Zapominanie to wiedźmy trwanie…

„Kiedyś, jeszcze gdy purchawki pod ławką były dla mnie całym światem, postanowiłam, że bedę zapominać. Zapominać smutne chwile i te straszne, zapominać o bólu i łzach, żłobiących twarz, skapujących po nosie; łzach tak aksamitnych, a jednocześnie tak żrących…

Odsuwać wszystko to co byłoby złym wspomnieniem.

Przekornie stworzyłam im nawet własne cmentarzysko, wybrałam dla każdego odmienną formę pochówku. Pogrzebałam je z pełnym wyposażeniem, spaliłam, zniszczyłam, ale także i oddałam żywiołom, a nawet zakonserwowałam odbierajac życiodajne soki… Więcej, gdy nie chciały odejść, wypisywałam je z życia, wymalowywałam, byle tylko wydostać je z samej siebie.

Wszystko to, połączone z ciągłą świadomością ostateczności możliwej każdej chwili, owym ciągłym uczuciem, że być może gorzej, iż wdzięcznym trzeba być za wszystko…

To sprawiło, iż zapomniałam… Zapomniałam ŻYĆ.


Jakoś tak zwyczajnie mi umknęło pośród powodzi strachu, w oparach ostrożności, by nikogo innego nie skrzywdzić, zapomniałam chyba o samej sobie. Tej dziwnej egoistce, której cień przypomina krążącego nad truchłem ptaka. Niecierpliwego, ale i pewnego swojej nagrody.

Tym razem Pan Tealight tylko słuchał. Ale słuchała też ucięta główka, ściany i dach „Sklepiku z Niepotrzebnymi”, mieszkańcy sklepiku, komin i okna, słuchały drzwi a nawet uparta klamka… Słuchały klepki w podłodze i kurzowe koty, dziwnie wilgotne. Zamilkły szczebioczące różowe księżniczki i nadmiernie optymistyczne nagrobki, niepotrzebne nikomu… niepotrzebnie wszystko, niepotrzebnie.”

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz