Pan Tealight i Rękawiczka Cnoty Prawdziwej…

„Leżała przy ścieżce.

Jakby na nią czekając.

Niczym jakieś porąbane wyzwanie, którego Wiedźma Wrona Pożarta Przez Książki – odrobinę na odwyku – miała gdzieś i nawet nie chciała zauważyć. Znaczy onego wyzwania pradawnego, zawartego w rzuconej rękawicy. Trzaskającej kogoś w twarz, rąbiącej w potylicę, czy też jakoś tak… w ramię?

Nie no, oczywiście że najlepsza byłaby metalowa taka. Wiecie, jak w „Facetach w rajtuzach”, jak mu Robin nią przyjeb… znaczy dotknął go gwałtownie, znaczy tego tam czarniutkiego szeryfa z N. No wiecie, nie mówcie żeście nie oglądali!!! Toż to the must to watch!!! Mocno!!!

Ale…

Leżała.

Taka wiecie raczej zimowa mocno, z materiału nic nieprzepuszczającego, tudzież ogólnie mówiąc dobrego do lepienia bałwana, ale nie tykania człowieków. Z jednym palcem oczywiście, bo wiecie, takie są o wiele bardziej wymowne i maksymalnie, naprawdę dosłownie, niebezpieczne!!! Tak naprawę przecież nigdy nie wiadomo, czy ten piąty palec jest tam, na swoim zakrytym miejscu. I czy w ogóle dany osobnik posiada pięć palców… a może tylko sobie wypchał paluszek, a może tą drugą część? No kurcze, ta niewiedza zawsze jest dobijająca.

Bo może tam jest głowa?

No ale… leżała tam. Tajemnicza… niepodniesiona?”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Wieje, szaleje, a potem cisza.

Pustka dziwna w ogólnej dookolności.

Wyspa oddycha mocniej, a potem wszystko się zmienia… i znowu wieje. Wiecie, niby codzienność, ale jednak. Ale jednak za każdym razem to zaskakuje. Za każdym razem człowiek czeka na to, jakoś tak podświadomie, może dziwnie, ale jednak czeka całym sobą właśnie na oną naturalność. Ale wciąż nie pada. I choć to porąbane, to jednak wciąż trzeba podlewać kwiatki.

Tylko te w doniczkach, ale jednak trzeba.

Ech…

Jesienność przemieniła się raczej we wczesną zimowość. Temperatury są zaskakująco niskie jak na koniec września i to miejsce, ale jednak. To nagłe przejście z wysokich temperatur na takie lekko mroźne, to mocny szok. Ale przecież takie rzeczy dzieją się wszędzie, czyż nie? Przynajmniej nie tsunami. Ale z drugiej strony, to kurde nie wiem. No nie wiem… tęskni mi się za tymi porami roku, które były bardziej znajome, określone. Gdy burze kończyły się w lecie, a grzmienia zimowe nie były zwyczajnością. I gdy po deszczu pachniało jak należy, a nie… brakowało wody z góry.

Przyroda przyrodą.

Jestem naukowcem, wiem że tak było zawsze, ale człowiek żyje krótko, więc tyle zmian doświadczone przez osobnika w jego krótkiej egzystencji, to raczej coś niespotykanego. Ale dla nas wszystkich z tych czasów, widać one zmiany przyspieszyły. Taka tam inność i tyle. No i kilka wybuchów atomowych za życia. Kurcze. A może i nawet kilkaset? Kto to tam wie, co oni wyprawiają w tym naszym podobno świecie?

Myślicie, że to już jesienna melancholia?

Ale ja nie miewam takowej!

No bez przesady.

Nigdy nie miałam. Mam letnią, ale nie na ciemność, wszelaką i oczekiwanie na zimę i zdjęcia i jabłka. No dobra, te dynie mnie jednak nie kręcą, a i Halloween jako takie nie, ale… kurde no. Może to i melancholia? Kurde, kto to tam wie? Może i człek się tak mocno zmienia na starość?

Czas goni…

Koniec września. Nosz kurcze, kto mi ukradł cały wrzesień? I kiedy to się stało? Jak nie przyuważyłam skubańca?

No naprawdę.

Ktoś też ma takie wrażenie?

Sierpień w końcu wcale nie był jakoś dziwnie przydługi. Nawet względnie normalny bym rzekła, ale jednak, kurcze, ale jednak… może to kolejny spisek najbogatszych i coś na nas testują? Właśnie tutaj, na Wyspie? Bo wiecie, jeśli chodzi o Tubylców, Autochtonów i Turyściznę cuzamen do kupy, to są to intrygujące świnki. Bardzo a bardzo intrygujące. Wyniki mogłyby być zaskakujące. A może i nawet porażające!!! Może sprawiłyby, że bogatsi staliby się bardziej bogaci, a reszta zęby w glebę jak zwykle? No bo nie oszukujmy się, przecież tak jest zawsze.

Pewne rzeczy się nie zmieniają.

Niestety.

No ale, święta idą.

Radujmy się! Przecież u nas wszystko jest wcześniej!!! A u mnie to już w ogóle. Wiecie, w ogóle się nie kończy. Bo przecież kto mnie capnie? Bo przecież co? Zabronią mi? Co ja nago latam wymalowana w Mikołaje Nieświęte? Wiecie, może i bym mogła, no kto by zauważył? He he he!!! Nawet ten nadzwyczajny przypływ niemieckiej Turyścizny jakoś nas nie zapełnia całkowicie. Nas się nie da zapełnić. Znaczy nie da się nas zapełnić w wszelakokichkolwiek miejscach.

Wszystkichkolwiek?

Znaczy wiecie, wszędzie.

Bo zawsze jest jakieś miejsce, które można mieć tutaj tylko dla siebie.

Zawsze…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.