Pan Tealight i Posucha…

„Jak nic.

Inaczej nie można było tego nazwać, chociaż pewnikiem wielu kojarzyło się wyłącznie z jednym… ale i Pan Tealight i Wiedźma Wrona Pożarta cierpieli wielką posuchę. nie tą, ale posuchę świąteczną. Bo widzicie…

Nic nie czuli.

Kompletnie nic.

A przecież i choinki ślicznie się już kolorowały niczym sklejone w zielonej torebce landrynki PRLów. I światełka były i dziwactwa w niektórych sklepach i jeszcze… ale jednak, po pierwsze wszystkiego było mniej, po drugie śniegu nie było, a po trzecie, Wiedźma Wrona nadal była po ciemnej stronie mocy. Nic nie pomagało, a zwyczajowych, ludzkich leków odmawiała. Sypiała mało i niespokojnie, sny miała dziwne o białych łąkach w lasach, o wąwozach pokrytych białym kwiecie, niezdanych egzaminach i dziwnych trelach z meczetów, które wdzierały się w jej wszystkie przepowiednie. Powiedzmy sobie szczerze… źle było, a ona wieszczyła.

Wieszczyła zbyt wiele, by ktokolwiek, nawet Ojeblik – mała, ucięta główka, która pojawiła się po zniknięciu tak samo nagle i dziwnie jak zniknęła, to zapisał. Zresztą, nikt nie chciał tego czytać. Bali się… a nie tego chcieli teraz. Teraz był czas reniferów, bombek, glitterów, choinek, zieleni, czerwieni i wszelakich złotliwości.

A jednak…

No psuła wszystko jak nic!!!

Może chodziło o to, że wiedziała, iż jej lista życzeń się nie spełni? A może o to, że nawet na łosia jej nie było stać? A może o wszystko razem? Dziwną prowizoryczność, która bezczelnie zmiażdżyła całą, otaczającą ją zwykle gęsto magiczność? Któż mógł to wiedzieć? Rozdzielić, wydzielić… oczywiście wciąż tylko słuchała horrorów, jakoś jej pasowały, bo oglądanie czegokolwiek poza naturą przyprawiało ją o nerwy, a tego jej nikt by nie zalecało. A może chodziło o to, że zbyt często, a czasem przez cały czas było jej wszystko jedno. Kompletnie. Jakby ona czarna dziura zamieniła się w gęsto tkany, duszny worek, który ktoś dla śmiechu na czubku obwiązał wstążeczką z dźwięczącymi pomponami? I jeszcze doszły łatki serduszka…

Nawet na spacery nie dawało się chodzić, nie żeby nie próbowała…

A jak z nią było tak, to i z Przedwiecznym działo się coś podobnego…”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Z cyklu przeczytane: „Siostra” – … dziwna. Wiecie jak to jest z tym powiedzeniem o za dużej ilości grzybów w barszczu? No więc oto jest ten barszcz. Niby każdy grzybek smaczny, no ale wszystkie razem robią niedobrą zupę. Taką jakąś dziwną…

A wystarczyło rozwodnić, albo dodać więcej buraków.

Umiera najlepsza przyjaciółka naszej bohaterki, to oznacza oczywiście masę retrospekcji, których autorka nie potrafi dobrze wpleść i się gubimy. Ale spoko, w połowie książki jakoś to ogarniamy i przestajemy rozumieć po co to, a po co tamto, a to? Bohaterka oczywiście nie umie się pozbierać po śmierci przyjaciółki, nagłej, ale też najpierw jej zaskakującym powrocie. Bo nie widziały się przez 6 lat. Czy to nie długo? Dlaczego jej nie szukała bardziej, jeśli były tak blisko? Dlaczego… no nie ważne. Nasza bohaterka ma chłopaka – wielbiciel meczów i pubów, którego wraz z akcją próbuje wybielić i dziwnie nas ku niemu pozytywnie nastawić, no i „siostrę”. A dokładniej wprowadza się do ich domu obca osoba, która mówi, że jest siostrą zmarłej przyjaciółki.

I tak po prostu, no wiecie, zostaje…

Dobra, coś takiego nie wydarzyłoby się współcześnie!!!

Ludzie!!! Google, internet, cały ten shit. Jak można być tak niedomyślnym, tak… głupim. Oj tak, nasza bohaterka jest po prostu głupia. Oczywiście ładniej nazwać ją naiwną, zagubioną po śmierci przyjaciółki, ale ludzie!!! Nie widziały się tyle lat, to nie było nic nagłego! Znaczy było, ale nie było…

Mniejsza.

Ta powieść po prostu się nie klei. Jest w niej za wiele wątków niepotrzebnych i zbyt mało tego, co być powinno. Akcji. Wątków prowadzących nas ku własnym interpretacjom. Sorry, ale zakończenie jest zwyczajnie idiotyczne i przewidywalne. Takie cliche!!! Nie wiem. No można przeczytać, ale czy warto, jak ma się coś ciekawszego?

Nie.

Powyborowy szum uderza.

Nienawidzę szczerze polityki.

Ale wiecie, to jak mówić, że się nienawidzi powietrza, bo to coś istnieje i jest potrzebne, ale jednak… Bynajmniej wybory się zakończyły i rozpoczęło się pranie brudów. Zwyciężyli starzy, więc po raz trzeci Winni na stołku, ale… tym razem z mniejszym poparciem i WIELKIM fochem… Straciła popatrcie 2 tysięcy dusz, co na 40 tysięcy robi spore wrażenie i oczywiście zamiast szukać winy w sobie, to obraziła i ich i pozostałych i ogólnie mówiąc… Wiecie, jak z tą rzeźbą durnego kościoła. No dobra, kościół słodki, ale naturalny, a nie ten plastikowy, co to miał zastąpić piękne drzew na rondzie. Nikt nie zrozumiał, że ludzie bronią wycinki zdrowego drzewa, a nie sztuki jako takiej. Bo przecież lepiej z ludzi zrobić idiotów i przygłupów, niż takich, co chcą oddychać. Zresztą, ostatnio te wycinki zdają się postępować na taką skalę, że strach…

Drzewo zostanie ścięte mimo próśb ludzi i innych rond, gdzie to coś nazwane Smerfowym Domkiem mogło by stać. Lub miejsc, gdzie by stać mogło i Turyścizna by se przy nim fotki trzaskała, bo przeca oni tak lubią. Łapówki zostały dane, bo najważniejsi przeciwnicy nagle są za i tyle. No jak wszędzie ludzie, jak wszędzie, ale oczywiście oficjalnie dowiecie się, że w Danii TAKICH rzeczy się nie robi. No nic to… widać człek wiecie, duny. Niedorosły… na sztuce się nie zna. Na polityce też nie. Faszystę pewno popiera. A tak, jednego teraz tak gromią, że bidok jak nic wrzodów dostanie. Ale cóż, to on zabrał one 2 tysiące, więc polowanie na czarownice polityczne uważamy za rozpoczęte!!!

Start!!!

Jeszcze napsują ludziom krwi przez Julem, jak nic.

Tak naprawdę… szykują się takie śmietniska, że strach myśleć o przyszłości, więc lepiej nie myśleć. Zapalcie lampki w intencji rozumu. Nie wiem, kto kościelny, to może jakąś nowennę, psalmy, czy różaniec… znaczy, jak to było? „Krzyżyk na łańcuszku z koralikami”. Odmówcie. Czary się też przydadzą. Wszystko się przyda, bo demokracja z większością dobrze urobionych bezmózgowców to zły stan świata. Nawet mi się ostatnio udziela. Serio. Może to jednak łatwiej być idiotą. Sterują toną i fajnie jest. Samemu myśleć nie trzeba. Jeszcze jak karmią…

No raj.

Właśnie.

Raj… przecież Ewa zjadła owoc z Drzewa Poznania… i choć nie było tam koziołków, to jednak czy nie znaczy to, iż Bozia chciała głupków za ludzi?

Jul på Lauegård.

No i w końcu się zaczęło.

Światełka, choinki i wszelkie pienia. Z tym marketem wiązałam WIELKIE nadzieje i one nadzieje zrobiły bam na dupsko. Mocne bam. Podreptaliśmy sobie w pierwszy dzień, czyli piątek. Miało być od 11tej do 20tej, byliśmy w okolicach 16tej i co się okazało? Śpiewania i pienia przez pół godziny w ścisku i wszelkiej nieruchawości. Nie no, oczywiście, że pięknie pieli, macie próbkę, ale to bardzo małe pomieszczenie. Naprawdę małe. I jakoś tak dziwnie gdy kupcy stoją, ci śpiewają, a ty chciałbyś zobaczyć o co w tym wszystkim chodzi? I nie możesz. Czujesz się nie na miejscu i ogólnie mówiąc źle…

Po raz kolejny było kilka znanych stoisk: zabawki papierowe, metalowe, dziwne, stożki z sianka lekko osrebrzone, sklejone jak kupy z gwiazdkami, trochę szyszek, suszone kwiatki i sreberka jakieś, które ceną powalały. Potem ceramika, ale wiecie dla wyższych sfer. Skopiowanie onych muszelkowców przylegających do wszystkiego, co mają wyżarte czubki, białe takie, drogie strasznie… garść aniołków, przetwory i trochę skóry. Oczywiście, że wnętrza robią wrażenie… scena w wielkim, gigantycznym piecu po raz kolejny wymiotła, ale… Nie wie. Czegoś brakło, większość przyszła się napić i coś zjeść, więc traktowali pierwsze pomieszczenie jako klubokawiarnię, co oznaczało straszny hałas.

Koszmarny.

A hałas nie sprzyja retrospekcjom nad wnętrzem niby rustykalnym, z pięknie odrapanymi krzesłami z serduszkiem w oparciach, z onymi świeczkami. Baja. Ciepło… ale po chwili zaczęło brakować powietrza i ten hałas… rozumiem, że w tym czasie takie miejsca to pewne punkty zborów osobników w wieku późnośrednim i późnym, ale serio. Jak tak sterczycie to nie da się przejść. A ja kurna pasam wam sięgam!!!

Wolność dla krasnali!!!

Ciekawe czy ktoś coś dobrze sprzedał? Serio się pytam. Czy to się w ogóle płaca, bo przecież za takie miejsce na markecie trzeba zapłacić.

I to sporo!!!

A co do obsługi klienta? No cóż, w tym hałasie trudno cokolwiek usłyszeć, a i hałas, wiadomo, generuje wkurw, więc sami sobie resztę dopiszcie.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.