Pan Tealight i I po co?…

„Tak ostatnio Wiedźma Wrona Pożarta we wszystkich swych widocznych osobach wiedźmowskich waliła łbami w ścianę i jęczała. Straciła Własny Wiedźmi Sens Życia niby już dawno, znaczy ten własny, swój, niski, ale wiecie namacalny, i jakoś nie umiała go odnaleźć, a te, które na stanie miał Sklepik z Niepotrzebnymi, jakoś po prostu jej nie pasowały. Te za szerokie, te za wąskie, te za wielkie, te za małe, a tamte ją drapały, te znowu gryzły w pięty.

I to boleśnie!!!

No i pozbawiona onego Sensu, jakoś tak ostatnio się sypała w rejonach wszystkich swoich niepewności, ogólnie mówiąc nie była w stanie się zgrupować, zmobilizować, jakoś tak… żyć naprawę. No dobrze, może i nie naprawdę. Ale wiecie, jakoś tak po swojemu, staremu, wegetować, czy coś? Bo przecież sens życia trzeba mieć. Jakiś ogólny. Może i protezę, może i mglistą wszelakość, może i coś nie do końca definiowalnego, ale…

Tia, pewno że wywalenie jej z roboty miało z tym wiele wspólnego, ale przecież nie oznaczało to, że nie miała co robić. Wprost przeciwnie. Wstawała z kurami, kogutami i wyłącznie zboczonymi wronami, tymi nadgorliwymi pracoholikami, wrzaskunami, dziobaczami i tak dalej… a potem snuła się, klikała, malowała, sprzątała, ogarniała, na jawie śniła… Oczywiście, że była przez to niewyspana.

I to strasznie!!!

Bo każdy potrzebuje sensu życia. Iskry jakowej go pchającej, a nie onego Wielkiego Czarnego Psa, który choć milusi i włochaty, taki do przytulenia, taki do wyczochrania, wydawałoby się, że i do obrony, to jednak wielkie kupy wali, choć wierny i zawsze przy tobie, to oddychać nie daje… a Wiedźma Wrona znowu była pod psem. I to niestety właśnie tym określonym Psem.

I nie dawało się jej spod niego wyciągnąć.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Książki…

A co tym razem?

No raczej to co zwykle kryminalnie i fantastycznie. Jakoś wiecie, styczeń to wciąż czas oczekiwania na większe premiery. Wciąż nadzieja na jakieś dobre powieści, choć i tutaj w tych już zdobytych, no mam oną nadzieją wypełnioną nadzieję na jakieś perełeczki, że jednak się trafią?!!

Oj… nominacje.

Jak ktoś z USA to może zagłosować, jak nie, to nie. Można coś wygrać, podobno strona sławna i w ogóle… a jaka prawda? No wiecie, pewno kasa. Przecież te artykuły i amerykańscy dziennikarze zaproszeni na Wyspę nie wzięli się z tyłka Batmana!!! No na pewno nie. On w końcu te rajtuzki miał nie dość, że skórzane, to jeszcze dodatkowo mocno ciasne, więc jak nic miał problemy z użytkowaniem toalety. Sami sobie pomyślcie. A jeszcze w takim batmobilu… czy on tam miał kibelek w siedzeniu? Bo to by sugerowało jednak klapkę w onych gacioszkach co je miał na rajtuzkach… naprawdę. Szczerze warto to przemyśleć. Ekhm… więc stamtąd nie wyleźli. Hulk jak nic też by się nie zgodził, choć on akurat w tej większej formie nosi dość przewiewne pierdzioszki. Znaczy te no, spodenki, czy jakieś tam niewymowne.

Tak się zastanawiam, czy oni wszelacy pijarowcy teraz oczekują wyłącznie Turyścizny takiej z Luiwitonowej, czy co? No wiecie, posh i tak dalej. Niby drugi w kolejce do tronu UKowskiego gości w Szwecji i Norwegii, ale czy zajrzą i d naszej pięknej Królowej, no nie wiem… nie oszukujmy się, ale nasz Kronprins ładniejszy, choć starszy. Można się kompleksów nabawić. Żona piękna też, a tatuś już zwalony z piedestału i na wariackich papierach, więc wiecie, wsio się da wytłumaczyć, nie jak z emerytowanym dziadkiem UKeja. Tak to się robi w Danii.

Szach  mat!!!

Może lepiej było zwrócić się o reklamę do tych tam Kardashianów? No nie wiem, może jeszcze doczekamy się i takiej reklamy. Świat już się dawno skończył. Na razie chwilowo drobina śniegu znowu spadła, ciepło trochę przestało szaleć i ten tydzień ma być w końcu chłodniejszy. Mam nadzieję na mrozy, bo robactwo się budzi, a wiecie, ja z robactwem to jakoś niezbyt, serio…

Ech! Zimy mi się chce!!!

I ksiądza nam choruje.

No dobra, nie dokładnie nam, ale wciąż mnie kręci, że to babka!!! A, że choroba, to naprawdę smuteczek, bo jednak ludzie tutaj potrzebują księdza. Czy raczej pastora… no ogólnie wiecie, onej duchowej sfery. Nie wszystkim wystarcza las i kamienie. Moneta w wyżłobionej tysiące lat temu dziurze, ofiara złożona podziemnemu ludowi… niestety nie wszystkim. A szkoda…

Czasem się zastanawiam jak to jest być księdzem właśnie tutaj, gdzie natura naprawdę daje popalić. Chociaż to protestantyzm, więc pewno łatwiej niż z takimi katolikami. Oj na pewno łatwiej. I mniej kolorowo. Ale na razie wróćmy do pogody, która się schłodziła i ferii zimowych, co to się chyba zaczynają?

Taka niepewna jestem…

Chyba tak, bo reklamy mi się pokazują wszędzie z serii „winterferien i…” i proponują mi albo ciepłe kraje albo Wyspę. Ekhm, ja wiem, że podobno one algorytmy mają nas też utwierdzać w przekonaniu, że nic o nas nie wiedzą, ale to trochę przesada internety, no seryjnie!!! Żeby mnie… chociaż z drugiej strony, czemu nie? Może by tak człek wynajął sobie niepodmokniętą chatkę, poudawał urlop, wakacje, lenistwo jakieś? Tylko widzicie, nie mam pojęcia jak to się robi. Jak tylko siedzieć… jak tylko gapić się w telewizor, czy coś w ten deseń?

Czy coś innego się robi na tych wakacjach?

Widzicie, chyba nigdy nie byłam na prawdziwych wakacjach. Człowiek jeździł w różne miejsca, ale tutaj załatwiał importy egipskie, tam znowu padł i spał przez całe dwa tygodnie… więc czy to się liczy? A może jednak nie ma nikogo, kto ustalił jakiekolwiek reguły? Może można wszystko? Też pracować…

Ekhm?

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.