Pan Tealight i Szafa Przegranych…

„Trzydrzwiowa.

Drewniana.

W połowie wycięta z pnia, a w połowie grube dechy. Wieszaki w niej i półeczki. Patyczek z wieszaczkami małymi, dużymi, emaliowanymi, kolorowymi i drewnianymi. Metalowymi giętymi w zwierzątka i autka i misiaczki i oczywiście kwiatuszki. Półeczki za to wiecie, no w mnogości wszelakiej: maciupcie i wielkie, wysokie i szerokie, węższe i całkiem cienkie, z wydzielonymi kubikami i jeszcze szufladki. Szufladeczki w tej grubej ścianie. Ale jednak to półeczki są najlepsze. To półeczki są najfajniejsze, najbardziej widoczne.

No i dostatecznie widoczne.

Na jednej ci pokręceni, na drugiej same głowy.

Czarodzieje, co przegrali z magią, ale i ci, którzy położyli sami siebie. Wiecie, wszelakie wypadki przy pracy, wszelakie kawałki odrzucone, odcięte, oderwane. Włoski z nóżkami, noski z łapkami, uszka z płatkami róży porżniętymi różowym futerkiem, które dziwnie się uśmiecha. Magowie, którym wyszło inaczej niż miało, czarownice, którym wyszło tak jak chciały, ale jednak po chwili się ogarnęły i zmieniły zdanie… wiecie, jak to kobiety, no i nie dało się tego inaczej odkręcić.

Widzący…

… no tak, po nich pozostały tylko puszki z przepowiedniami, skrole z zapisanymi rymowankami i oczywiście okulary. Bo wiecie, mieli je, ale nie korzystali, no i oczy, bo wiadomo, też na kija widzącemu oczy, jeśli i tak widzi i oczywiście ci, którzy wiedzieli. A raczej wiedziały, bo to zawsze były one. Wiedzące. Ale milczące. Te po prostu z czasem schły, schły, podsuszały się, aż w końcu zostawały z nich większe główki z odrostkami, które dziwnie i szaleńczo rechotały.

… a na dole?

No buty!

Przecież trzeba jakoś miejsce wykorzystać.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

IMG_1684

Z cyklu przeczytane: „Mort” – … on. Niby miało być lżej. Wiadomo, z jednej strony nauka, z drugiej jednak następca, więc…

Dlaczego Śmierci nie wyszło z czeladnikiem?

Wcale nie uprzedzam faktów, no przecież gdyby mu wyszło, to nie byłoby Śmierci, a on wciąż jest, więc… no wiecie, jak zwykle wszystko przez baby. I tych, co nie umierają na czas. I wpadki, które przecież zdarzają się chyba w każdym zawodzie, czyż nie? A może jednak tylko przez baby? Bo kobiety, to jednak wielkie problemy. I nawet Śmierć nie mógł przewidzieć, że ten, którego sprowadza do swego domu…

… ten…

No i tyle. Oto opowieść o pracy i miłości i o tym, że nie jest łatwo łączyć jedno z drugim. I o byciu dziadkiem i rodzicem i oczywiście o Śmierci i śmierci. I umieraniu, odchodzeniu i o tym, że nie zawsze łatwo przeciąć nić życia, no chyba, że chodzi o wiedźmy, z nimi jest jakoś wiecie, inaczej całkowicie! One WIEDZĄ!!!

Niesamowita część „Świata Dysku”.

IMG_9549

Śnieżyca wiosenna…

Człowiek uczy się całe życie, ale takie pole, podmokłe, przytulone do kobaltowego morza… widziałam po raz pierwszy. Wiecie, w Saltunie, tu obok tego domku, co to był krwisty, ale już nie jest… No przemalowali go z onej krwistości na baby puke. Tudzież baby blue, jak to zwą, ale dla mnie to za każdym razem raczej mdłości niż radość. A kocham niebieski. W każdym odcieniu. Serio… ale to? Ten domek był taką cudowną wizytówką Wyspy. Małym rąbanym klejnocikiem. A teraz – z jednej strony fajnie, że ktoś kupił i jego i dom po drugiej stronie (teraz też baby puke), ale jednak coś się zmieniło. Coś się straciło. Coś odeszło się rąbać…

Ale miało być o kwiatkach.

No więc one małe, białe dzwoneczki, choć nie do końca takie małe, bo do 15 cm wyciągną, ze sporymi kieliszkami obwiedzionymi zielonym szlaczkiem, rozpostarły się koło onej budowli. Wiecie, od szosy do morza. Znaczy, bardziej do kamieni, ale jednak… widok niesamowity. aż człek ma wrażenie, że gdy człowiek przechodzi, to one dzwonią. No wiecie, tak serio dzwonią, mocno melodyjnie.

Przepięknie.

A wszystko oczywiście przez ono słonko, co waliło w sobotę. Mocno waliło. Nieźle. Wiaterek może ochładzał atmosferę, ale jednak przebiśniegi już zdychają, podobnie ranniki, za to w niektórych miejscach one krokusy, co to robiły za fioletowe pola, zniknęły. Może jednak serio coś wyżera krokusy? Może jest na nie jakaś ptasia moda? A może to te moje wrony? Wiecie… gdy tak człek patrzy na dzioby tych starych, czarnych wrońców, które to mają je u początka porośnięte gruzłowatymi porostami, je wyżarły? No wiecie, kto to wie? Czasem jak na nie patrzę, to boję się ich jak nader ostrego, ale sprawiedliwego dorosłego.

Jak Babci czasem…

IMG_1223

No dobra… wiosna.

Pewno jest, pewno idzie, ale mam już dość gadania o niej. Na razie czekam na kolejne wietrzności, więc trzeba zrobić pranie i dobrze je przymocować. Wiecie, coby nie odleciało. Ale się wysuszyło. Możliwe, że ona wietrzystość sprawi, że słonko się znowu objawi w onej bezchmurnej oazie, więc trzeba by poszaleć i pogapić się w fale.

I pofocić.

Świat dookoła wciąż jeszcze wcale nie zauważa nadchodzących świąt. A przecież to już za miesiąc. Jakoś tutaj, wiecie, w świecie pogańskim i świeckim i wszelako nawet jak włażącym do kościoła, to wciąż w roboczym ubraniu, jakoś tak ten czas to wyłącznie rodzinność i jakaś taka sprzątalność. Ogródek, dom, okna, sommerhus. A może jednak znaleźć nowe hobby? Bo przecież Duńczycy uwielbiają nowe. Nie cieszą się długo jednym hobby. Jakby zwyczajnie mieli w sobie przymus wypróbowania wszystkiego, a potem porzucenia onej nowej zabawki, gdy im się znudzi… Takie to trochę okrutne, ale wiecie, też trochę totalnie wolnościowe. Freedom na fulla. Ale też sprawia to, że każdy uważa, że zna się na wszystkim, bo przecież liznął każdego smaka z lodówki z lodami, ale, czy to przemyślał? Nie? No i nie wie, po czym się posrał…

PS. Coś z problemów pierwszego świata… chcemy, czy nie? Oczywiście chodzi o kolejny market. Pierun wie po co i już pisałam o Coopie, który właściwie opanował Wyspę, a teraz się pluje, więc nie będę się powtarzać, ale tak serio… Naprawdę potrzebujemy więcej marketów? Większość z nich i tak ma w sobie to samo. Lidl może wprowadził jakąś różnorodność, ale ostatnio sprawia wyłącznie wrażenie pustego, wielkiego salonu, w którym ktoś półki zapomniał uzupełnić. Rema 1000 to zmieni? No nie wiem. Za to Netto ma nadmiar i wszystko wsadzone do jednego koszyka. Niby wprowadzają intrygujące rzeczy, ale znalezienie ich to super moc, której chyba nie posiadam. No i te zapachowe świeczki. Dobra, te jedne nawet świecą, nie wiem po co, ale mnie to kręci i tak cudnie pachną, więc sorry…

Widzicie, u nas serio trudno coś kupić. A już ekologicznie, ekhm… może i rolnicy dostali bana na te najgorsze nawozy, ale wciąż… gdzie moja ekologia?

I moje nowalijki?

IMG_1242

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.