w dzisiejszych czasach to jakoś dzieciaki dorosłych lubią, a przynajmniej tutaj. Wiecie, że nawet dwudziestolatki i trzydziestolatki to wciąż dzieci i dorośli wożą je na koncerty! Kurde no! Nie do pomyślenia dwadzieścia lat temu. Ciekawe czy to tylko tutaj, czy to jakaś kolejna przypadłość dziwnie ewoluującej skandyawskości, czy jednak jest tak wszędzie? Nie wiem.

Nie znam odpowiedzi na to pytanie…

… i nie wiem, czy chcę ją poznać.

Lato…

Oczywiście świat ponownie wyrusza, niczym w czas onegdziejszych Wędrówek Ludów, na jakieś tam plaże, na jakieś kurorcie ziemie, hotele i takie tam. O wiele więcej ludzi wybiera leżenie na plaży niż coś zwanego w miarę aktywnym wypoczynkiem, abo od razu leci na akord. Wiecie, dwa tygodnie na rowerze. Bez urazy, jak najbardziej rozumiem, ale spróbujcie być kobietą na takim ustrojstwie i jeszcze mieć okres. Oj tak, poznałam raz taką bidulkę, której ukochany zafudnował taką przeprawę… szybko wylądowali na campingu i chyba były i ciche bardzo dni.

Oj panowie, serio, nie, nie jesteśmy tacy sami.

I wiecie co…

… można mocno i na zawsze znienawidzić szybko miejsce, które wcale na to nie zasługuje ino przez taki szczegół. A i po co tak wiecie robić? Co wy chcecie Endomondo dać zarobić? No serio, czy to dla postów na Fejsie?

Czasem dobrze zwolnić, a Wyspa jest idealna dla wolniejszych zadań. Co nie znaczy, że niefajnie po niej pobiegać, ale po co od razu tak pędzić i tylko pędzić i dalej pędzić? Serio. Po co tak? Nawet się nie zatrzymałeś ni tu ni tam, tylko od spania do spania i już, byłem na Wyspie, byłem w tym miejscu… rower poznałem.

Drogi mają.

Nic więcej nie wiem.

Zwolnijcie!

Dla siebie samych! Serio. Polecam i zalecam. Nawet jeśli się wam wydaje, że przecież pracę macie siedzącą, to przecież można trochę zwolnić.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.