Pan Tealight i Na potęgę Posępnego Wiedźmomłotu…

„Rozmawiali o tym często.

Nawet bardzo często.

Jakoś tak wiecie… no tak jak w tej chwili, przy herbacie z pierunwiejakich listków, z dodatkami, za które na pewno by ich już spętali okowami niesprawiedliwości, mocząc twarze w parze i rzucając tęskne spojrzenia na czekoladki, świąteczne ciasteczka… Przerzucali się pomysłami, nie wierzyli, wątpili, a potem wiedzieli… chyba wiedzieli? No bo wiecie, jak to jest, tak w ogóle?

Jak to jest?

Czy tylko mutacja, czy jednak potrzebne dosadne i bolesne ugryzienie pająka? Spadek po przodkach, a może specyficzna i drakońska dieta, albo wiecie, te tam lekarskie podstępki? A może coś więcej? Gwiazdka z nieba, spadające meteory łupiące w łeb, lub inne członki, albo wiecie, one członki? I czemu tylko węże, krokodyle, spidery i oczywiście nietopyrki? Czemu nie słonie i tygrysy? Chociaż, może i tacy byli… a gdyby tak Wiedźmę Wronę, to co by z tego było?

Pan Tealight to zawsze twierdził i dokumentował to, że ona byłaby żeńską wersją HeMana. Serio. Z takim wiecie, młoteczkiem i Szkieletorem u boku. Ale w jej przypadku, to raczej Szkieletor byłby ten dobry, bo napakowany gość z mieczykiem to nie wygląda jakoś tak… wiedźmowo, wiecie. Ale to ona miałaby ten no czerep, znaczy młoteczek. Znaczy wiecie, fajny młoteczek… Może i pożyczony od Thora, może i zdobiony dziwnie, może i wykorzystywany do łupania orzeszków, może…

Bo dlaczego nie?

No i ona, ona to na pewno by mogła to wszystko zrobić bez pająków, ugryzień i wszelkiego promieniowania, czy też klątwy praprzodków. Mogłaby, co nie? No mogła… tylko zwyczajnie się jej nie chciało.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

img_1107

Z cyklu przeczytane: „Pamiętnik Zuzy-Łobuzy. Szpanerskie hobby” – … no lubię. Tak wiem, nie mam 9 lat. Nie mam pojęcia dlaczego mnie śmieszy. Nie powinna według wszelakich statystyk, a jednak… Jeśli macie dziecię w wieku odpowiednim i chcecie się z nim pośmiać, dajcie szansę Zuzi! Tak po prostu! Z obrazkami!!!

Okay. Kolejny tom pamiętnika, w którym tym razem:
– mamy ospę
– nie mamy hobby
– szukamy hobby
– mamy przyjacielską bandę
– zaklinamy fletem
– jesteśmy sobą

Bo wiecie, w wieku okołodziesięcioletnim. I na plus i na minus, zwyczajnie świat jest tak bardzo pełen cudowności, ale i wstępnej dorosłości, dziecięcych wesołości… że nie można się nudzić. Nawet z ospą. Nawet…

img_0118

Żeby nie było… też miewamy problemy. Wiecie, poważne.

… sprawa niby zaczęła się zwyczajnie, wezwanie do zbyt głośnej muzyki, a potem coś poszło nie tak, mężczyzna ugodził nożem policjanta, policjant strzelił… Nie do końca wiem kiedy strzelił. Czy gdy widział, że coś leci w jego stronę, czy już krwawiąc, bynajmniej na razie wciąż jest w szpitalu. Na Wyspę od razu przyjechały służby od tak zwanych wypadków policyjnych… i jest dym. Jak coś zwie się Den Uafhængige Politiklagemyndighed, to wiadomo, że coś się święci.

Na razie na ulicy płoną świece dla zmarłego czterdziestoośmiolatka. Ciekawe, czy postawili je tam ci, którzy wciąż muszeli słuchać tych łomotów? Którzy serio mieli już dość wzywania policji, bo gość był znany z zakłócania spokoju… Czy sami nie mieliście ochoty przypierdolić kolesiowi, który puszcza zbyt głośno muzykę? No przyznajcie. Ja miałam. Jestem aż nazbytnio wrażliwa na hałas, wpadam w panikę, jestem niczym pies w okresie fajerwerków… Problemu już nie ma. Już nie trzeba pisać kolejnej petycji, by miasto coś z nim zrobiło. Problem solved…

A jednak…

Zabito człowieka.

Podejrzewam, że ze strachu. Nawet nie chcę myśleć w jakim strachu i pomieszaniu żyją współcześni gliniarze, którzy mają działać a wolno im wielkie nic. Tu pójdą – rasizm, tam wstąpią – religijne prawa… Nie dziwię się temu, co się stało, a gość, kurna, no co, na słuchawki nie było go stać? A może zwyczajnie jak większość złoczyńców w tych jebanie ugłaskanych czasach czuł się totalnie niewinny i wszelako zaszczuty przez tych, co to jego zmysłu muzycznego nie potrafili docenić?

Czy dowiemy się prawdy?

Nie interesuje mnie ona.

Wiem jedno.

Prawo to prawo i po coś kurde jest, przestrzegam go lekko paranoicznie, bo nie urodziłam się tutaj i zawsze jestem i będę na przegranym. A gliniarze… cóż, mają totalnie przesrane, szczególnie na tak maleńkim kawałeczku świata, na którym nagle zlepiono całą masę narodowości, a większość z nich wcale nie chce tutaj być. Oni chcą do Kopenhagi, a ci, co jak ja chcą spokoju i natury, mają przesrane… Bo wiecie, lepiej się nie przyznawać do kochania fred og ro. Nagle jest tylko kilka tematów bezpiecznych i to dodatkowo należy na nie odpowiadać poprawnie, według kwestionariusza…

img_0479

Klemensker

No wiecie, każdy ma swoje świąteczne jabłko. Znaczy ten domek, który postanowił być więcej, mocniej i ogólnie mówiąc… bardzo. Nasze wygląda tak i ma dużo światełków. Naprawdę dużo. Jak na standardy Wyspy moc i ponadnormalność. Czyli wiecie, fajno, że ludzie wciąż mają hobby. I że im się chce od tylu lat!!!

A na razie pomińmy demonstracje, strzelaniny i inne tam i wyjrzyjmy przez okno, bo dziś jak rzadko, było fajnie szarawo. W końcu bez słonka, bez onej przymuszalnej radości i w końcu człowiek mógł odpocząć. Jakoś tak wiecie, gdy pogoda definiuje ono „gloomy”, jakoś tak łatwiej choć pomyśleć o lenistwie. O maleńkim chociaż, a nie pędzić od razu na występ skalny, na oną betonową dróżkę, gdzie fale rozbijają się całkiem nieregularnie, a na dodatek w mokrości znowu odbija się niebo. Pewno, że to niebezpieczne, a raczej względnie mało bezpieczne, ale…

… nie mogę się oprzeć. Nie mogę tym kroplom krystalicznym, które tańczą na błękitnym betonie. Nie mogę tym diamencikom i kryształkom, czasem kamieniom księżycowym, czasem akwamarynom… nosz pierun wie czemu, choć wszystko to podobno woda. I wracam potem niczym ta łajza, całkiem mokra od góry do dołu. Bo wiecie, w drugą stronę, to jak robię wschody słońca. No zawsze mnie jakaś fala bez przypadek zje. Znaczy nadgryzie, bo przecież nie połyka…

Ech… jak to mówią święta idą. Może i do niektórych idą, ja tam sobie po pogańsku świętuję od miesiąca, bo wiecie mogę. I nie chce mi się na nic czekać i czegokolwiek się wyrzekać, bo codzienność równo w dupsko kopie, więc może się przydarzyć, że nie będzie na co, lub na przykład komu… dlatego sorry, ale prezenty otwieram od razu. No dobra, może zostawię sobie jeden na 21go. Ale tylko na wtedy. Wyłącznie… Bo tutaj ni okien nie myją, znaczy nie żeby były brudne, ale myją jak potrzeba jest, nie od święta, ni nie sprzątają wielce, ni nie gotują, ni nie przesadzają, choć do sklepów chodzą… no jak wszędzie i wszyscy, wiecie, całkiem normalnie.

A jeśli o sklepy chodzi, to świętowatości tam już niewiele znajdziecie. Serio. Trzeba się nachodzić. Ale za to jak znajdziecie, to pewno już w przecenie!!!

img_0843

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.