By nie pisać – czytać…

Tak czasem jest lepiej. Nie pisać. Nie marnować kolejnych stron, dłusgopisów, ołówków, klawiatury uderzanej bezlitosnymi palcami… Lepiej czasem zwyczajnie czytać. Umiejętność czytania jest ważna i tak naprawdę, szczerze, zapomniana. Ilu ludzi słucha? Niewielu. A nawet ci, co do których mamy tak nadzieję, cóż, oszukują nas. Ilu ludzi czyta ze zrozumieniem? Tyle samo, albo i mniej.

… więc po co to wszystko?

Po kiego grzyba te historie tłoczące się pod czaszką, skąpo odzianą w kłaczki – ech! niegdyś miały to być dumne, silne loki zdolne wciągnąć owego cudownego, aczkolwiek wrednie durnego i bezmyślnego Księcia… co to za idiota co ciągnie ukochaną za kłaki. No zrozumiałabym jeszcze, gdyby miał kilka lat, ale tzw. dorosły? Czy to nie idiotyczne? Już Śnieżka jest powalona, Czerwony Kapturek to świntuszka i ryzykantka, ale ta Złotowłosa? Może miała coś z głową? No poza nadmiarem włosów. Może się przegrzała jej czaszka? – no właśnie czaszka.

W mojej się kotłuje.

Idę czytać. Nie mogę myśleć o krasnoludkach. I w końcu mam drugi tom opowiadań Roberta M. Wegnera. Czekałam na niego długo. Pierwszy tom z cyklu: „Opowieści z meekhańskiego pogranicza” był jak dawno zapomniane, cudowne, harmonijne historie… Jak ten dziwaczny haust świeżego powietrza w fantastyce. Dowcipny, spójny, zaskakujący. Teraz wkraczam w ten świat po raz kolejny. Bez myślenia o księciach, złotych lokach, zatrutych jabłkach i pantofelkach…

No właśnie, myślicie, że Kopciuszek miała fobię? I to zdaje mi się, iż co najmniej niejedną?

Nie myśleć – CZYTAĆ!!! A! wrony kochają JEŻE!!! aukcje cudownych przedmiotów tutaj 😉

PS. Wynajmę trolla do obsługi tostera 🙂

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz