Pan Tealight i PMS Spowiadający…

„No wiecie, to przecież logiczne, czyż nie?

On był jedyną, często, łagodzącą ustrojowością, którą można było wykorzystać nie tylko wtedy, gdy przez przypadek kogoś zaciukaliście… w końcu nie tylko to było złe. Mogliście na przykład zjeść czerwone mięso, czy śmieciowe jedzenie, a to podobno gorzej. I niebycie weganem… co kogo cieszy, czyż nie?”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

I nie ma ludzi.

I jest wiatr.

I już nawet ice cream truck…

… kurcze, jak to przetłumaczyć? Wózek lodziarza? Polska język, brutalnie dwuznaczna język, czyż nie? No więc… chodzi mi oczywiście o ono śliczne, błękitne autko z naklejkami… nie dzwoni już. A dokładniej dzwoni ino raz jak staje 0 widzicie, mówiłam coś o dwuznaczności i tutaj ją macie, no aż wali po gałach, kurcze!!! Nie wolno mu już dzwonić, bo straszy zwierzątka. I jakkolwiek sama zwierzątka karmię i kudlam psy na plaży – nie moje i za ich przyzwoleniem – to jakoś nie rozumiem. Jako osoba obdarzona, w dupę, bez mojej zgody – masą chorób psychicznych, stanów lękowych i tak dalej – też podskakiwałam na podłodze słysząc ten dzwoneczek i muzyczkę. Do tego mam wyobraźnię, więc wiecie, od razu widzę wszystkie sceny z horrorów, albo sama je plotę i…

I tak wciąż chcę żeby to autko tutaj jeździło!!!

No ludzie, co się z wami dzieje?

To nie bombardowania!!! Nagle przez zwierzątka nic już nie można, nawet pierdnąć bardziej? Tosz biedne mewy mają dość waszych wrzasków i śpiewów i smrodliwych wyziewów, ale w ich obronie nikt nie stanie, co nie? Bo to tylko mewy!!! Nic rasowego? A wrony? Te byście wybili… jeden wprost mi napisał, że ich nienawidzi, więc nienawidzi i mnie. I jak najbardziej to szanuję. Masz gościu prawo do onej nienawiści, ale do strzelania do mnie czy ptaszków nie. Za to ja mam prawo na plaskacza skierowanego w twój wielki kichol, bo po pierwsze też mam wielki kichol i mogę powiedzieć WIELKI, a po drugie, zwyczajnie PMS ze wszystkiego mnie odpuka w konfesjonale. Ino się spotkajmy jak będę w nastroju, bo inaczej psychiczność sprawi, że spierdolę i konfrontacji nie będzie. I to serio za nic… Naprawdę!

Nawet prochy nie pomogą!!!

Ale było o wietrze…

Znowu wieje.

Znowu ciepło.

Znowu… nie wiadomo co. Przebiśniegi wyłażą, ale ranniki nie. Pewno dla nich bidokow za ciepło. Nie wiem co o tym myśleć. Czy będzie jeszcze jakaś zima, czy jednak nie? Czy mamy szansę na mrozy, czy nie? Bo wiecie, ja tęsknię i tyle. Bardzo i to bardzo tęsknię za tym wszystkim!!!

Zimnym i białym.

A na razie pooglądam sobie fotki innych jęczących w mediach wszelako aspołecznościowych. Że niby zima, że niby wiosna i tak dalej. Jakby wszystko nie mogło być na jakimś miejscu. Kobiety gdzie chcą, faceci, gdzie kobiety chcą i tak dalej. A co… taka jestem pokiereszowana i tyle!!! Mocno!!! Tak w ogóle, to u nas poza wiatrem lekka cisza. Morze znowu się cofnęło.

Szarość objęła nas na tydzień.

Znowu.

Czasem popada deszcz, czasem przewalą się chmury. Oczy wpatrzone w iebo widzą one wszelkie kolory brudności jasnej, szarości i stalowosci. I jeszcze czasowej bieli ale nic poza tym. CI czasem za nimi jest ten jasny krąg, który chyba zwą słońcem, ale chwilowo nie chcę w nie wierzyć. Bo w szarości mi dobrze, naprawdę. Po prostu. Mogę bezkarnie przeglądać domy wystawione na sprzedaż u nas. Wiecie, człek cały czas marzy i dopnie swego. W cholerę kibinimater i na Matkę Wyspę!!! Ma mi się udać. Już nie musi, już nie mam nadziei, ale zwyczajnie kurna się mi należy!!!

… i już!!!

A domki są intrygujące.

Problem w tym, że drogie, no i nie do końca w tym miejscu, które ja wybrałam na swoje życie. Wiecie, takie już na zawsze.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.