Pan Tealight i Dmuchaj ją…

„Okay.

To nie było do końca normalne nawet jak na ich świat. Nie było normalne nawet w otoczeniu onych wszelkich dziwactw – znaczy gdybyście tak zajrzeli przez okienko i zobaczyli to zbiorowisko stworów, przedmiotów ucieleśnionych i duchów… ogon smoka zwisający z komina, jego małe brojące przy dachówkach. Pewno by was zauważyły i zjadły, no ale sami chcieliście robić za podglądaczy.

No sorry, takie są konsekwencje.

Bo się nie podgląda, jeśli się nie wie, co można zobaczyć, jeśli wciąż się nie wierzy, chociaż przecież jak można nie wierzyć w takim miejscu, na takiej Wyspie? No jak można… widać można, bo co rusz jakieś kroki kończyły się nagle, wybrzmiewały w powietrzu, ślady na piasku, śniegu, trawie, błocie i w kupach odciśnięte nagle znikały…

Zresztą, co złego w dmuchaniu zimą Wielkiej Jednorożycy? No co? Że latem to jest okay, a zimą już sobie nie można dmuchnąć? Ale przecież Walentynki nadchodziły i wszyscy chcieli się poczuć lepiej, a ona była taka, że budziła się wyłącznie kompletnie nadmuchana, więc ktoś jej musiał pomóc! Że co? Że ty byś nie pomógł rodzinie – przyjacielowi? Serio… nie nadmuchałbyś go? Lub jej?

Jeśli zaszłaby taka potrzeba?

Okrutnicy!!!”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Z cyklu przeczytane: „Szepty pod ziemią” – … uwielbiam tego autora. Ten jego bzpośredni sposób narracji, naigrywanie się ze wszelkich słabości bohatera, a jednocześnie szacunek dla korzeni i jeszcze… magię. Inną. Bardziej prawdziwą. Wymagającą od adepta…

… wszystkiego.

Trzeci tom niesamowitej serii, która… MAM NADZIEJĘ… będzie dalej wydawana przez Wydawnictwo Mag. Naprawdę mam nadzieję, bo takie pisanie, takie wątki, takie opowieści, mieszanki legend, prawd historycznych, dodatkowo dziejące się w Londynie są pożądane. I to nie tylko przeze mnie. Naprawdę!!!

Właściwie nie ma sensu opowiadać wam co się wydarzyło, bo i tak musicie zacząć od początku – a Mag wydaje teraz wszystkie powieści w nowej szacie, czego nie do końca rozumiem, no ale… przynajmniej wydają, ja tam i tak już półek nie mam, więc kij z tym, że dwa pierwsze tomy nie pasują do kolejnego… tylko się modlę by wydali dalsze części. Może i złoży się w ofierze jakąś dziewicę? Zdałaby się…

Bynajmniej.

Bohaterzy znani, rzeczy dzieją się głównie w kanałach, a cała struktura opowieści naszpikowana jest humorem. Oto historia jak najbardziej fantastyczna, wiecie miejsko-fantastyczna… urban fantasy, jak już ktoś musi wielkosłownie… oto ona, on, Rzeki, Bóstwa, magia tych, którzy przybyli do Anglii i tych, którzy są tutaj od zawsze. I tych ukrytych, którzy wcale nie chcą być ujawnieni. I zbrodnia oczywiście, bo nasz główny bohater, a raczej para bohaterów to gliniarze. I to dobrzy!!! I pisanie, pisanie, które chce się czytać, które w naszych głowach tworzy obrazy, sprawia, że moczymy się, że plączemy i wykupujemy bilet do Londynu na wakacje… wiecie, im wcześniej tym taniej. I chcemy poznać wszystko to… ale najbardziej przeczytać ciąg dalszy!

 

Może i śnieg się skończy, ale to już połowa lutego. Zimowe wakacje się zaczynają, śniegiem stok narciarski, na które poszły takie ilości kasy, że we łbie się nie mieści… ma przyciągnąć Turyściznę zimą. Zimą, której nie ma. A może, która była przez tydzień, ale się skończyła? Chociaż może wróci?

Nie tracę nadziei…

Bo dzisiaj jeszcze padał.

Co prawda cieplej się zrobiło, więc wiecie, znikał od razu, ale jednak padał. Wieczorem też padał i zabielił ziemię, ale niestety już było ciemno i wiatr było czuć nadchodzący, gdzież za zakrętem… tak znowu wraca i ciepło i wiatr, i co dowcipne, nadal ma śnieżyć… no nie wiem jak to będzie? Zobaczymy. Bo przecież sama tego śniegu z tyłka Tarzana nie wytrzepię. Oj, nie pytajcie o to dlaczego akurat ten tyłek.

Tak jakoś…

Oczywiście, że chcę wciąż zimy i tak, wciąż o tym pierniczę! A co, chcecie posłuchać o tym, że nie wiadomo dlaczego moje kule śnieżne zaczęły tracić wodę? Nie mam pojęcia dlaczego. Przecież nie wystawione na ciepło – lepiej, ta w oknie nie straciła nic, a taniocha taka była!!! Coś pokrętnego dzieje się z wilgocią, bakiem zimna, normalnością pogodową, że wszystko to widać wpływa i na moje kule. Oczywiście, że będę je kochać nawet wtedy jak kompletnie już woda z nich wyparuje, ale jednak…

Smutkuje mi się.

A może chcecie posłuchać o problemach socjalnych, czy jutrzejszym dniu, kiedy to dzieci będą napadać na dorosłych i domagać się kasy. Dobrze, że jestem na barbituranach, bo jak ich nie było, serio umierałam ze strachu. Naprawdę można się tak bać, że wszystko w człowieku się zatrzymuje, a jeśli nie, sam sobie robisz krzywdę… naprawdę tak można. Oczywiście też jutro zaczynają się ferie zimowe co oznacza ludzi, ale nie otwarte sklepy, więc nie wiem jak to będzie…

Ale co mnie to, ja nie mam ferii.

Świat dookoła raz pada mokrym śniegiem, który znika nim dotknie ziemi, a potem wybucha rąbanymi przebiśniegami, które serio chcą mi dowieść, że wiosna już tu jest. A nic z tego, zamknie się granice i zatrzyma ją po tamtej stronie!!! Mi się wciąż należy zimy i zimna. Oj tak. Żadnych tam deszczy wiosennych i wegetacji. Znaczy wegetację to mam w sobie, ale wiecie… ekhm…

Mniejsza.

Zmian zwykły człowiek nie zatrzyma. I choć ich nienawidzi i serio bez większości mógłby się obyć, to nadchodzące za miesiąc urodziny ponownie mu przypomną o tym, że się starzeję. No cóż, starzeję się i tyle. Co zrobię? Kamień Filozoficzny wynajdę? A może odłożę kasę nieistniejącą na botoksowe szaleństwo, po którym moja twarz będzie rzeźbą idealną… i nieruchalną?

Tak, wiem jakiego słowa użyłam.

Nie, nie zmieniam go.

Walić to.

Jak już jestem stara, wolno mi mówić prawdę. Wolno mi mówić co mi się podoba i nadal nie wiedzieć w jaki sposób ci ludzie zdobywają na Wyspie dragi tak łatwo?!!! Nosz kurcze, tyle lat tutaj mieszkać, a nadal nic? Może wyglądam jak glina, czy coś? Tajniak jakiś specjalny? No dobra, problemem może być i to, że człowiek nie próbował, ale był i pod namiotem i nikt go nie zachęcił, był i na spacerach i w różnych dzielnicach… wiecie, pod Matasem na pewno ktoś powinien być… a jednak nikt nie zaczepił, nikt nie zaciągnął, nikt nie wyglądał… Chociaż z drugiej strony, jak taki diler wygląda? Serio? Myślicie, że Google mi pomogą? A może lepiej nie pytać, wyśledzą mnie i wezmą na rozmowę i wyjdzie ze mnie ćpun wirtualny…. Ekhm. Ha ha ha – dodane po namyśle.

A tak ogólnie? Wiatry nadchodzą!!! Znowu. Ale po tym tygodniu słonka i śniegu, który trzeba było poszukać, ale dało się znaleźć, żyję!

Na razie żyję.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.