Pan Tealight i Bombka Choinkowa…

„Na choince w głębi Lasu Gustafffa wisi sobie bombka.

Niebieska, nieregularnie kolorowana, miejscami kobaltowa, miejscami ciemna, potem gdzieś tam lekko rozmyta i błękitna niczym one zbyt wiele błękitu na niebie. Niczym coś nie do końca zdecydowane w swojej mocy i sile. Ze srebrnym zwieńczeniem i srebrzystym sznureczkiem z niego wychodzącym. Niczym koroną, która jednak spełniała wiele znaczeń, a może… może miała tylko łączyć ich dwoje?

Poruszana wiatrami lekko dygotała, mokła gdy padało, gdy sarny ocierały się o pień drzewa drżała, że spadnie, ale drzewo wiedziało, że dzięki niej jest bardziej niż specjalne, więc mocno trzymało swoją bombkę. Pilnowało jej, czego ona sama nie była świadoma. W ogóle. Jakby wciąż jeszcze myślała, że wisi w powietrzu, w którym coś, gdzieś, ją przytrzymuje… zmądrzała z czasem, ale wciąż jakoś nie umiała porozumieć się z Drzewem. Tak, dla niej to było Drzewo, a dla niego ona była Bombką. I to całoroczną. Bo dlaczego odmawiać sobie onej radosnej, barwnej, świątecznej radości między świętami? No dlaczego?

Ostatnio świat tak pełen słońca bardzo doskwierał Bombce. Zaczęła się łuszczyć na boczku, który właściwie mógłby też być frontem lub tyłem, taka to swoboda okrągłości. Powoli też miejscami bladła, ale tym się nie przejmowała, bo był ktoś, kto dodawał jej koloru. I choć ostatnio rzadko tutaj się pojawiała… na pewno w końcu się zjawi, a kolor znowu powróci. Tak jak ostatnio… Bo w tym związku Ona była tą trzecią. Dziwną i ludzką, ale też i pradawnie drzewną.

Zafiksowaną zimowo i świątecznie.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Z cyklu przeczytane: „Ta dziewczyna” – … matka i ona. Ona i matka. Jedyny syn, pokręcone małżeństwo. Ogólnie mówiąc stary, dobry scenariusz?

Tylko…

Tylko, kto ma rację?

Ona czy ona?

Powieść opiera się na dwóch filarach. Matki kochającej, ale też i matki jedynego syna, więc kochającej go ponad wszystko. Zdradzanej, wciąż pracującej oraz… tej drugiej: młodej kobiety, która kocha. Tylko czy naprawdę? Czy kocha jej syna? Spójrzmy teraz na nią. Młoda dziewczyna mająca ambicje i pragnienia dość określone. Koniecznie potrzebująca… pieniędzy, więc… Ale tak naprawdę? Która z nich ma rację? Która jest pokręcona? Która jest szalona i zdolna zrobić wszystko dla swoich pragnień?

Która jest święta?

W tej historii nie ma dobra i zła jest tylko szarość. Szarość uczuć i ich żar. Szarość pragnień i marzenia tak gorące, że ktoś jest zdolny dla nich… zrobić wszystko. W rzeczywistości powieść, w której jakby nie ma w ogóle tajemnic, w której znamy prawdę obydwu stron, tak naprawdę, do końca nie wiemy, która wygra. Która kłamie lepiej? A może żadna z nich? Może tak naprawdę ktoś inny wszystkim rządzi.

Może nie wybitna i miejscami nadmiernie przewidywalna, ale intrygująca powieść pokazująca, że tak naprawdę wszyscy kłamią. A prawda to luksus, na który lepiej sobie nie pozwalać. A miłość… cóż, nie wiadomo czy istnieje. Ta matczyna jednak możliwe, że przewyższa wszystkie.

Oficjalnie pobiliśmy kolejny rekord.

Najcieplejszy dzień od ośmiu lat!!! ŁOŁ. Nie pamiętam tego poprzedniego, ale nic to. W końcu to był tylko jeden dzień, a u nas upały trwają już od tak dawna, że nikomu się nie chce liczyć. Tylko się pocimy. Nie wiem, czy ktokolwiek jeszcze modli się o deszcz czy ktokolwiek wierzy? Bo widzicie, kilka dni temu było ogłoszenie/ostrzeżenie o wielkich deszczach dla całej Danii i jak zwykle popadało.

Ale nie u nas.

Oj nie.

Ale to raczej nic dziwnego. W końcu przecież tak często określa się nas jako „niedanię”, więc przestańcie mi jęczeć w wiadomościach, że kłamię, bo przecież padało! W Danii padało! Widać było to jakieś większe wydarzenie, o którym grzmiały gazety i inne media, bo do mnie nie dotarło. Deszcz też nie. Ale w naszej stolicy podobno spadło kilka kropel. Ech! Szczęśliwy. A może jednak nie?

No dobra.

Co jak co, ale spoglądając na to, że mamy za sobą pierwszą połowę pierwszej połowy sierpnia. Tak nagle, jakoś do tego doczłapaliśmy, zmęczeni i tak dalej… i tak naprawdę, to nie wiem co będzie teraz? Czy dopadnie nas jesień mokra i mało kolorowa? A może jednak wciąż będzie słońce? Może trochę się ochłodzi, ale nie będzie padać? Może pozostaniemy suchą Wyspą? Może? Wiecie, nie można niczego wykluczyć. Świat się wciąż zmienia, a ludzka głupota pomaga durnym, złym, okrutnym zmianom, więc… nie wiem. Spoglądam na Niemców ratujących najstarszą lipę w Niemczech i jakoś tak, patrząc na miejsce po tej naszej lipie ściętej z głupoty… znowu niczego nie rozumiem.

Bo przecież…

Powinniśmy chronić to miejsce!!!

Tylko, jakoś tak niewielu chce. Jakby liczyli, że ktoś to zrobi za nich. Posprząta plaże, nabrzeża, no i jakoś posegreguje te wszystkie śmieci. Nie no, pewno że nie możemy zrobić sami wszystkiego. Każdy nie może być odpowiedzialny za wszystko, ale małe rzeczy, małe kroczki. Może? Tylko jak to robić, gdy statki zrzucają swój shit dookoła nas… jakoś traci się istotność tych czynności, jakoś smutek zabija.

Może czas tylko oddychać… póki jest czym?

Wieje.

Chmury.

Rzeczy, których nie widzieliśmy od tak dawna. I jeszcze to lekkie ochłodzenie. Nagle jest dziwnie. Nieznajomo. Nagle wszystko jest zaskakujące. Bo tak dawno… zaraz, wróć, przecież u nas latem tak bardzo nie wieje. Zachodnia Dania ma orkanowe powiewy, strasznie duje, do nas doszło słabsze, ale doniczki latają i trzeba ganiać. Wiatr zdaje się być dziwnie gęsty i chłodny, ale nie wrzący…

Jest chłodniej.

Zaskakująco.

Trzeba korzystać. W końcu człowiek nie musi włączać tych zimnych powiewów i jakoś tak oddycha spokojniej. Mocniej i łatwiej. I na dodatek ten weekend. Może w końcu wybierze się na spacer, ale przecież te jaszczurki żerte, te jadowite gąsienice, skorpiony, no tyle się narobiło hazardów!!! Aż strach!!! W wodzie pewno rąbane implanty już pływają. Nie no… ale może choć znowu nie zakwitło, co?

Może?

Ludzi mniej i można pobuszować po sklepach. Kupić coś na święta, bo przecież z końcem sierpnia spora część z nich się pozamyka, więc trzeba łapać póki jest!!! Nie ma innego wyjścia. Naprawdę. A poczta… no wiecie jak to jest. Z pocztą u nas to serio jest kompletnie niepewnie. No i co zobaczone i zmacane, to pewniejsze. Zresztą, można u na przecież znaleźć niezłe perełeczki.

I to dosłownie.

Albo i nie.

Jak kto woli.

A na razie cieszmy się chłodniejszą aurą!!! Naprawdę. Bo pierun wie, czy to wszytko nie wróci. Bo jakoś tak roślinki nie są zadowolone z tego wszystkiego. Zdychają na potęgę i to nawet te wytrzymałe!!!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.