Pan Tealight i Wiedźma Leżąca…

„Leżała…

Tak po prostu, całkiem płasko, wiecie poza cyckami, choć i im trochę się oklapło…

Leżała.

A on leżał obok niej. Od czasu jej ucieczki/podróży/wycieczki nie odstępował jej na krok. Zwyczjanie jakoś tak wolał nie tyle dmuchać na zimne, co nawet używać rękawiczek i szmatki gdy miał to pomacać, po spryskaniu gaśnicą. Ojeblik – mała, ucięta główka, podejrzewała, że spętał ją czymś, użył kajdan magicznych, sieci jakiejś, może i niewidocznej w tym momencie, ale… nawet nocą jej pilnował. Stał w tej całej swojej szarości przy jej łóżku i choć często go nie zauważała, to na pewno czuła i było to nader… niesubordynowane! No bo, jak tak można?

Ordnung to ordnung!

Przynajmniej dla niego.

Oj tak, Pan Tealight może i był Przedwiecznym, ale jeżeli chodzi o kobiety… nadal nie był pewien wszystkiego. A może raczej w końcu był pewnym tego, iż wie kompletnie nic? No wiecie. Zrzucił z siebie osłonki niedowierzania, wszelakie bukiety wątpliwości, czy jednak tylko dyskretne zazdrostki oszołomienia. Wolał po prostu stałe więzy, stalking i wiecie, deptanie wzajemne cieni. Nie mógł dopuścić, by znowu mu gdzieś zniknęła, więc po prostu musiał zrzucić na siebie wszelaką uciążliwość. Nawet łażenie ciągłe i męczące, te zdjęcia co krok, a czasem i co pół kroku. Te dziwne zawieszenia, gadanie do samej siebie, no i oczywiście… nosił za nią torbę!!!

Na razie tylko leżała, więc… było nieźle!”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

IMG_2904

Z cyklu przeczytane: „Akta Dresdena. Biała noc” – … cudowna! Ale się kurcze bawiłam! No nie macie pojęcia. No dobra, ta smarkula mocno mnie wkurzała, ale cała reszta – miodzio!!! Trochę nie do końca się trzymające kupy, ale miodzio!!! Po prostu miodzio!!!

Nie wiem dlaczego ten facet tak na mnie działa. Bez urazy… w magiczny sposób nie ten! W ten sposób mnie wkurza, ale magię ma wyczesaną w kosmos! I przyjaciół! I kota z psem, tudzież psa z kotem… ale cała reszta, nosz czasem bym mu przyłożyła, ale pojawia się Ramirez i już jest lepiej. Jakoś tak. Oto przykład bohatera wkurzającego, który kurcze ubogaca się przez znajomych. I jest niesamowicie dzięki nim intrygujący!

Tym razem siły ludzkie i magiczne muszą się połączyć, by zapobiec mordowaniu… wiedźm. Połączyć się niezależnie od wiary wyznawanej, poziomu społecznego i finansów. Po prostu muszą. W końcu wojna nadal trwa, a to wszystko, co dzieje się teraz, zdaje się być jej pokręconym i brutalnym elementem.

Wciągająca, niesamowita, jak zwykle pełna pomyłek, pogoni, szczekających psów, wampirów i magii opowieść. Nie czytać nie znając poprzednich tomów. Zażalenie? Mam jedno. Młodej nie trawię, ale no dobra rozumiem, za to serio… ta cała rozparawa na końcu zbytnio przypominała to, co wydarzyło się w innych tomach! Trzeba nam czegoś nowego, czegoś więcej!!!

IMG_1526 (3)

Zastanawiam się czasem, czy to wszystko, to miejsce, ta Wyspa… to prawda. No wiecie, czy to czasem nie iluzja? Coś, co umknie jak ta maciupcia, młodziutka jaszczurka wygrzewająca się przy Hestestenenach. Wiecie najpierw jest, a potem jej nie ma. Tylko mgnienie, poruszona trawa…

Czasem się zastanawiam, czy Wyspa nagle nie zniknie, bo ona jest taka śliczności, a ludzie nie są śliczności i jakoś tak dziwnym jest to, iż ona znajduje się tutaj z nami… i przecież może jej się to znudzić w końcu, czyż nie?

No może!!!

Oj wiem, że to mocno dziwne myślenie, ale gdy tak się patrzy na to wszystko, to kurcze serio takie mam wrażenia. Dziwne odczucia i gilgotki w prawym pośladku. Szczególnie, gdy złażąc z Szarej Mrówki odważam się wleźć na szosę, przebiegam ostrożnie, w końcu coś z Turyścizny może na niej szaleć, a i nas dobrze nie jeżdżą też… i włażę w dzicz. Kompletną, totalną, pełna połamanych gałęzi, wysokich krzaków i oczywiście malowniczo pochylonych gałązek. Tutaj czerwono, tam rdzawo i żółtawo, a tam znowu wciąż zielono, bo przecież lato trwa. Przebijam się przez chaszcze i w końcu jestem na ścieżce. Jednej z tych rzadko używanych, jednej z tych szalonych, krętych, pełnych korzeni, a jednocześnie będących cudownym, drobniutkim dywanik ze skrupulatnie poukładanych liści. Trochę to wszystko z jednej strony wystawne i piękne, a z drugiej, no kurcze mocno spooky!!! Ale idę. Po lewej ten dziwny, pomarańczowy domek, chyba już odstawiony na bok po sezonie. Duży ogród, a właściwie trawnik, do tego brak płotku poza garściami kamieni i drzewami formującymi jakieś dziwne, kościelne formy…

Dlaczego tędy akurat idę? Bo wiecie, dawno nie byłam przy kamieniach. Przy onych czekających. Wpatrzonych w morskość pomarszczoną… a tak, już ją widzę. Wodę. Spokojną, atłasową, ale wiecie, troszkę poruszoną, jakby przetaczającą się z boku na bok, jakby przeciągającą się, jakby… znudzona lekko, a może zwyczajnie odpoczywająca, może i na coś czekająca, może?

Taaaak… może i jest gorąco, ale to przecież w końcu musi się skończyć! Może i nie padało tak naprawdę chyba od początku roku, ale to też przejdzie, prawda? Może i wodospady wyschły… ale to się musi zmienić! Musi! Tylko kiedy?

IMG_4699 (2)

Kryzys pyrowy.

Znaczy ziemniaczany, bulwowy, no wiecie, wszelako będzie problem na Wyspie. Oczywiście, że problem to upał, dziwny upał pełen smrodliwej wilgotności… i zaraz. Zakradł się do nas jakoś tak, otumanił nas, ni wiatru ni deszczów. Serio, jest bardzo źle, ale żeby akurat dostało się biednym pyrkom? Nosz szkoda, ale na zimę nie przewidujemy czipsów, kartoflanki, klusek i innych cudów ze skrobi.

Dziś w nocy ma zacząć wiać. Ciekawe, czy będzie wiało. Może i pełnia wzmacnia to całe wianie, ale serio potrzebujemy tego przetrzepania powietrza. I oczywiście deszcz by się też zdał, ale już zadowolę się tym, co jest… i… dziwnie tak czuć wietrzysko po takim okresie wietrznej posuchy. Znowu coś uderza, słychać coś w rodzaju tępego grzmotu. W ciemności zaczyna się coś zmieniać, w domu ukrop ścian nagle ustępuje…

Oj tak, wieje!!! I wiać ma cały weekend!

A gdyby tak pójść na nocny spacer w ową mroczną, ciemną, głęboką nocność? Gdyby tak? Nie no, pewno, że to mocno szalony pomysł i ogólnie nie polecam, szczególnie jeśli na myśli macie nabrzeże czy las, bo u nas ciemność oznacza jej atawistyczną postać, ale jednak… kurcze, korci. Wyjść, pozwolić się jej otulić. Kompletnej ciemności, bo nawet ta pełnia jakaś taka przysłonięta dzisiaj. Taka niepełna. Wyjść i zniknąć. Może gdzieś na horyzoncie zamajaczy nam jakieś światełko z łodzi, która postanowiła uniknąć większych fal… może, ale co jeżeli nie? Czy można wytrzymać tylko ze sobą w samej ciemności? Czy można, tak po prostu?

Jeżeli tak, to tylko tutaj. Nawet bez zimowych pyr i ogórków małosolnych. Tylko i wyłącznie tutaj!

IMG_2043 (2)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.