Pan Tealight i Włochaty On…

„Prosiaczek misiowy.

Taki wiecie, grubiutki i w loczkach.

Taki z brzuszkiem i wielkimi, misiowymi uszami!!!

No włochaty o gabarytach sporego prosiaczka, cztery raciczki, ogonek niewielki, zakręcony z puchatą kitką, grube włosie, ogromny i cudowny… jak taka dziwnie uformowana poduszka, ale też wiecie, jakby był taki obronny lekko. Znaczy gdyby był twoim pieskiem czy coś…

Włochaty On po prostu i już.

I Wiedźma Wrona Pożarta poczuła do niego tak wielką, włochatą i pokręconą sympatię, że Pan Tealight został zmuszony do stworzenia ciepłej i dobrze ulokowanej, tak wiecie ochronnie, zaraz przy ścianie Białego Domostwa, zgrabnej i miłej półziemianki, bardziej ziemianki, przemiło błotnistej, ciepłej, parującej, z roślinami okopowymi oraz radyjkiem. No tak, bo wiecie, z niego wielki meloman był. Telewizja to nie, ale mądre gadanie i opera, to zawsze…

No i w ten sposób Królewny i Księżniczki, ale też Wiedźmy z Pieca, miały kogoś, kto je chronił, gdy tylko nazbyt się rozbrykały dookoła. Ryjkiem je łagodnie, ale skutecznie i dość przewidywalnie podszczypywał i czasem, ale tylko czasem, pozwalał im na swoim futerku eksperymentować tymi wszelkimi fryzjerskimi ustrojstwami i takimi tam, babskimi cudownościami…

Ale z Wiedźmą Wroną… tak, z nią łączyło go coś innego.

COŚ wielkiego.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Rønne…

No dobra, w tym roku nie wiem.

Nie wiem, czy niektórym w ogóle się nie chciało, czy innym chciało się mocniej i inaczej, ale wjeżdżając do miasta, już na górce widać, że niektórzy poszaleli milusi, a inni stawiają na zaciemnienie. I właściwie, co kto lubi, a jednak jakoś smutno? Ten pałąk kolory wymiata, tipi zrobione od masztów też. Światełka dookoła okien czy krawędzi dachów, po prostu bajka, a jednak…

Gdzie niegdzie taka dziura.

Czarna i przygnębiająca.

Ale nic to, u tych Mikołaj wymiotnął po wszystkim i uwielbiam takie szaleństwo. Może dziwnie, że wymiotnął tylko na żółtawy kolor, ale może to jakaś waniliowa, wegańska owsianka była, czy coś… no też bym wymiotnął na maks. „Paw obligatoryjny”, czy jak tam w „Testosteronie” mawiali? Za to u tamtych równość sopelków powiewających z dachowej krawędzi.

No po prostu baja minimalizmu i świetlistości.

Elegancja jak nic.

Ale…

No tak, na razie było o zwykłych domkach. O tych co serca świetliste wywiesili, o świecznikach w oknach, o przesłodkich gwiazdach i obrzuconych siatkami połyskliwymi krzakach – bomba pomysł, naprawdę i wiatr słabo je szarpie, co u nas naprawdę ważne, tym bardziej, że święta mają być ciepłe. A ta kaszka śnieżna już znika… Ale, na razie było o zwykłych ludziach.

O codziennych, a co tam na mieście?

Oczywiście poza pustymi półkami i brakiem obniżek…

Serio? Gdzie obniżki?

No więc na rynku głównym bajer.

Wielka, przepiękna choinka, oczywiście ze światełkami, ale nie tylko, też i z wielkimi świetlistymi bombkami. No dobra, nie ma ich wiele, kilka okrągłych czerwonych i kilka gwiazdek żółtawych i jeszcze ta biało0srebrzysta na szczycie drzewka, ale jednak jest!!! Naprawdę jest!!!

Powala.

Na dodatek dookoła sławetnej fontanny są światełka na drzewkach. Po prostu baja. I jeszcze te niektóre rozświetlone witryny. No niby jak na świecie, a jednak nie, bo u nas to chyba w sklepach już po świętach. Naprawdę. W Tigerze czy u Sióstr puste półki. W Kvickly czy mu podobnych pustki jeszcze inne na dodatek nieprzecenione, więc… nie wiem, serio ludzie nie potrzebują tego całego kapitalizmu.

Znaczy no, jak to się zwie, pragnienia rzeczy…

Bo czemu nie?

Ale może rzeczywiście? Może? No przecież też tak być może? Zresztą, najnowszy cyrk z Fjolslinjenen to to, że nie zabrali autobusu pełnego ludzi. Spóźniał się, no ale, wiecie, to nie kurna autobus odchodzący to kilka minut ino prom. Pewno, że mają wytłumaczenie, no ale… sorry ludziska przez kilka godzin czekający na kolejny prom. Będzie okay. Serio!!! Kiedyś może będzie?

Nie wiem…

Ech… te promy serio, wizję mam taką, psują nam święta.

A na razie, popatrzmy na tunelik świetlisty w Rønne, na choinkę na małym ryneczku, na te domki. Na to wszystko.

Takie spokojne, ciche…

PS. Jeśli chodzi o afery na Wyspie, to macie.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.