Pan Tealight i Tulipanówka…

„Nalewka.

Serio idealna.

Po prostu na wszystko!!! Na ból serca, na jego złamanie… na lekkie potrącenie, na wszelkie obtłuczenia, obłupania, a nawet, wiecie, na operacje plastyczne. Bierzesz kieliszeczek i ci rośnie, bierzesz dwa i się prościeje!!! Tu sobie podpuchnie, tam znowu schudnie, po prostu jak chcesz, tak się zadzieje…

Tylko dzięki niej.

Tulipanówce!

Nalewce na wyłącznie żółtych i krwistoczerwonych płatkach tulipanów zrywanych lewą ręką, koniecznie kradziejsko, z nieswojego ogródka, z pozostawioną oczywiście opłatą, niewielką, ale wystarczającą, specyficzną, ale i piękną, dostojną miejscami… wymaganą, ale nieoczekiwaną. Bo przecież… to magia.

Tylko ona.

A!

No i jeszcze ważne jest to, by tulipany, z których w końcu zostają ino płatki i kilka onych czarnych spiczastych środków, wrzucone były razem do szklanego baniaczka kąpanego w księżycowym świetle i słonej, morskiej wodzie, znaczonej zielonymi wodorostami… a potem zalane słodem z miodu, który zniosły czarne, leśne pszczoły i oczywiście alkoholem, na który przepis zna nazbyt niewielu, by go tutaj przytaczać. Wiecie, pewne sprawy muszą być sekretne… no i potem, zalane, zaklęte, zapieczętowane należy wsadzić w ocieniony pęd rzeki, która jest blisko morza, ale nie nazbyt blisko…

… tak blisko, by kąpały się w niej wróble, ale nie ludzie…”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Na Wyspie mieszkają dziwni ludzie.

Specjalni ludzie.

Ci z pasją i wszelaką szaleńczością w niej. Niestety, jeden z nich odszedł. Ktoś by powiedział, że ojtam tylko takie tam autografy. No tak, ale ile! I z jakim poświęceniem. W końcu jak mieszka się na środku morza, to wiecie, wszędzie raczej daleko i skomplikowanie…

I tak ostatnio jakoś chodzi mi po głowie…

… że jeśli mieszkają tutaj, tudzież odnajdują prawdziwy dom wyłącznie wariaci mniejsi lub więksi, ludzie opętani pasjami, to tak naprwdę jaka bajka by się na Wyspie stworzyła? No wiecie, czy taka Syrenka Mała, czy jednak coś w wersji łabędziej? Babcia z Wilkiem raczej nie mieliby się gdzie schować, a Calineczka, no cóż, czasem mamy suszę, więc może być ciężko.

No i trzymanie w domu ludzi to podatki!

… więc jaka bajka?

Może o skale, która rosła i rosła i rosła, by w końcu stać się wyspą, Wyspą. Miejscem, które postanowiło zrodzić Bramę, której przekroczenie przenosiło każdego, kto zapłacił odpowiednio, niekoniecznie kasą czy złotem, ale może marzeniami i zmyśleniami, w miejsce ze snu? Ale można było wybrać wyłącznie jedno? I tylko raz zadecydować, po pięciu dniach, by zostać tam, lub wrócić do tego, co zwało się domem… tego ukochanego, najważniejszego.

Albo może chodziło o garniec skarbów największych, o których ludzie zapomnieli zagubieni pośród plastikowej bezduszności, który obrósł kamieniami i drzewami by w końcu pęknąć, gdzieś pod Wyspą… która nagle pojawiła się z mitycznego Nikąd i jakoś tak w niego uderzyła sprawiając, że one skarby oplotły ją, obciążyły i przytrzymały, i uwięziły właśnie tutaj, na morzu, pośrodku świata i światów?

Nie wiem.

A może wiem, tylko odpowiedź trochę mnie przeraża?

Bo może tak naprawdę to tutaj rodzą się bajki i baśnie?

Wiecie, wyłażą z fal, z jajek na najwyższych z drzew wyskakują… może i zrzucają je mowe, może i nawet czasem wyrastają ze śladów na piasku. Nawet tych ludzkich bardzo… ale wiecie, tylko z szalonych ludzi, pozytywnie szalonych.

Albo jest tutaj jakaś fabryka, czy coś i pracują w niej małe rączki i małe mózgi i jedzą wyłącznie czekoladę i żelki? I oczywiście mają one swoje małe rączki i nóżki i główki i ogólnie mówiąc… no dobra, może to trochę creepy, ale jednak, nie czepiajcie się tych, co tworzą bajki. Bo kiepsko będzie! LOL

Albo nikt nie ma wpływu na one bajki?

Po prostu wiedzą, że chcą być tutaj, tutaj dobre mają miejsce na mnożenie się i takie tam. I w rzeczywistości nikt z nas nie ma na to wpływu. Żadnego. Ale to nic a nic. Nie możemy wymyśleć zakończenia, nie dowiemy się co potem, ogólnie mówiąc to wszystko unosi się w powietrzu, kąpie, wszelako się zachowuje i tyle… czasem coś nas muśnie, czasem nawet może spojrzycie na opowieść i jakoś tak się w niej bardziej odnajdziecie i jeszcze może bohaterka będzie miała wasze oczy i jeszcze może włosy, albo twarz…

Bo baśnie, bajki i wszelkie opowieści tak mogą.

Bez pytania!!!

Kurcze… i nawet nam nie płacą.

No nie. Jak to nam nie płacą? Przecież nimi żyjemy, a może naprawdę żyjemy w nich? Chociaż prawą nogą? Albo nawet kawałkem półdupka? Kostką? Uchem może? Lub kciukiem?

Może tak naprawdę nasze kciuki mają lepsze życie niż my cali?

Z kciukami!? LOL

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.