Pan Tealight i Nagłe zZombienie…

„Zielona.

Serio, na dodatek w tym odcieniu zieleni, który sprawia, że przypomina ci się, co jadłeś tydzień temu, i że ten właśnie posiłek mocno ci nie przypasował… i nagle, ponieważ i ty mu nie przypadłeś do gustu, no to chce się z tobą rozstać. I to od razu. Teraz, w tej chwili, nie bacząc na to, że patrzy na ciebie spora grupa ludzi, że masz na sobie wyjściowe ciuszki, a tych welurowych bucików, to już na pewno nie doczyścisz…

Zielona była.

Niczym ona wiosenność najwcześniejsza. Wiecie, ta, która wydaje się być totalnie jadalną, najmiękciejszą, najbardziej soczysta i pełną ułudy, która zdolna jest wyleczyć właściwie wszystko. Kompletnie wszystko, dlatego gryziesz, mielesz ozorem, żujesz nie zważając na smak, nawet go nie zauważając…

Wiedźma Wrona Pożarta była zielona. Właśnie tak. Gdy doturlała się do Białego Domostwa stanowiła dziwaczną, choć mniej owłosioną, formę Grincha i to było jednak całkiem na czasie. Właściwie można by było ją dodać do wystroju wnętrza, albo zewnętrza, dorzucić kilka bombeczek, fajne buciki z wywiniętymi noskami, może jeszcze czerwoną kurteczkę i koniecznie czapeczkę z pomponikiem! Wyglądałaby niesamowicie. Wiecie, tak lekko off top, a jednak znajomo…

Zielona…

Z tego wszystkiego, to nawet nie zapytali jej, co się stało…”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

img_9183-4

Z cyklu przeczytane: „Królobójczyni” – … drugi tom. Podobno zwala na kolana okładką i rzeczywiście, coś w niej jest. Jakaś niepewność, elegancja. Magia, ale też i zwyczajność człowieczeństwa, które musi… walczyć.

„The Witch Hunter” została przyjęta z naprawdę sporym odzewem. Opowieść o Elizabeth Grey, młodziutkiej łowczyni, której życie nagle wywraca się do góry nogami nie jest może nowatorska, ale jakoś zaskakująco zaintrygowała czytelników. Z jednej strony nie do końca podobało im się czytanie o kolejnej młodziutkiej bohaterce, z drugiej… nagłe jej przejście na stronę, z którą miała walczyć, konflikt wewnętrzny, przygody, klątwy i czarownicy, wiedźmy, piraci… zaintrygowały ich. Wciągnęły. Nagle pokochali i bohaterów i specyficzny świat, przygody, postacie… dziwy i niemożliwości.

Oj tak, w tej trylogii jest wszystko i drugi tom nie odbiega od swego poprzednika. A nwet może… bardziej jest rozwinięty? Bo przecież jest miłość, walka o uczucie, ale i konflikt, który może wszystko zmienić. Mimo młodego wieku, tutaj przeszłość może zniszczyć naszą bohaterkę w mgnieniu oka. I dokonać kolejnej zmiany.

Ostatecznej…

img_0117

Nazwali ją Urd.

Znaczy właściwie jeżeli to sztorm, to, czy nie powinien być on, a to przecież ona. Jedna z Norn, czyli winimy za nejming Norwegów. Norny im podpadły? Boginie przeznaczenia… północne Mojry zsyłające koszmary nocne? Mieszanka ras, jeśli wierzyć mitom, w trzech osobach: Urd – przeznaczenia odpowiedzialnego za przeszłość, Werhandi – teraz, teraźniejszości, stawania się i Skuld – obowiązek, przyszłość, ciachu ciach. Mieszkające przy korzeniu Yggdrasila poiły go… ze studni zwanej Urd. Hmmm… czyli co? Przypadł nam Wyrd? Ona runa, która pozwala stać się wszystkiemu? Ech, zezwalanie sztormowi na to, jeśli w ogóle można mu czegokolwiek zakazać, to lekka niesubordynacja myśli. Dziwność…

A może li szaleństwo?

„Urd zwie się pierwsza, a druga Werdandi
-rytowały w drzewie – Skuld na imię trzeciej,
Postanawiały losy, zakreślały żywot,
Ludzkim istotom stwarzały przeznaczenie.”
(Wieszczba Wolwy)

Z drugiej strony, przecież nie powstrzymasz wiatru, więc zostaw na trawie przewróconą choinkę, nic jej nie będzie. Już jej nie przewrócą, a cała reszta nie ma znaczenia. Nie uciekniesz od wiatru, nawet za murem wciąż będziesz go czuł, będziesz wiedział, że on tam jest, że wali w ściany, dach i drzwi. Że chce wejść, a może… tylko odwraca twoją uwagę? Byś nie uświadomił sobie, że on tutaj już jest. Zawsze jest, ale teraz jest mocniejszy. Wlazł nie tylko między ściany, okna, drzwi i garnki. Zawinął się pomiędzy swetrami i skarpetkami. Cicho przycupnął pod pudełkami, a cząstka go wlazła w ciebie… i się tam telepie.

Bo wiatr ponad 30 km oznacza, że psychika ledwo dyszy. Niczym śnieg w szklanej kuli coś nią majta. Coś sprawia, że nie trzyma się norm i widzi i czuje więcej. Magiczna mocniej jest i dziwnie aspołeczna. Jakby wiedziała, że dziś może i gryźć i przypalać i… Podobno w niektórych miejscach wiatr to wytłumaczenie zbrodni większych i lżejszych potknięć. Wiatr to wymówka, ale i prawdziwy sprawca tego, że nie jest się do końca samym sobą. A może właśnie o to chodzi, że nie jest się samym? W ogóle? Bo wiatr włazi w człowieka, zagnieżdża się w nim i miesza.

img_9975

Ogłosili pomarańczowy alarm, więc poniedziałek mamy radosny. Niby najgorsze jeszcze przed nami, ale lepiej sprawdzić zawartość lodówki. Lepiej nie ryzykować. Jakoś tak… może i jest to nauka z przeszłości dalekiej, która przyzwyczaiła mnie do braku prądu i wszelakich produktów. Może i to tylko wspomnienie w świecie, w którym podobno jest wszystko, ale… Lepiej serio nie ryzykować. Coś do zjedzenia na zimno, coś do picia, kołdra i kocyk…

Lubię wiatr.

Pozwala wytłumaczyć każde własne, aczkolwiek wiecie, ino ono nieszkodliwe szaleństwo. Gadanie do siebie i kompulsywne zakupy przez internet. Czytanie nagle książki, której się nie lubiło i marzenie o cudach, na które tak naprawdę nie ma się ochoty. Ot taki to wiatr. Taką ma moc, gdy osiąga prędkość zdolną człowieka lekko odfrunąć. A może by tak, może pozwolić sie porwać? No wiecie, zaniesie mnie ten wiatr gdzieś tam, gdzie wielu rzeczy nie ma, a za to są inne rzeczy, a krasnoludki, to nie mit, za to jednorożce są mistrzami w wybielaniu plam ze wszelkich tkanin i robią cudowne torty, ale zawsze zdobią je rózowymi rózyczkami? Tam, gdzie słonie skaczą na trąbach, bo są takie malutkie, a ich trąby takie wielkie, no i oczywiście, tam zawsze jest śnieg w którymś miejscu. W którymś ważnym miejscu. I wiecie, grzybki tam rosną czekoladowe, a gorące źródła wypełnione są serowym fondue i obrośnięte grzankowymi krzaczkami…

No co. Wiatr nadchodzi, to się już czuje. Nie można od tego uciec i udać, że nic się nie stało. Zwyczajnie się nie da. Tutaj pogoda, to nie jakaś tam barwa powietrza na zewnątrz, ale coś, co wpływa na ciebie. Na Wyspie nie uciekniesz od natury i tak jak kręci cię pełnia, na wskroś i to boleśnie, tak też i pogmatwa cię dziwna, pozioma deszczowość, albo zwyczajowy sztorm. I choć mógłbyś się schować w jakiejś jaskini i udawać, że cię nie ma, to jednak, nie, nie uda się. Nawet jeśli otoczycie się wszelką nowoczesnością, to i tak się nie uda…

Nic z tego.

Nadchodzi wiatr…

Sztorm imieniem Urd.

img_9955

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.