Pan Tealight i Ślepa Village…

„Oczywiście, że było od groma i ciut onych miasteczek, wioseczek i osad, wszelakich siołów… siół, oraz innych tam definicyjnie zamieszkałych, ale jednak… to było jedyne w swoim rodzaju. Całkiem niewidoczne i całkiem ślepe.

Na Wyspie.

Na tej Wyspie.

A nie dość, że ślepe, to jeszcze niewidoczne takie. Niby prowadziła do niego dróżka, nie szosa, ścieżynka raczej, jedno pasemko chudej, szarawej drogi pomiędzy polami i laskiem… właściwie, jeśli nie wiedziałeś gdzie, doką i dlaczego, to po prostu myślałeś ot dojazd do pola, ot ścieżka do lasu, ot po prostu dla turystów, ot zwyczajnie… wiecie, nic ciekawego, nic prowadzącego dokądś… dokądś ważnego, istotnego, co warto szernąć na fejsa, tudzież inne nic…

A ono tam było.

Ot pięć chatynek ochylonych ku sobie. Nie tyle w kółku, co raczej tak wyciągających do siebie rączki, co raczej chcących być razem, ale nie do końca zdecydowanych. Trzy z nich stały po prawej stronie, dwie po lewej, ale nie było żadnego ryneczku, ni placyku, raczej mocniej wydeptana trawa, przywiana z wybrzeża ławka z siedziskami i oczywiście dwie żółte skrzynki na ryby. Po lewej las, po prawej las, za las i przed las, a tam mała przecinka i widok na skalną ścianę…”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

img_0482-2

Z cyklu przeczytane: „Złudzenie” – … zwyczajnie. Czasem się podobno zdarza. Czasem, a może najczęściej, uderza znienacka. A czasem… powinniście byli się domyślić. Spojrzeć głębiej, wiedzieć.

Małżeństwo Simonów zdawało się być szczęśliwe. On i ona oraz ich mała córeczka. Gdy nagle on znika, wszystko się rozsypuje niczym ten nazbytnio eksploatowany w powiedzeniach: domek z kart. Ona wyrusza, by go odnaleźć… i oczywiście wtedy się zaczyna. Wszystko pęka, trzaska, a kroczenie po rozsypanym szkle jest bardziej niż bolesne. Rani niczym lustro Królowej Śniegu.

Tak naprawdę to opowieść o związkach i zaufaniu. O pewnej ślepocie, z którą często łatwiej się żyje w małżeństwie, ale i o niespełnionych marzeniach. O rodzinie, przeszłości, która zbyt mocno nas naznacza i wybieraniu dróg, które często kończą się ścianą. Błędach, które powielamy i miłościach, za którymi często lepiej nie podążać.

Powieść dobra, można przeczytać, ale przewidywalna. Kobieca, ale… kurcze, tak bardzo chciałam, żeby zakończenie było inne. By sprawca był kimś innym, oj pewno, że mam swojego faworyta, bo gdyby to był on.. by całe to małżeństwo w rzeczywistości miało inny przebieg, by oni wszyscy… by ta Prowansja… Jedno wiem na pewno: książka przygnębia mocno. Odziera bajkowość z pozłotki, jednorożców i wszelakich tiar. Sprawia, że przestajecie wierzyć w miłość i happy endy. Niektórych wkurzą ciągłe skakania między parami, bo przecież jest ich kilka, między związkami, między postaciami skrajnymi, które zdają się być całkiem niepotrzebne, ale Link taka jest. Wsadza dużo rodzynek do swojego ciasta i czasem… jedne przytłaczają inne…

Mimo wszystko nie jest źle.

img_7254-2

Oddychać…

Tak to jest jakoś, że Wyspa jako taka pozostaje w wielu stanach skupienia: onym lotnym, wodnym, stałym, ciągnącym się, glutowatym i śluzowym. I jeszcze jest ich więcej, ale ponieważ zajmujemy się oddychaniem, więc bez zalepiania sobie onych dróg i zamalowywania skóry złotkiem. Powietrze. Lotne i wszelako czyste. Powalające i cudowne. Smaczne takie… słodkie, ale i słone, choć dziś dziwnie pieprzne też. Hmmm… kurcze, kto co gotuje? Ja rozumiem cebulę, latem czasem grill jakiś, ale pieprz? Może jeszcze papryczki, co? Oj moje kochane Tubylcy, ja całkiem Was nie poznaję…

Pachnie wszystko jesiennie tak, ale i wilgotno. Gdzieś tam z prawej dociera do mnie coś na kształt pierdu bażanta, a z góry oczywiście napierdzielają wrony, bo przecież to najlepsze miejsce by rozbić ostatnie orzeszki, co nie? A że tu pod dachme dwunóg musi pracować, to was nic a nic nie obchodzi, co nie?

Wilgotne powietrze tchnie lekko zimą. I niesie w sobie nadzieję na śnieg, na który czekam, niczym ten tam na Godota, czy innego Żyda Tułacza… bo jesień, to serio dała ciała ze światłem, a zdjęcia tej pory roku to jedna z moich ulubionych rozrywek, więc oczekuję, że zima mnie zaskoczy śnieżnie, iskrząco się i oczywiście z mocnym słońcem, które sprawi, że każda śnieżynka rozgrzeje się tysiącem tęcz… Hmmm, wiecie co, a jednak pachnie trochę lakridsem to powietrze też. A przecież od dziś koniec sezonu! Definitywny i tyle. Na amen i w ogóle. Czyżby jednak komuś brakowało cukierków? A może jednak zwyczajnie łakomstwo wzięło górę i nawet najwytrwalszy miłośnicy natury postanowili dziś zostać w domu i coś wypić?

Ale będzie śnieg, co?

img_3065

No dobra, może jesień w tym roku odwołana, ale kurcze… i tak wyjście w las jest niesamowite. Może i cała ta kolorowość się nie pojawiła, ino opadła zielonkawością na glebę, ale poszeleścić sobie można. Połazić, pomoczyć się i wpaść na jakieś podliściowe dziwy. Ech… czasem mam wrażenie, że Niemiecka Turyścizna przyjeżdża tutaj ino po to, by wysrać swoje psy…

Cisza, spokój.

W końcu powinna być gouda w sklepie.

Dziwne to wszystko.

Jak tak nagle ci ludzie znikają i znowu jest tak, jak powinno być, same znajome twarze gdziekolwiek się ruszysz i ludzie, którzy po prostu żyją. Mieszkają i wszelako tam są dość zwyczajni, chociaż sądząc po raportach policji, mają i swoje niesamowitości. I choć tutaj największą aferą jest to kto sprzeda najwięcej hindbærsnitterów… a tak, sklepy między sobą rywalizują, kto sprzedał więcej i… i właściwie nic z tego, ale wiecie, takie to fajne rozrywki! Nie klauny atakujące ludzi, nie wszelakie potwory, bo te u nas, są zwyczajne całkiem, codzienne i sympatyczne, no i wiecie, kupują mleko rodzime, wyłącznie odtłuszczone… i zawsze noszą odblaskowe kamizelki. No wiecie, żeby być widocznymi na drodze, bo one na rowerach najczęściej, a wiadomo, szczególnie w takiej szarówce, to kurcze o wypadek nietrudno!!!

Pachnie Wyspa.

Wyspa pachnie tak, że zjeść się ją chce, nawet bez posypki, lukru, czy innej tam mazi, wiecie innej tam polewki, czy wiecie no gufa! Bo Wyspa to wiele form i odcieni, wiele wszelakich szaleństw i niesamowitych niepodobieństw…

No to niuch!

img_3893

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.