Pan Tealight i Pieniek…

„Stoi sobie pieniek bokami listki puszcza, tutaj po prawej ma tatuaż upamiętniający jego więzienne lata, z lewej długie, kręcone, lesiste dziwnie porosty, które dawno temu wynajęły na nim miejscówkę i nie chcą się zgodzić na jakiekolwiek zmiany w czynszu, czy innych tam, no i prawnie, niby Pieniek by mógł, wiecie wykopać ich i tak dalej, może nawet sprejem na nadmiernie zażyłych potraktować – tak, taki ostatnio Pan Tealight stworzył, ale wiecie…

… no przyzwyczaił się do nich, i tyle.

Stoi sobie ten Pieniek, a odbywają się na nim i wojny i sprawy całkiem szczęśliwe. Ogólnie mówiąc, to dzieją się na nim takie życia, o których kurcze nawet on sam czasem nie wie. Na przykład nie zdaje sobie sprawy z tego, że pod jego prawym korzeniem rozwija się właśnie mała cywilizacja, która stworzyła własną armię rakiet kosmicznych, no i zaraz, no za chwilę, już ich nie będzie…

… a on nawet nie wie, że tutaj byli.

Ale z drugiej strony tak wiele wie o tych, którzy są jakoś bardziej widoczni, tudzież, no wiecie, przysyłają mu kartki na urodziny, a ma je 15 grudnia i robią transparenciki. Czasem tak naprawdę maleńkie, że nie do końca wie, co na nich naszkrobali, ale nie trują go, czy nie biją, więc wnioskuje, że są okay.

Że po prostu chociaż go jakoś czczą…

Bo przecież taki zwykły, całkiem zwyczajowy pieniek, który mijacie często, którego nawet nie zauważacie, jeszcze częściej… Wiecie, niewielki taki, czy większy, to dla niektórych cały świat, więc, czemu nie?”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Plaża…

Białe drzewa.

Co w tym jest, że tak uspokaja? Przecież nie lubię kompletnie płaskich miejsc, a Dueodde jakoś tak… może to przez morze, może jednak przez wydmy z teraz płożącymi się trawami i Turyścizną porozkładaną między nimi, bo przecież piz… znaczy wieje tak, że się zwyczajnie nie dało się w zeszłym tygodniu tam połazić. Wiecie, tak normalnie, po ludzku, pocieszyć się onymi piaskami i ciszą… Ale przecież z takim natłokiem ludzi, no to wiadomo. Jakoś tak dziwnie.

Jakoś tak pokrętnie…

Wydaje mi się, że w tym roku jakoś ciężej znoszę ten dziwny natłok ludzi. Ten zalew, potop szwedzki, duński i inny tam. Ludzi, którzy przyłażą, myślą, że wszystko im wolno, są głośni, jacyś tacy ogromni, jakby zasysali przestrzeń dookoła siebie i sprawiali, że nie daje się nawet na plaży, odetchnąć. No nie daje się! No i ten wiatr, jakoś tak nagle piasek człowiek ma wszędzie, aparat wiadomo, trzeba ratować…

… więc po raz pierwszy uciekłam z plaży.

I to nie z powodu słońca.

Co jak co, ale zwolennikiem opalania nigdy nie byłam i wciąż mi się to nie zmieniło. Pływać uwielbiam, ale dla mnie plaża, to miejsca, na któym robi się zdjęcia, łazi, dociera do wody, a potem wysycha i tyle. Nie umiem leżeć i tak dyszeć… wiecie, nicnierobiąc. Jak to robicie? Jak to się wam udaje?

Naprawdę chcę wiedzieć?

Może nie chcę?

No ale… spieprzyłam z plaży najpierw między wydmy, żeby choć trochę się z piasku wytrzepać, choć trochę jakoś oczyścić, choć trochę przestać zgrzytać, choć trochę… no po prostu nie drapać się i piskać przy każdym kroku, jakby mi nienaolejono stawów, czy coś w ten deseń. Jakbym była tym blaszanym drwalem z bajki…

Uciekam.

Jak się okazuje na Dueodde można być i na plaży i do końca na niej nie być. Bo przecież są nie tylko wydmy, nie tylko miejsca między nimi, nie tylko te górki, z któych dzieciaki zjeżdżają niczym na śniegu, nie tylko…

Są jeszcze drzewa.

Niesamowity, kruchy bardzo, ekosystem iglasty.

Z tą całą mszanością i twardymi porostami tworzącymi jakby las w lesie. Miniaturowy, intrygujący, magiczny całkowicie. Po prostu baja. Człowiek może tam leżeć, bo nie wieje i miękko, no i podpatrywać sobie na one niskie sosenki pokręcone, w większości dzielące pień z siostrami i braćmi. Rodziny bardo wielodzietne iglaków. Dzielne drzewa kochające i sól i piasek i nie bojące się suszy, która w nas już oficjalnie uderzyła, więc nie palić petów w lesie!!!

Ekosystem po prostu aromatyczny.

Nagrzane słońcem drzewa tak niesamowicie pachną. Tak bardzo uspokajająco… a przecież tylko zeszłam z tej ścieżki, którą tłumy walą na plażę, by potem z niej uciec zabierając ze sobą masę kryształków kwarcu… pewnie usiądą zaraz w którejś z knajpek, albo zjedzą wielkie lody i w spokojności tłumu sobie podobnych…

… będą odpoczywać.

Ja zostanę w lesie. Zostałam w lesie… bo przecież to już się wydarzyło, a może jednak nie? Może mi się tylko przyśniło?

Tak wiele ostatnio zdaje się snem.

Może wszystko?

Nawet te drzewa. Nawet te piaski. Nawet te malutkie porosty, mchy i wszelakie dziwy, które teraz właśnie chowają się tam, gdzie ludzie nie chodzą. Gdzie ludzia trudniej spotkać, bo przecież jak jest wygodna ścieżka, to po co zaglądać w zarośla… no dobra, może niektórym chce się siku okay, może i tak. Ale poza tym…

Po co?

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.