Pan Tealight i Karmazynowy Królik…

„… z różna?

Ojeblik – mała, ucięta główka tylko szepnęła, ale cóż jej się dziwić. W końcu ile karmazynowych, żywych i żwawych królików widzieliście w życiu? A Wiedźma Wrona Pożarta widziała. Karmazynowego królika. Czerwonuśko-czerwonuśkiego. I z kokardką, wiecie, muszką raczej niebieściutką, w lakierkach, krótkich spodenkach zaprasowanych na kant… choć może dla niego to była zwyczajowa długość, skarpetkach w delikatny prążek i kamizeleczce… pod którą miał siatkową podkoszulkę, znaczy wiecie bokserkę taką. Miał też laseczkę drewnianą, rzeźbioną w królicze łapki i oczywiście melonik dopasowany do porteczków i co dziwne… rękawiczki, ale zdjęte, złożone, przerzucone przez ramię. Jak one mu nie spadały?

Tylko po pyszczku, ozdobionym ruchliwymi wąsikami i noskiem, oraz oczami niczym szpileczki na sterydach, widać było, że to królik. I to totalnie karmazynowy. I to chyba po całości, no wiecie, niektóre jego części były tak zakryte, że trudno było… nie zaglądała mu tam! Ale jakoś tak, niczym zahipnotyzowana poszła. Oczywiście, jak to z królikami bywa była i orka i herbatka z ciasteczkami, ale nie miała na nie ochoty, więc trochę go to zasmuciło. Ogólnie mówiąc Wiedźma Wrona pić też nie chciała, bo w stresie, to ona raczej nie jest jakoś tak spolegliwa, ale wprost przeciwnie… i w końcu wiecie, no zaczęła krzyczeć. Gdy chciał ją zahipnotyzować, wrzeszczała już tak, że nie tylko jej wrony się zebrały przy norce, piaszczystej, porośniętej dookoła trawami i oznaczonej wysoką brzozą pochyloną wiatrem, w którym miała pewien stosunek, przerywany… ale też i cała reszta towarzystwa, które zwykle się z nią prowadzało, ale tym razem jakoś tak na sekundę pozwolili się jej odsunąć, zamilknąć, schować za drzewkiem… myśleli, że wiecie, no musiała się sobą zająć i ten skurczybyk to wykorzystał…

Wieczorem na kolację była potrawka z królika.

Wiedźma Wrona nie jadła.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

IMG_8760 (3)

Z cyklu przeczytane: „Żałobne opaski” – … wiem. Miałam już odpuścić i odpuściłam, ale dostałam, więc przebrnęłam i utwierdziłam się w swym przekonaniu, że od tego autora na razie robię sobie przerwę. Może i dłuższą.

Bardziej dłuższą.

Bez urazy, bohaterowie nadal są super i tak dalej, cała moc też gra, ale jednak… może przestało mnie to jakoś ruszać? Może potrzebuję naprawdę przerwy? I ją sobie zrobię, a wy możecie poczytać o kolejnych przygodach bohaterów „Stop prawa” i „Cienie tożsamości”. A mają co robić. Odnaleźć artefakt, co wiąże się z naprawdę wielką przygodą.

Książka jak zwykle wydana pięknie, dopracowana w kwestii graficznie szalenie i ta słodziutka, niebieska, materiałowa zakładka, która zawsze nastraja mnie nostalgicznie! Dla wielbicieli autora must have, zresztą, przecież już to kupiliście, dla tych co chcą zacząć przygodę z tą serią… wróćcie do początku tej opowieści. Wiecie, zawsze lepiej czytać od początku! LOL

IMG_4276 (2)

Wiecie co…

No zaczęło się. One nocne otwarcia sklepów oczywiście wzmożyły co? A przestępczość. Coś, co tutaj się nie dzieje. Przypierdolenie strażnikowi w twarz… Serio? Jak wy wychowujecie te dzieci, przecież 15 lat, to wciąż bachor wredny!!! Ale przecież w dzisiejszych czasach ino się płodzi, a nie wychowuje, czyż nie? Tutaj na pewno. Jeżeli coś się dzieje, to winna jest szkoła, bo źle wychowała dziecko. Serio? Kurna ludzie. Pamiętajcie, że dzieciak jest słodką, czasem cuchnącą zabawką tylko przez pierwsze 3 latka, potem zaczyna być człowiekiem, potem dojrzewa i… ech, no tak, przecież teraz modne jest sypianie z dziećmi do kurna pełnoletniości i jeszcze karmienie ich cycem do tego czasu.

W jakich czasach ja żyję?

No nic. Oczywiście, pewno skończy się jak zwykle. Ludzie będą się bali – dorośli, a młodzi poczują się niekaralni, bo przecież biedny smarkacz. Bo jego rodzice pewno pracują i któż ma się nim zajmować, toż on rozrywek nie ma!!! CHOLERA JASNA! Rozrywek nie ma? Wiecie co robiłam jako kilkulatka bez zabawek? Łamałam patyczki, nazywałam je panopkami i bawiłam się na hałdzie piachu, przy budowie. Nie miałam sal z nie wiadomo jakimi wyciągami, wspinaczkami, kolorowymi pałacami. Ten pałac miałam w głowie – no dobra, bardziej jak smoki i podziemia, ale wiecie, dzieci są różne. A robienie pogrzebów też nie jest niczym dziwnym. Ekhm.

Nie jest!!!

IMG_8751 (4)

Coś na uśmiech.

Co prawda wszystko tak naprawdę już się zaczęło rok temu, ale teraz wiecie, ma być na ful. I wygląda to niesamowicie. Takie kwietne pasy otaczające pola. Bo przecież pól pełnych maków i bławatków i tych tam rumianków, to już nie ma. Jest Monsanto… a potem się dziwią, że pszczoły giną, nie chcą zapylać i wielce się cieszą idioci, że wymyślono sztuczne, robociopszczoły I żel mają taki, że wsio im się przyklei. Wiecie co… durni jesteście i tyle. Oczywiście, nadmierne nasycenie pola kwiatami sprowadzi mniejsze zbiory, ale potrzebujemy kwiatów. Pszczółki do pól nie przylecą ino tak na zielone, czy na suche, czy jakie tam będziecie mieli. Nie przylecą do sadów, choć te nęcą kwiatami, bo jednocześnie ktoś spryskał drzewka, coby trawki dołem nie rosły, coby coś tam innego i wiecie… dziwny ten świat jest, czyż nie?

No ale, pasma kwiatowych cudowności wzdłuż dróg, czy raczej dokładnie w pobliżu, albo i w środku, dookoła, onych rowów melioracyjnych, czy jak je tam zwą, to niesamowity widok. Wyobraźcie sobie takie miniaturowe łąki znowu obecne w życiu świata! Oby tylko nie siali czegoś, co Monsanto zmodyfikowało, bo znowu w pszczelim interesie w dupie będziemy. I to ciemnej. Co ciemna niepoprawna politycznie? A tyś jasną widział? Znaczy poza prosektorium?

Aż mnie ręce świerzbią na te zdjęcia. I na kolory i ten zapach prosty, zwyczajny, dziecięcy. Bo przecież te kwiaty tez pachną. Pachną wspomnieniami względnej normalności, gdy chłopu inny chłop w ryj dawał, gdy ten obraził jego dziewczynę. Gdy za gwałt karano, a nie upokarzano ofiarę. Cholera, dinozaury były niezłymi prawnikami, na to wychodzi. I dzieci dostawały opierdol od rodziców, gdy źle postępowały… i wiecie, od jajka tworzono z nich osobny byt, a nie mieszkającego z mamunią i tatuniem trzydziestolatka, z którym razem na koncerty jeżdżą, na golasa latają i w jednym namiocie się… no wiecie, gotują.

IMG_8751 (2)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.