Pan Tealight i Banshee…

„Problem nie polegał na zwykłej, ludzkiej śmierci, oj nie. Może i na Wyspie istniały byty Pradawne, a i ludzie nie żyli tam aż tak krótko, ale jednak, ona… Widzicie, ona była od czegoś całkiem innego, kompletnie i dokładnie, a przez to sprawiała całkiem inne problemy, ona… Banshee od Zdrowego Rozsądku, który to umierał ostatnio jakoś tak w każdej osobie i to wielokrotnie… jakby umiał się odradzać, jakby do końca się człowieka każdego trzymał, jakby wiecie, nie chciał puścić. Może i się doradzał, ale w końcu nawet i on tracił moce i nadzieję…

… więc wrzeszczała.

Cholery można było dostać.

Serio!

Wyobraźcie sobie babę w wieku średnim, w tych szatkach poszarpanych, zamokniętych, z tuszem płynącym wraz ze łzami, bo przecież w chwilach przerwy zawsze starała się doprowadzić do rozsądku. Znaczy no rozsądnego porządku. Zawsze. A to tusz, a to szminka, a to znowu jakieś farbki, a potem…

Krzyk.

Włosy rozcapierzone, jakby tapirowane na cukier, jakby same miały już dość onego wspólnego bytowania, jakby chciały od niej uciec. Sylwetka wychudzona, paznokcie obgryzione wielokrotnie, we wszystkich wymiarach czasu, oczy dziwnie przerażone… ale przerażone tylko nią samą. Bo przecież cóż może być straszniejszego na świecie, niż umierający Zdrowy Rozsądek? I osoba, która wciąż o tym przypomina… i krzyk, który rodzi się gdzieś w głębi jestestwa, którego nie można pokonać zatkanymi uszami, który dźwięczy w kościach, mięśniach i duszy, oraz powoduje rozwolnienie i wrzody na wszystkich żołądkach…

Widzicie, Bóg Cholernych Rozsądków, Chorego i Zdrowego od dawna już mieszkał w Białym Domostwie. Wykopał sobie ostatnio jakąś dziwną jamę pod ścianą północną i odmawiał kontaktów ze wszystkimi poza Wiedźmą Wroną Pożartą. Bo wiecie, mieli o czym pogadać i razem fajnie klęli w wielu językach. I jakoś tak lgnęli do siebie i jakoś tak wiecie, mieli wspólne zainteresowania logiczne…”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

IMG_6028

Z cyklu przeczytane: „Zagubieni w mroku dusz tom 1” – … no tak. Simon Serrailler. Postać kryminalna, której nigdy chyba nie będę w stanie zrozumieć. Oj pewno, uległa matka, ojciec z kompleksem boga, medycyna i tak dalej… a jednak, oto trzeci tom opowieści o najsłabiej zbudowanej i najsłabiej wpływającej na działania policyjne, postaci.

„W labiryncie ulubionych miejsc”, „Ludzie czystego serca” i dziwacznie podzieleni „Zagubieni w mroku dusz”, „Zaklęci w milczeniu”. Na razie? Autorka „Kobiety w czerni”. Oj tak, recenzje nie oszczędzają autorki i wcale się nie dziwię, bo coś tutaj poszło nie tak. Za dużo tego wszystkiego. Zwyczajnie. A z drugiej strony za mało. Jak groszki różnokolorowe porozrzucane na podłodze, w których nagle, jak się okazuje, nie ma żadnego nadzienia.

Są zwyczajnie puste.

W tej książce jest wszystko i nic.

Jest winny i jest kara, ale z drugiej strony, czy naprawdę? Kto jest tutaj tym oskarżonym. No i rodzina Serraillera. To mój ulubiony element. Jego siostra. Jej poświęcenie. Nie Serrailler. On jest durny i nielogiczny. Najchętniej wypieprzyłabym gościa za okno. A już jego związki z kobietami? Serio? I co to niby miało być? I dlaczego w każdej książce on zdaje się… nie uprzedzajmy faktów.

Lepiej nie. Można przeczytać, ale na własną odpowiedzialność. Jeśli lubicie puzzle, które do siebie nie pasują. Bo cała reszta, ono przemieszanie, nielogiczność, niekończenie wątków… tylko wkurza. Mrok? Nie zauważyłam.

IMG_1452 (2)

Listonosze…

Mają przegibane. Naprawdę i do końca. Kolejne cięcia. Już nie tylko nie mamy poczt, wyłącznie 2 stanowiska, gdzie możecie coś wysłać większego… ważniejszego, czy cokolwiek w ten deseń. Od tego roku poczta nie jest już dostarczana w soboty oraz poniedziałki. Oczywiście kurierzy mają swoje grafiki. Po wielkiej sprzedaży duńskiej poczty NordPostowi… coś się złamało. ktoś na tym na pewno zarobił gigantyczną kasę, biorąc pod uwagę różnice w cenie znaczków u nas i w innych częściach Skandynawii… oni zarabiają, a u nas planują w ogóle zrezygnować z listonoszy. Wyobrażacie sobie świat bez poczty? Na początku mają dostarczać wszystko raz w tygodniu, co oznacza gigantyczne zwolnienia i tak naprawdę…

Oj, oczywiście, że podobno to wszystko wina ludzi, bo zamawiają wszystko z odbiorem w sklepie, ale… wiecie co, jakoś trudno mi w to uwierzyć. Widzę jak listonosz jeździ… tylko cztery dni w tygodniu. Widzę ile tego ma, czasem serio aż nazbyt wiele. Do każdej skrzynki coś trafia. Potem kurcze przybywają oczywiście ci, którzy dorzucają wszelakie gazetki, nie tylko reklamowe. I… nie wiem, ale dla mnie jest to przerażające.

Świat bez listonosza?

Pojebało was?

Ale z drugiej strony, przecież to właśnie jest w typie duńskim. Bardzo. Jak coś tylko przynosi mniej dochodów, ucina się, wykopuje i wywala na śmietnik. A potem przychodzi żal i pomysły nagłego powrotu ku temu, co mogłoby przynosić fajny zysk, ale do niektórych rzeczy nie da się powrócić. Przykład? Kolej na Wyspie.

A teraz i poczta.

Czuję się okradziona już przed akcją. Jak to nie będzie poczty? Jak to? Gdzie moja wolność słowa pisanego? No serio? Gdzie, do cholery?!!!

IMG_5381

Lalki dmuchane.

Nie wiedziałam.

Przyznaję. Tak, wiem, że ten świat, którego jestem częścią, to państwo, dość swobodnie traktuje seks, ale jednak TO? Serio? No bo, czyż nie jest to już jakaś przesada? Rozumiem oną wolność wszystkiego, ale kurde… o co chodzi? Że zwierzęta? Człowiek myślał, że to nie do końca tak, może trochę się łudził, może jednak… Kurde, gubi się co jest prawdą, a co nie? Ale do cholery gumowa lalka-dziecko?

Serio?

Cała sprawa wylazła na wierzch, gdy pojawiła się pewna paczka, kierunek Norwegia, niby nic dziwnego. Nagle się okazuje, że nie, Norwegowie odmawiają przyjęcia. Nic z tego. Nic kompletnie z tego nie będzie. Nie przyjmujemy seksualnych lalek w kształcie dziecka. Takie lalki są w Norwegii zakazane. Zdrowy rozsądek podpowiadałby mi, że u nas przecież powinny być też, a jednak, kurcze, okazuje się, że nie.

I chyba wszystko mi oklapło.

Do końca.

Z jednej strony Dania krzycząca o prawa dziewczynek wydawanych za mąż jako dzieci. Te rąbane liczniki, z drugiej sprawa okaleczania dziewcząt, potem ta cała troska o wszystko to, co dzieje się poza granicami… a w kraju. Źle się nie dzieje w państwie Duńskim. Gorzej się dzieje. Dzieci tutaj są właściwie produkowane, szkoła winna dać im wszystko, i wszystko szkoły wina jak co… bo przecież. Ale z drugiej strony, czyż nie taki cały ostatnio jest ten świat?

IMG_5581

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.