Pan Tealight i Korzenna Wiedźma…

„Nagle, tak jakoś, zresztą, nie oszukujmy się, tutaj to zwykle wszystko się działo nagle, niespodziewanie i bez wcześniejszych RSVP. Nikt się nie zapowiadał, nikt nie pytał, czy można, czy wolno, czy ktoś będzie miał coś przeciwko, czy może jednak to czas całkiem nieodpowiedni, albo gorzej, odpowiedni, ale nie do końca…

Nie… nie pytali, nie wysyłali świstoklików, sów, czy listów – zresztą, z pocztą były takie problemy, że nawet gdyby wysyłali, to wiecie, pierun wie kiedy to dojdzie i na czyj tak naprawdę czas? W dzisiejszych czasach pewnym być można wyłącznie onej niepewności, silnej i zwartej, gotowej sprzeciwiać się przeciwnościom.

Albo coś w ten deseń.

Mniejsza.

… więc, jak zwykle bez zapowiedzi coś się zaczęło dziać z Wiedźmą Wroną Pożartą Przez Książki. Po pierwsze musiała być nader chora, bo nie mogła czytać. Już nie chodziło o to, że nie dawało się jej położyć, by przestała klikać w te klawiszki, ni wycierać powierzchni, ni czyścić ogródka… no wiecie, zwyczajnie plackiem się uwalić, może pospać, podrzemać, może i poczytać… Po drugie, widzicie zaczęła mieć dziwne smaki i zachowania zbyt zbliżone do szeroko komentowanych jako NORMALNE. A to już serio było straszne! Okropne i obrzydliwe!!! No i wiecie, wycięła sobie dyńki. Jakby to miało znaczenie. Jakiekolwiek… a przecież nie miało.

No dobra.

Oczywiście, że już od dawna dość przekonująco i głośno… nuciła sobie wszelakie kolędy, czyli jeszcze nie przechodziła całkowicie w inny wymiar, ale jednak stała tam już półtorą nogą. A może i trzyczwartą? Ekhm, nikt nie mógł dokładnie tego zwymierzyć. Zresztą, nawet nie chciał. Bo taka odchodząca wiedźma, to musi być straszna sprawa… więc co się z nią działo? Co było przyczyną? Czy rzeczywiście ów brak korzeni? Jakieś dziwne, nieprzecięte pępowiny?

A może jednak sekret?

Czy Wiedźma Wrona Pożarta posiadała jakiś, którego nikt i nic nie znało? Nawet Wyspa, ni Pani Wyspy? Ni… Pan Tealight? Czy było możliwe coś, o czym nie mieli pojęcia oni wszyscy osobnicy ze Sklepiku z Niepotrzebnymi, którzy teraz stali nad śpiącą śliniąco się Wiedźmą i dość szemranie przemyśliwali swoje teorie? Czy było możliwe coś, co przegapili?

Mogło?”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Z cyklu przeczytane: „Zadziwiający Maurycy…” – … dla dzieci? Ależ gdzież tam. Znaczy nie no, pewno może i być dla takich trochę bardziej kumających, ale głównie… dla kociarzy. I myszarzy. Wielbicieli magii i tych, którzy zwyczajnie czytają wszystko Terry’ego. Wiecie, nas wyznawców Płaskiej Ziemi!!!

Oto opowieść, która ponownie ma u swoich stóp jedną z dawnych legend. Wiecie o głosie, śpiewie, grze, o zaganianiu gryzoni. Ale też i o kocie w butach i wszelakiej kotowatości, którą tak wielu ostatnio uważa, że rozumie. O onej zwierzęcej mądrości, często zaprzeczanej i wszelakiej sprytności. Oraz o człowieku, który jak zwykle mało jest czegokolwiek świadomy.

To niesamowita książka nawet dla kogoś, kto woli psy. Wiedźmowata taka, wiecie… pokrętna. Bo przecież nawet inteligentny, tytułowy kot Maurycy, nie mógł przewidzieć, że zło pomiesza mu szyki. Ale czy się podda? W życiu! A raczej, na żadne z dziewięciu jego kocich żyć!!! Nigdy!!!

Tak… ludzie brudzą i niszczą środowisko. Wycinają drzewa, poczynają sobie lekce z wybrzeżem, ale… prawda jest taka, że wiatery zawsze się zdarzały. Czyż nie dziwne to, że dziś, w dniu, w którym i u nas słońce zmieniło się w złowrogą, czerwoną kulę, a cienie w coś na kształt odbić palących się okolic przypominamy orkan, który się zdarzył dokładnie 50 lat temu?

A tak… tutaj fotki.

Ale wróćmy do dzisiaj.

Jest gorąco i duszno, do tego chłodny wiatr i dziwaczny posmak w powietrzu. Niby często coś nam tam nawiewa znad Sahary, ale dziś to przesadziło. Serio? Przecież mamy własny piasek! Że się nim tak nie dzielimy?

No za ładny jest!!!

Mniejsza, na pewno ona pogoda dobrze ułoży się z Halloween i Gudhjem. Wiecie, podkład pod pumpkiny będzie superancki!!! Ale mnie przeraża. Zimny wiatr, wrzątek w tle, ta czerwień… nie przepadam. Gdybym była z innego świata, z innych nauk, z onej treści kamiennych dni pewno przepowiedziałabym coś fajnego. Apokalipsę jakąś albo choć pięć połówek końca świata, których nie wolno złożyć do kupy, bo gdy się je złoży, to wyjdzie wisiorek, który każda będzie chciała mieć i wtedy dopiero będzie prawdziwy koniec świata. No wiecie, wojny bab!!!

Wiater wieje, Chowaniec szaleje w ogrodzie, bo bidok wolne ma, więc wiecie, do roboty poszedł. ozrywkowej przy takiej pogodzie. Szum piły cudownie zlewa się z oną wszelaką, zewnętrzną aurą. Nic ino horrory trzaskać. No nie wiem, może ja się tutaj marnuję klepiąc w klawisze, a tam jakiś Oskar czeka, czy cztery nawet? Nigdy nie wiadomo w czym człek temu światu zabłyśnie. Bo wybredny dziwnie ten świat.

I pokrętny…

Czerwonego słońca czerwony cień się przesuwa…

Dzień powoli przemija. No dobra, może nie tak jakoś dziwnie powoli, ale wstało się wcześnie, więc mi się jakoś dłuży. Ostatnio praktykuję takowe wstawanie i ładne iście spać bez czytania po nocach. Bo jakoś czytanie ostatnio mi nie idzie… smuteczki. Pewno przez choróbska, ale damy radę. A jak nie to na pych. Bo przecież nie da się tak bez książek, co nie? Nie da się…

Ciepło jest, ale podobno za tydzień już zwyczajowa, jesienno-zimowa pogoda, czyli słoneczko i pięć stopni. He he he!!! Może być intrygująco. W końcu zimno, w końcu grube skarpety i wszelakie ocieplacze. Ech… i może śnieg jeszcze, co? Bo ja tak bardzo czekam na wielki śnieg. Ale najpierw jakaś jesień by się zdała!!!

Czerwone słońce właśnie zaszło całkiem niespektakularnie. Kompletnie po staremu, wiecie, ogólnie mówiąc wszelako jak zwykle. W powietrzu miły chłodek, średnia wichura, która gasi mi świeczki w dyńkach, no cóż, nie mam na nią wpływu. W tym przypadku ogieniek przegrywa, w innych dmuchnięty rozpala się jeszcze mocniej… ale dość tych seksualnych podtekstów. Ekhm… wiecie co, jedno wiem na pewno. Ludziska wzięli się za ogrody, domy ogacają, ogólnie mówiąc szykują się na jakiś odpoczynek i tak się zastanawiam, jak to będzie w przyszłym roku, gdy Turyścizna będzie towarem dostępnym przez cały rok. Z jednej strony to dość dowcipne, gdy słyszy się, że przecież ludzie narobili się przez pół roku, więc mają prawo do odpoczynku, a z drugiej… kurcze, ostatnimi czasy już szczególnie, Turyścizna stała się bardzo uciążliwa, bezczelna, wulgarna i groźna.

Nie wiem jak Wyspa to zniesie tak całorocznie.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.