Pan Tealight i Wyznawcy zimy…

„Rebelsi.

Nie wiedziała o ich istnieniu.

Nie miała pojęcia.

Zresztą jak mogła mieć, jeżeli zwykle chodziła na dość skończone odległości, a gdy latała, to wiecie… nie patrzyła w dół, żeby nie wypuścić wnętrzności na zewnątrz. Dlatego ją zaskoczyli. No wiecie. Każdy, nawet Wiedźma Wrona Pożarta musi powalczyć o hiacynty w cudownych, drewnianych pojemniczkach, niczym cebrzykach z zaświatów czasów, były ino dwa… zostawili jej ochłap… ale nie o tym miało być. Nawet ona musi czasem, a raczej chce serio, szczególnie w ramionach PMSa, iść na zakupy. Po pachnące świeczki, sałatę, grzybki, które podobno nie halucynują i może jeszcze bułeczkę. Ale tym razem była już prawie noc. Przed zamknięciem sklepów i mogła w swoim powozie zaprzężonym z niewiadomoile koni, obserwować Wyspę.

I zauważyła ich.

Rebelsów.

No dobrze, może ich uwielbienie dla zimy wiązało się z czystym lenistwem, musiała brać to pod uwagę, ale miała nadzieję. A może wiedziała? Te światełka na domach. Te choinki ustrojone, te cudownie pozostawione poświąteczności w obliczu pokarnawałowej kwitnieniowości… Te stroiki walczące o miejsce z krokusami i rannikami. Te bombeczki. Sporadyczne, ale jednak są. Tutaj krzaczek się błyszczy, tam cała choinka, tutaj te metalowe dziwne namiociki, co to miały robić za sztuczne drzewka, ale wiecie, bardziej z nich tipi niż choinka. Ale nie, to nie jest ważne.

Kompletnie nieważne jest dlaczego…

Najważniejsze, że są.

Rebelsi.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

IMG_7884

Z cyklu przeczytane: „Lichwiarz” – … nieźle. Naprawdę nieźle. Musze przyznać, że miałam gigantyczne opory przed tą powieścią. Z jednej strony chciałam i to mocno, z drugiej to znany autor z tematyką zwykle nie do końca mi przystającą, więc…

No ale się skusiłam i nie żałuję.

Oj nie. Bo opowieść była zabawna, z jajcem, bohaterem złożonym, ale nie nadmiernie. Do tego codzienność przetykana wymiarami retrospekcji, dzięki czemu wiemy… wiemy jak to wszystko się zaczęło. I dlaczego jest tym, kim jest. On. Lichwiarz. Kulawy. Człowiek, który nie pokazuje swojej twarzy.

IMG_3087

Świat może niezbyt złożony, zresztą poza gnomami i lekką magią cóż my o nim wiemy. Jest legenda, jest opowieść i chciwość zwyczajna i ludzka. I oczywiście osobnicy, który są w stanie postawić na pewne karty wszystko. I tajemnice. No i oczywiście młody książę, który… ale nie uprzedzajmy faktów. Lepiej nie. Wyobraźcie sobie miasto… widzicie te bramy? Czy jesteście gotowi je przekroczyć?

To tylko miedziak, a może zmienić wszystko!!!

Dobra książka.

IMG_3086 (2)

No i moje jedzonko… malutko, ale wiecie, z kasą krucho.

IMG_6441

I zimno.

No zrobiło się zimno. Dość nagle i zaskakująco. Pojawił się wiatr, spadła temperatura. Ci, co cieszyli się już z dwucyfrówek na termometrze zwisnęli nosy na kwintę. I tyle. Wiadomo. Przedwiośnie, więc normalne to. Tylko czy tutaj? Pierun wie. Ostatnio już całkowicie nie pojmuję pogody. Coś, co niegdyś było logiczne, jak burza po parnym dniu i zapach ozonu w powietrzu, teraz jest… właściwie nie pamiętam, kiedy ostatnio to czułam. Chyba strasznie dawno temu. Raczej nigdy na Wyspie. Dziwne to wszystko. Ale może tu chodzi o ryby? Wiecie, zapach wodorostów zabija wszystko czasem… a czasem i nawet więcej. Do tego rozlewana kupcia na polach… ale to przecież nie czas na burze letnie? Choć coś grzmiało. Grzmiało strasznie mocno. I dziwnie. A jednak, kurcze wciąż wydaje mi się, że to była jakaś omama słuchowa.

Może po prostu ponownie mają jakieś manewry? A może zwolennicy rybki mają jakąś nową broń? I nowe statki nawodne, które zdają się być seksualnie powabne dla każdego skrzela i wiecie… łowią więcej i z tej radości grzmią? Oczywiście, że bredzę, ale serio… pogoda od wielu już lat jest jakaś taka popierniczona. Całkowicie nie taka, jak… powiedzmy 35 lat temu. Choć, co tam człowiek pamięta poza zajebistym śniegiem w marcu? A może to tylko zbliżające się urodziny?

No co… jak człek zbliża się do tych sto lat, to staje się dziwnie niespokojny.

Jak pogoda.

Może więc po prostu nikt pogodzie nie kupił odpowiedniego prezentu i dlatego ona się tak miesza i walczy sama ze sobą?

Jak myślicie?

IMG_8748 (2)

Najdziwniejsze jest jednak to, że przez oddalone Święta Wielkanocne… no wiecie, oddalone na kalendarzu, jakoś tak dłużej mamy pustki na Wyspie. Wszyscy zamierzają się otworzyć dopiero w pierwszej połowie kwietnia. No pewno, że nie dlatego, że my tacy święci i pobożni, wprost przeciwnie, ale jednak święta to święta, wolne się należy i zabawa z rodziną. Tudzież raczej pierwsze sprzątanie sommerhusów czas zacząć. Tutaj liście zmieść, tam coś dosiać, może dosadzić, sprawić, że wszystko będzie wyglądało, jakby żyło, a nieumarte było na amen. Prawda taka, że mieszkających naprawdę i do końca na Wyspie tylko i wyłącznie tak niewielu… że powinni nas w ramki oprawiać i czcić.

No ale… będą święta. Påskeliljery już w sklepach. I te w kurvach i te w miseczkach i takie w zwykłych doniczkach, no i oczywiście te cięte bidulki, które zawsze marzną, no i potem nie wiadomo, czy w ogóle rozkwitną, czy jednak nie? Strasznie mi ich szkoda, jak tak leżą w tych skrzyneczkach, ale jednak nie kocham ich tak bardzo, by zaryzykować, czy się dla mnie otworzą. W ogóle, tak spoglądając na to wszystko, fajno, że skupili się na roślinkach, ale jednak takie to wszystko martwe, jak te somerhusy… i domy, które uzyskały status „niecałoroczności mieszkaniowej”. Takie to wszystko smutne. Takie straszne. A za tymi domami morze.

A może wiecie, piękne jak zawsze. Czadowe i cudowne. Na niektórych plażach znaleźć można takie kamyki, że szczęka opada, na innych tylko gapisz się w fale i dziękujesz Śpiącym Bogom, że akurat nie twoja pora wsiadać na prom. Oj tak. Wyspa jest piękna. Do tego te mgły, te drzewa, to całe oczekiwanie, to wszystko…

Cudowne.

IMG_8747

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.