Pan Tealight i Paser snów…

„Stał na rogu portu. Nie no, pewnie, że nie na wodzie, oczywiście, że na falochronie. Prawie na styku wszystkiego, co możliwe. Wody, nieba, ziemi, betonu i kamieni, rybistości, wodorostów i wszelkiej ptaszydłości. W miejscu, gdzie człowiek mógł dotrzeć, ale jednak nieczęsto to robił, bo i po co: wietrzyście, dość mokro, kark skręcić można i łatwo i boleśnie zarazem. Dlatego stał tam całkiem sam, a Wiedźma Wrona Pożarta do niego machała. Machała z całkiem innego krańca portu, w którym było podobnie wietrznie i wilgotno i karkowo. A jednak… wiecie, choć tak tylko do siebie machali, bo on odmachiwał, serio, to zdawało się, że się porozumiewają. W jakiś dziwaczny i pewnikiem do końca obrzydliwy sposób… nikt nie chciał wiedzieć jak to do końca było, ale wszyscy wiedzieli, że nie wolno im przerywać.

On był Paserem Snów od wieków.

Chyba zaczynał jeszcze w czasach Cro Magnon, ale do końca nie można było powiedzieć. No dobra, wyglądał lekko neandertalsko, ale przecież nie o to chodziło. I tak każdy kupował, co miał do sprzedania. I to, czego nie miał też. Coś takiego było w jego oczach, że nie można było tak zwyczajnie powiedzieć nie. Ale tutaj, na skraju portu mógł być tylko słonością i wiatrem i wszystkimi żywiołami…

… bo w końcu ludzie tutaj nie łazili.

Po prostu taki się urodził. I zaistniał popyt i zbyt, i takie tam, promocyjne ceny, wszelkie dodatki. Ostatnio modne były torby płócienne i zawieszki. Naprawdę schodziły na pniu, bo przecież każdy chciał śnić, a on znał tych, co śnią dobrze i dużo, ale nie mają na to czasu, więc wiecie, zbywają niewyśnione… A on umiał zbierać, składać, przechowywać, a potem obdarowywać tym tych, którzy nie bali się śnić cudze sny. Bardzo cudze, bo w końcu nigdy nie mogliście wiedzieć kogo sen akurat będziecie śnić. Oczywiście, że będzie oznaczenie powyżej 18 roku życia, ale czy opis: koszmar, czy historia miłosna, jest prawdziwy? Bo co dla ciebie jest koszmarem, a dla ciebie… widzicie, nie zawsze definicja się zgadza. Przerażenie jest jednak prawdziwe…

Zawsze.

Czy Wiedźma Wrona się sprzedawała?

Cóż.

Spróbujcie jej zapytać.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

IMG_7889 (3)

Z cyklu przeczytane: „Julia i pytanie: czego chcą chłopcy?” – … Julia. Lubię ją. Tak wiem, biorąc pod uwagę biologię, mogłabym być jej matką, a jednak, potrafię odnaleźć się w pokręconej roli jej… nie tyle przyjaciółki, co znajomej duszy. Duszy, która strasznie chichocze.

Jakie problemy ma Julia tym razem?

Widzicie… chłopcy. Mężczyźni. Chłopaki i wszelako pojęci osobnicy płci męskiej. W różnym wieku. Ci co zdają się zachowywać jak rodzice, ale i ci, zwani rodzicami rodziców. No wiecie, Babcia chodząca z kimś? W TYM WIEKU?

Jeśli dzień macie pochmurny, sięgnijcie po tę serię. Ślicznie wydaną: twarda okładka, piękny papier, ryciny przezabawne i cudna, wariacka miejscami czcionka… A jeśli jesteście w wieku wczesnonastoletnim, cóż, może odnajdziecie w Julii przyjaciółkę? Może macie takie same problemy. Wiecie, zwyczajne i codzienne?

Może potrzebujecie porady?

Julia czeka!

IMG_4857

Mgliście, wilgotno i ciepło.

Pogoda silnie wiosenna, w powietrzu czuć koty bzykające się, króliczki nie korzystające z króliczej antykoncepcji i ustawy zakazujące pigułki PO. Mgła zdaje się odmawiać działania wszelakiej niedostępności plemnikowo-jajecznej, tudzież wiecie, jak kto tam to robi. No może przez pączkowanie, no może przez tarcie, może tylko przez spojrzenie… wszystko zadziała. Wszelaka wilgotność zmusza do prokreacji, oraz wszelakiego wzrostu. W końcu wiosna.

Może do tej kalendarzowej zostało jeszcze trochę, może rzeczywiście nie wszystko jeszcze buzuje życiem, krokusy nadal uznawane są za zaginione, przebiśniegi nie we wszystkich miejscach wyłażą, albo znikają porwane przez Krokusowego Morderczynia. Trzyma gość w swojej zatęchłej piwniczce między pieczarkami ino same ich pręciki, a dusze krokusie więzi w butelkach po mleku – tych z PeeReLu. Co z nimi robi? Nie wiadomo…

A mgła…

… mgła mu pomaga. Płoży się i łazi. Przerzuca, przekulowuje. No robi co chce, ale to, co zobaczyłam dziś było mega. Niby jest wszędzie, niby nie można przed nią uciec. Może… a jednak pola parują, wszelaka mglistość się unosi, ale nad tym jednym lasem, dokładnie nad jego centralną częścią unosił się niesamowity mglisto-parowy smok. A może i coś smokopodobnego? Coś cudownego.

Coś, co zdarza się raz na jakiś czas.

IMG_8656

Smok nad Lasem Gustafffa był przedziwny. Z jednej strony wytłumaczalny, bo sporą górkę pokrytą jednym z najśliczniejszych lasów – jest na sprzedaż, więc uro mam 25go marca, jeśli ktoś coś i chce płacić za oną lesistość 13 tysięcy miesięcznie, to ja z chęcią przyjmę prezent leśny – przecina jeden z najbardziej malowniczych półwąwozów. Takie wiecie pęknięcie w ziemi, skaliste, pokryte nadzwyczaj niesamowitymi w kształtach skałkami. Do tego pochylone drzewka, do tego gałązki, do tego mchy i porosty, liście brzoskwiniowe i bursztynowe, które zdają się żyć w tej formie przez cały rok, no i oczywiście korzenie. Coś pięknego. Coś takiego elfickiego w pełni. Coś, co można by wykorzystać w którymś z filmów/ekranizacji książek Tolkiena.

Bez poprawek.

Kocham to miejsce, ale dojście tam przy tak wysokim poziomie wody na polach jest mało bezpieczne. Tym bardziej, gdy uświadomimy sobie, że wąwozik, przy takim wysokim poziomie wód będzie co najmniej rzeczką, a może i czymś rwącym… a jednak korci. Kurcze, no korci człowieka podreptać tam, może i utknąć w jakimś dziwnym miejscu, może i potem narobić sobie wstydu, gdy ktoś będzie musiał was koparką wykopać, ale może i zmienię się w torfowe ciało, które wylezie dopiero za kilka tysięcy lat i wiecie… jakiś wariat z przyszłości dopisze do tego mocno porąbaną historię. Może coś z ofiarą dla bogów w tytule? Może coś o miłości niespełnionej?

Może?

Dlatego dziś nie pobawiłam się ze smokiem, ale obraz tej gęstej mglistości, mlecznej, składającej się z wszelakich sił ziemi, yingów, yangów i wiecie tych tam energii, tudzież innych czarów marów newagów i tak dalej, wbił mi się w serce mocno i głęboko. Zagłębił się w duszę pazurami i czuje się tam całkiem nieźle. Ja też. Może tego właśnie mi w życiu brakowało? Smoka z mglistości? Pełnej nieustającej wilgoci, czarownej bryły, którą powinien rozwiać wiatr, a jednak nie był w stanie… może też się zapatrzył?

Może?

IMG_8663 (2)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.