Pan Tealight i Ten, który zawsze skądś wracał…

„W podartych portkach i fartuszku w kwiatuszki. Wiecie, takim żeńskim, zapinanym niczym płaszczyk, totalnie poliestrowym, nie do zdarcia. Z jednej kieszeni wystaje mu natka pietruszki, z drugiej nożyce ogrodowe… w czapeczce lekko na bakier, w gumiaczkach w kolorze wściekłego żółcienia i oczywiście z pieskiem. Spotykała go tak często. Teraz zimą miał też te wielkie rękawice, a piesek puchate buciki – pudel wiecie – no i szaliki. Mieli je takie same, niebieściutkie z frędzelkami. I obydwoje coś żuli. Nie wiedziała, czy było to coś jednakowego, takiego samego, nader podobnego, aż do złudzenia, ale jednak… Zawsze razem. Jakoś dziwnie nierozłączni.

On na nią nie szczekał, pudel też nie.

Wprost przeciwnie, pudel był całkiem nią nikle zainteresowany, on zawsze rzucał spojrzenie spod krzaczastych brwi, no i tej grzywki, która zdawała się być całością jego krótkiej w innych wymiarach fryzury. No i te uszy. Wysoki był, ale jednak uszy zdawały się dodawać mu wzrostu. Mijali się. Uśmiechali. Kiwali sobie głowami, choć co do psa, to wiecie, nie do końca tak… a potem szli w swoje strony.

Zawsze osobne.

Zawsze nie te same.

Ten, który zawsze skądś wracał. Inaczej przecież nie mógł się nazywać, nieprawdaż? No jakby miał się nazywać? Bartosz? Zygmunt? Jonasz? A pudel? Z pudlem coś było nie tak. Już nawet nie miało znaczenia to, iż od jakiś wielu lat pudel był psowatym wątpliwym jakotakim, nader sporadycznie spotykanym na ulicach i pod nimi, więc… a jednak Wiedźma Wrona Pożarta Przez Książki czuła, że coś jest nie tak z tym białym, miejscami nagim, miejscami puchatym czworonogiem. Coś nie tak bardziej, niż z tym, który trzymał drugi koniec smyczy.

Miała przeczucie.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

IMG_1585 (2)

Z cyklu przeczytane: „Zagubieni” – … koniec? A jednak i środek. Bo przecież cykl o Lacy Flint czytałam jakoś tak dziwnie. Najpierw tom pierwszy, potem czwarty, znowu pierwszy, trzeci… W końcu i drugi. Zaskakujący drugi tom. W którym właściwie sama Lacy nie pracuje. Nie, jest wyłącznie dziwnym tłem dla postępowań zaskakująco inteligentnego chłopca.

Tak, bo to opowieść o chłopcu, który wie i widzi. Który przeczuwa, którego inteligencja zawstydza dorosłych, ale który… obłożony jest też klątwą przeszłości oraz tęsknotą za matką. Tym razem to chłopiec zmaga się z mordercą, a Lacy, z tajemnicą chłopca. Chłopca – mordercy? A może tylko niewinnego świadka?

Niesamowita, inna.

Z jednej strony opowieść znanej nam kobiety, z drugiej całkiem nieznajomego chłopca. Historia przyjaźni dziecięcych i dziecięcych koszmarów, oraz miłości, która w jakiś dziwny sposób nie umie, nie może, nie potrafi rozkwitnąć. Ale przede wszystkim to ponownie pewne miasto i jego koszmary, jego sekrety i tajemnice. Jego mity i legendy. Oraz najnowszy koszmar, który odbiera życie dzieciom… odbiera życia, które tak naprawdę jeszcze nawet się nie zaczęło. To naprawdę z jednej strony wzruszająca, a z drugiej wstrząsająca opowieść… też i o rodzinie.

O tym, jaka powinna być i jaką najczęściej nie jest.

IMG_1447

Wietrznie…

Deszczowo.

No wiecie, po takiej ilości słońca i temperaturze powyżej 10 stopni, coś musiało się zmienić. Dla wyrównania szans. Mgłą płacze Wyspa… Wyglądam przez okno i nie widzę mżawki, czy rozpękniętych niebios, a raczej płaczącą mgłę. Kroplisto się złuszczającą. Mgłę, która jednak mimo to nie maleje. Nie znika. Nie odchodzi. Wprost przeciwnie, zwyczajnie się zagęszcza i jeszcze bardziej puchnie. I jeszcze bardziej tyje. I ma się dobrze, choć tak bardzo łka.

Zewnętrzność nie tylko wilgotna jest i dziwnie zimna, ale też i porywa w ramiona i pcha ku wzburzonej morskości. Chciałoby się po prostu poddać naturze i odejść z tego świata, który jakoś tak ostatnio cięższy jest i bardziej psychiczny. Z tego świata, który nawet tak mały zakątek dusi i męczy. Nie no, nawet nie chodzi o to, że wciąż się kłócą o te nazwy promów. jakby to miało jakieś znaczenie. Już nawet jakoś odpuszczam durnowate plany rozbudowy Kunstmuzeum. Jakoś tak. Chyba już nie wierzę w człowieczeństwo zdolne zrozumieć, że natura, zieleń i wszelaka czystość jest najważniejsza, bo kasą nie da się oddychać. Już nawet…

A gdyby tak dać się porwać wiatrom, może zwyczajnie odpuścić? Tylko, czy można tak po prostu przestać się martwić, przestać myśleć o wszystkim. Widzicie, nawet brak telewizji, czy unikanie gazet, nawet to już nie pomaga. Aż strach pomyśleć czy się człowiek NIE martwi, bo o tym nie wie. Jeśli to co wie doprowadza go do takiego stanu, że chce się oddać wiatrom. I pozwolić wywiać gdzieś tam na głębinę. Na tą samą, w którą wpatrywał się ostatnio. W którą tak łatwo byłoby się zagłębić i zwyczajnie nic już nie czuć.

IMG_0631

Wyspa na początku pozwala człowiekowi uwierzyć, że można. Że da się żyć bez zewnętrzności i rzeczywiście to się udaje. I naprawdę można na początku, bo w końcu zaraz po przeprowadzce masz tyle problemów, że strach się bać… z czasem człek przyzwyczaja się do onej ilości kłopotów i po prostu jest w stanie przyjąć na barki więcej. I więcej. I nagle to, co innym jawi się HYGGE – ja pierdziele wciąż mnie wkurza ta książka – staje się tylko sennym marzeniem. Ot czymś, co przechodzi z czasem, gdy wstaniesz i po prostu zaczniesz znowu oddychać.

Bo chociaż mniejszy kawałek ziemi, to jednak wiekuisty bastard Danii, tak naprawdę i coś tam pod Szwecją, tak się opisuje Wyspę. Nie no, pewno, że są one piękne mity i legendy o tym jak to bóstwo wszelakie kończąc tworzyć fiordy i piękności Północy zostało z leftoversami i tak oto ćpnęło je na środku Bałtyku. Ot romantyczna opowieść, ale jakoś nie do wszystkich trafia. Na pewno po raz pierwszy od kilku lat zaobserwowano wzrost ludnośc, nie kolejne ubytki. Tylko że… widzicie, jeżeli to tylko statystyka, to możliw iż wzięto pod uwagę tych, którzy tak naprawdę tylko kupili domy, a wcale nie mają zamiaru tutaj żyć… wcale a wcale? Cóż, jakoś jak zwykle nie wierzę w to wszystko. Jakoś tak bezwiarowa jestem strasznie.

Wyspa wydaje się wielu takim łatwym miejscem do istnienia. I serio, niektórzy odnajdują tutaj nie tylko coś innego, ale przede wszystkim prawdziwego siebie, więc… czasem niefajnie jest żyć ze sobą i lepiej wrócić do miasta, gdzie problemy innych przytłaczają własne rozterki. Proste to jak nieprostą jest budowa cepa. Serio. Sprawdźcie systematykę cepową. Sprawdźcie!!! Ale… gdy człek się zakocha na zabój w Wyspie i wytworzy oną cudowną pępowinę, to na amen i wszelkie inne pax i neapolitana, nic innego nie ma poza nią.

Kompletnie nic.

IMG_0632 (2)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.