Pan Telight, wiedźma i nadto księżniczek…

Pan Tealight odczuwał ból. Ból ów zaszedł go trochę niespodziewanie i, można by rzec, iż od tyłu, tak z zaskoczenia, brutalnie gwałcąc i tak jego nietypową codzienność… Gorsze jednakże, że ból ów ściśle powiązany był z męskością. A tego Pan Tealight kompletnie nie rozumiał.

Nie potrafił sobie wytłumaczyć dlaczego właśnie od dziś, mężczyźni postanowili ową męskość wzajemnie sobie udowadniać… właśnie w ten jeden, określony sposób. Nie rozumiał. Ale bólu głowy i innych członków po prostu już nie mógł znieść. Napuchniętych uszu – których właściwie nie miał – i łzawiących oczu – także dziwnie nieobecnych.

Jednak, gdy spojrzał na Wiedźmę Pożartą Przez Książki, jej Chochela, chochlika pisarskiego i swoją ukochaną, bardzo wymiętą, uciętą główkę, dziwnie nieruchomą pod ścianą, podobnie dziwnie bliższą rozkładowi niż nadmiernej, zwyczajowej ruchliwości, westchnął. W końcu oni akurat tylko chcieli mu pomóc. Jednakowoż „Sklepik z Niepotrzenymi” trzeba było opuścić inaczej. Ocuciwszy przyjaciół Pan Tealight rzucił tylko okiem na te, które podzielił na niedojrzałe oraz nadto zleżałe… i na starej miotle, może niezbyt szybkiej, ale nośnej zwiali przez dotąd zamknięty komin. Znalezienie księżniczki nie było łatwe, ale smoków Pan Tealight miał w nadmiarze! Ot jaka sprzeczność w przyrodzie, gadziny okazały się miłe, sprawne w pełnym wymiarze, różnorodne i dopasowane do każdego z – tfu! planowanego – rycerza. Ale z babami było gorzej. Zresztą, z babami zawsze było gorzej!

Lekko opadając na Złotą Hałdę Pan Tealight zamyślił się. Spoglądając na oddalającą się wiedźmę i główkę, która usnęła przy jego stopie przypomniał sobie, iż z kobietami nigdy nie wiadomo. W dziwny sposób i wiedźma i główka, wciąż nieby były, jakkolwiek tego nie można było z nich wyplenić, jednakże, normalne to one nie były.

Podrywając się ponownie do lotu miotła prychnęła, ale nie strąciła Pana Tealighta. Facetom trza było pozwalać na wiele, nawet na wiarę, że… wiedzą. Miotła, jak wszystkie z jej rodu była księżniczką, której nikt nie pokochał. Piękną, jak one wszystkie, powabną, ale… w owej nadmiernej ilości księżniczek wszelakich widać nadmierną. Starzała się powoli. Ale w końcu nadszedł i jej czas. Jak każda z księżniczek niechcianych zmieniła się w miotłę wiedźmy. I wiecie co? Była z tej zmiany całkiem zadowolona!”

PS. „Synowie boga” – zarębiści!!! A nowa wygrana za to – CZEGO NAJBARDZIEJ NIE ZNOSISZ W OSOBIE, KTÓRĄ KOCHASZ:

„Ależ gdzież bym śmiała czegokolwiek w Nim nie znosić – przecież jak znam życie to on i tak to przeczyta, nie… no i zaraz się oburzy, obruszy i w ogóle – chociaż może zaryzykuje. No bo wiecie o miłość chodzi. No o to, że ona jest jak najbardziej jest, ale jakoś tak on nie potrafi mi uwidocznić tego, że w nim też jest, znaczy ta miłość. Żeby nie było nie pisałam o mlaskaniu, no w ogóle o nim nie wspomniałam. No kocham Cię Koteczku 😉 I o tych innych rzeczach jak CHRAPANIE, że kurde ściany tańczą też nie pisałam 🙂 LOVE :)”

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz