Pan Tealight i Czaszka Niejadka…

„Ale pił…

… nie żeby, wiecie, całkiem tak niczego nie przyjmował, ale jako że mieszkał na najwyższej półce w bardzo jednak wysokiej kuchni, to nikt nie zauważył, że przestał jeść. A nawet czaszki muszą.

Naprawdę!

Dopiero, gdy zniknęły wszystkie najlepsze napitki i Czarnoksiężnicy i Czarownicy oraz Mikołaje zaczęli się burzyć w onych Podziemiach Sklepiku, to Pan Tealight rozpoczął śledztwo. Tak naprawdę polazł po śladach kropel i zapachu unoszącym się w Białym Domostwie, no i tak ją znalazł. A raczej jego, bo co jak co, czaszka może tylko, ale jednak… facet. No i zobaczył te wychudzone kościane oblicze, oną pustkę większą niż pustka zwyczajowa u takich osobników…

Oną nicość.

I wezwał Wiedźmę Wronę Pożartą, bo to tylko ona potrafiła zrozumieć. Wiecie, ono dziwaczne zachowanie, co to żłopało, ale nie żarło. Co to połykało, ale nie gryzło… bo nawet robaczka z butelki, serio!

Nic!!!

A ona to rozumiała.

Tak bardzo i tak mocno i tak do końca, na zawsze. Po prostu. W pełni najpełniejszej. Nienawidząc, a jednocześnie darząc głęboką, bezbrzeżną obsesją… ale kurna czaszka? Serio? Znaczy jak? Miałby mieć przyrost kośćca? Bo chyba raczej nie. No może i jakieś muchomory czy inne tam porosty, skrzaci domek w oczodole, ale lewym, bo prawe miało dziwnie skrzywiony kształt…”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Noc…

Czasem, coraz częściej, zastanawiam się, czy mogłabym znowu zamieszkać w miesćie. Wiecie, w bloku, pod nim kłapiące starsze panie, srające pieski na trawniku, brak drzew i ciągła jasność. I hałas oczywiście, bo przecież tym jest miasto. I to pukanie do drzwi, zamęt, samochody, smrodek…

Nie, nawet jak wyjeżdżamy, zamykamy się na jakieś wyspie, w jakimś odosobnieniu, uciekamy z miasta strasznie, jakby nas gonili i to ze srebrnymi widłami i wodą święconą. Sprawdziliśmy to kilka razy i za każdym razem lepiej było poza. Nawet za dnia, a co dopiero nocą, gdy tak naprawdę to wszystko nie mija przecież. Gdy to wszystko nagle jest bardziej głośne, gdy to wszystko nagle szaleje…

Gdy naprawdę nie jest do wytrzymania.

Może człek się oducza…

… kiedyś musiał mieć zajezdnię tramwajową pod nosem. Serio, we Wrocławiu nie potrafiłam bez niej żyć. A teraz, cisza, wiatr, niebo pełne gwiazd, morze, fale uderzające i pulsujące na piasku. Po prostu bajka. Wyobraźnia pulsuje i nagle ona normalność staje się dla innych czymś dziwacznym. Że wyłączają lampy o północy, że wszystko ucicha, no chyba, że orkę zaczną o północy, albo ratują kogoś z morza…

Wiadomo, inny świat.

Dla tak wielu dziwaczny.

Niezrozumiały.

Deszcz.

No i jeszcze, gdy z wiatrem przychodzi deszcz, wydaje się, że jest pełen malutkich, srebrnych rybek. Nie jest oczywiście, ale to świało księżyca, światło ze świeczki zapalonej w domu, wszystko igra ze zmysłami. I jeszcze te dźwięki. Tylko wiatr i tylko deszcz. I brak światła z zewnątrz poza onymi gwiazdami i księżycem, jeśli się zdarzy i jeszcze ta świeczka w domu, i jeszcze… wyobraźnia.

Słuchanie tego czasem może sprowadza na moją biedną, miękką łepetynę, strach i paranoję, ale tak naprawdę częściej to jak podsłuchiwanie – ale dozwolone – legend i wieści z przeszłości, która jakby żyła przez cały czas. Która jakby nigdy nie minęła, która… wiecie, jakoś te legendy i mity tak naprawdę tylko przysnęły, niektóre ewoluowały, niektóre znowu przeszły kompletną metamorfozę.

Kompletną…

Świat tutaj jest inny. Szczególnie gdy nie ma Turyścizny, gdy ona spokojność wiążąe się z malą ilością ludzi, gdy… jest przyroda. Tylko i prawie tylko ona. Gdy jakoś tak łatwiej przedzierać się przez codzienność i Fastelavn. Czyli wiecie, dzień, w którym dzieci łażą po domach i chcą kasy. I to serio kasy… kurde, co to jest? Znaczy nie no, kiedyś to miało sens, ale teraz? Serio?

No ale… oto nadchodzi wiosna, wraz z wiatrami.

I jeszcze deszczami.

I sztormem…

… i oczywiście odwołanymi rejsami promowymi, bo przecież. Wciąż nie ma lepszych promów, a i tak, po mojej wolącej niechwiejność ziemską myśli, to wiecie, lepiej nie pływać jak bujający się statek sprawia, że czujecie jak wam się mózg przewala z prawej na lewą i lewej na prawą, a potem wywija fikołka.

Wiadomo.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.