Pan Tealight i Poćmoki…

Wiedźma Wrona Pożarta to raczej nie świeciła.

No wiecie, niektórzy oczami potrafią, inni to cielesnością, znaczy aurą, skórą, czy czym tam, ale ona nie, no niczym… znaczy zdarzało się jej pod krzaczkiem tak wiecie przycupnąć w celu wiadomym, ale czy wtedy świeciła tak, by oświetlić sobie drogę, którą miała podążać, no chyba nie. W końcu przecież musiała podciągnąć gacie. Nie da się tak latać po Wyspie z gołą no i nie mieć z tym problemów. Wiecie ile jeżyn tutaj rośnie i innych tam kolczaków hawthornów i tak dalej, a wiecznie zieleni, a kurcze płotki na owce?

No więc nie świeciła.

Ani nie odbijała światła. Ona tak po prostu, zwyczajnie wiecie wolała w tym trybie mniej się w oczy rzucającym działać, ale poznała Poćmoki i wiecie, trochę się zmieniła. Nie na tyle, by skoczyć w farbę fluorescencyjną, ale jednak… coś w nich, w onych paseczkach, migadełkach, promienikach, mieczykach świetlnych ją zaczęło kręcić. Przyciągać całkiem niegrzecznie i grzesznie, jakby…

Może lepiej nie wnikać. Ale w dziwny sposób Poćmoki poznała dopiero po tylu latach. Widywała ich, na pewno, ale jakoś osoba, która nocami wolała śnić, a potem za dnia się nie budzić, wiecie, nie dążyła do jakichś kontaktów… one w końcu widać postanowiły to zmienić. I zmieniły. Nocą, gdy Wiedźma Wrona Pożarta wracała z bardzo wkurzającego spaceru, który miał na celu wymigać, wydisić i wywiać z niej wszelaką dzisiejszość i ludziowość wkurzająco żyjących… dorwały ją. Zamigotały jej, pokazały jak fajnie są owłosione w wielu miejscach i jak ono futerko pod muśnięciem wiatru połyskuje i jak bardzo to pomaga w życiu płciowym, bo przynajmniej wiadomo co do czego i gdzie po co wsadzić, co nie, nie wiecie, nie?

I wtedy…

I wtedy Wiedźma Wrona Pożarta, jednak robiąca one rzeczy, ale się płoniąca nie tylko na filmach dla względnie dorosłych, po raz pierwszy zaświeciła niczym pyląca peonia… I fajnie było!!!

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

img_0034

Księżyc…

Pewno, gdy był nad samym horyzontem, mocząc łapy w wodzie morza mocno niewzruszonego, to był duży. I pomarańczowy taki… ale nie załapałam się na ten widok. jakoś nazbytnio we mnie tkwi ten księżyc, który widziałam na Placu Grunwaldzkim wiele lat temu. Gigantyczny. Niczym brama nieotwarta do jakiegoś całkiem innego świata. Niczym zaproszenie, ale takie… z odpowiedzią na które zwlekasz.

Był sobie księżyc…

A teraz wiecie, no po staremu. Wieje, pada. Po kilku dniach niesamowitego słońca, który nadawał młodziankowym lasom specyficznie lawendowo-filetowy poblask, pada. I sennie cudownie jest. Wiecie, jakoś tak jakby ktoś przyszedł, utulił i pozwolił olać robotę. Jakoś tak czasem Wyspa robi i wdzięczna jej jestem za to… ale słońce wykorzystałam. I słońce i tą oną maleńką zmarzlinkę. Tę wiecie, nibyśnieżkę. Oszronienie, które oczywiście zatrzymało się tylko i wyłącznie w zagłębinach Almindingen. W cieniach, które postanowiły nie wstawać jak tak słonko wali. Nie wstawać z tych kotlinek i dolinek w końcu znowu pełnych wody i oczywiście pośród pni i grzybków. Oszronione kapelusze, dziwne kupki śnieżnej papki… kaszka taka lodowa. A do tego liście. Jeszcze nie zbutwiałe, pięknie barwne, odbijające sie w taflach wszelakiej wody.

Gdy chcesz wybrać się w dzicz, musisz wybrac raczej udeptaną ścieżkę. No chyba, że masz wodery, albo choć szczudła jakieś. Bo czasem można nieźle wdepnąć. Wiecie, w taką kupkę liściową, pod którą schowała się woda i błocko i wciąga… z miłości wciąga, wiecie, uczuciowe jest, ale jednak mało to przyjemne. Chociaż… ciągnie człowieka ku tym kolorom. Ku niesamowicie różnorodnym pniom i gałęziom, ostatnim liściom i zieleniom iglaków. Ku onym zagłębieniom wodnym odbijającym to, czego nie ma, bo tak spoglądając na nie dzień po dniu zaczynam wierzyć w ten świat nie po drugiej stronie lustra, ale ten, który żyje tylko… odbity. Tylko wtedy żyje, oddycha i śni, gdy ma coś, co może go odbić. Tak zwyczajnie, lekko pasożytniczo…

Wiecie co… pięknie jest.

img_0195-2

A w tym czasie…

A w tym czasie na plaży cisza lekka. Ostatnie wodorostowe kupki czekają na wielbicieli ekologicznego rycia w ogródkach, albo darmowego opału… Bo serio. Wiecie jak one fajnie się palą? Jak gorące są i tłuściutkie, niczym wrzucenie smalcu do ognia. Czadowe! Ale sparklują, więc uważajcie.

Na wodzie kołyszą się zgodnie wszelakiego rodzaju ptaszęta wodne. I rybitwy i kaczki i mewy. Wrony oczywiście zostają na lądzie. Znaczy wiecie, jeśli chcą, to udadzą się między fale, tam gdzie osłonięte kamyczki stoją, ale bez urazy, na brzegu dość onego smacznego tałatajstwa, nie muszą się moczyć. A reszta się buja. Na niewielkich falach. Specyficznych, bo cała morskość została podzielona na takie ruchawe i nieruchawe płaszczyzny. Oczywiście przez wodorosty. Te, które zostały w wodzie niesamowicie ją zagęszczają i wiecie, no jak w rosole… intrygująco jest!

Piasek zaprasza, by usiąść i się nie ruszać. Bo słonko grzeje. Ale dupsko od razu poinformuje was o tym, że to raczej już zimowa aura, więc nie da się usiedzieć długo. Oj nie. Zimny, północny podmuch wdziera się w każdą odkrytą szparkę i gryzie ciało. Wydobywa smarki z nosa i… inne tam takie dziwne, człowiecze symptomy wodnistości ludzkiej. No wiecie sami… Za to w porcie dziwne poruszenie. Niektórzy postanowili przeremontować diametralnie swoje nowo zakupione domostwa, więc stoi sobie domek imieniem London bez dachu, z rozwartymi oknami, z kominem podpartym i zastanawia się, co to z nim zrobią. Właściwie to ciekawe. Czy ino zrobią mu dach, czy jednak w końcu i zabiorą się za ściany? Kurcze… Strasznie wygląda tak odarty z godności dom. Niczym naga kobieta prezentowana sztabowi wyborczemu cielesnych. Smutne to, ale jest i nadzieja, że coś tak misternego, jak ten przecudny domeczek, chatka szachulcowa, no wiecie, będzie dalej żyła. Że ją wysuszą, odmalują… chociaż z tym malowaniem, to bez przesady, wciąż nie mogę odchorować przemalowania tego cudownego domku, co to wiecie, ma taki maciupci domeczek… w Saltunie. Wiecie, ten z kartek, co to był pomarańczowo-ceglasty, a kurcze teraz mdłoniebieski jest.

Ech…

Wyspa się zmienia…

img_0401

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.