Pan Tealight i Folkemodet…

„Zjechali się ludzie na Wyspę w ilości nadmiernie przytłaczającej, więc Wiedźma Wrona Pożarta przeszła w stan permanentnego maskowania. Nie dość, że ubierała się na czarno, to akurat jak zwykle, to jeszcze maziała sie po ryju taką ciapają, która nie dość, że kolorowała, to na dodatek jeszcze woniała odpowiednio, więc nawet jak ktoś ją zauważył, to wiecie… wolał się nie zbliżać. I dobrze, o to w końcu jej chodziło!!! Odsunąć od siebie ludzi! W końcu Tubylcy wiedzieli, że lepiej się do niej nie zbliżać, bo jak nie rzuci jadem z oczu – łatwiejsze, to się rozryczy, a z rycząca babą, to kurna pierun i tak wie co robić, więc…

Do Pana Tealighta przybyli goście. Załapali się na kurs Kopciuszkiem Wikińskim, bo w końcu jak politycy mogą, to dlaczego nie Przedwieczni? Wiecie, za darmo się znaczy. No, może trochę pokombinowali magicznie, nastraszyli co po niektórych. Lekko zmusztrowali, coś tam powiedzieli, coś podźwięczeli, coś… nakłamali. Coś. No wiecie, tak jak tylko oni potrafią, z tym spojrzniem: my wiemy wszystko, kompletnie wszystko, co było, co jest, co będzie i gdzie schowałeś te zdjęcia z wakacyjnej bibki, no i ten tatuaż, który starasz się usunąć…

Wyspa była zatłoczona, na szczęście tylko w swojej północnej części, więc jakoś tak, zwyczajnie, Wiedźmie udawało się przemykać i przenikać te wszelkie welony równoległych światów. Na szczęście ten po prawej, wiecie, tu za tym domkiem białym, z ciemniejszym piętrem i suchą brzozą przed oknami, no tu zaraz za tym kawałkiem ziemi, co się jej widzi idealnym na sad jabłoniowo-czereśniowy… jest Świat Wszelkich Pustek i Zwyczajnej Ciszy. I na jej szczęście, udało się jej dostać w nim pełne obywatelstwo! Tak wiecie, jakby się tam urodziła. No uznali, że ponieważ ten świat w rzeczywistości jest Wyspą, choć nie do końca, ale nią jest, i wyłącznie stąd można się do niego dostać, a i, a może przede wszystkim Pani Wyspy uwielbia w nim suszyć swoje owoce, więc… znajdzie się i miejsce dla niej.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

IMG_8341

Z cyklu przeczytane: „Czarodzicielstwo” – … o chciwości. Opowieść o kompleksie boga i wszelakim innych „uszczęśliwianiu”. Wiecie, o tym, że sie niektórym w głowach rodzi, iz wiedzą lepiej, więc zmienią świat, zaprowadzą swój porządek…

… zabiją innych myślenia.

Oto opowieść o dziecku, które nie mogło nim być. O dorastaniu przepełnionym nadmierną rodzicielskością, nawet jeżeli mówimy o lasce, ale… tak to już jest z ósmymi synami ósmych synów, czyż nie? No mają trochę przerąbane. Wolna magia i te sprawy, wszelakie możliwości… i całkowite niezrozumienie.

Jak zwykle pasjonująca, tym razem w roli głównej występują magowie, więc i Rincewind! A co! Jest i Bibliotekarz, stały element wystroju Niewidzialnego Uniwersytetu, magia, wszelaka rozpusta mocy i wstydliwe pragnienia.

A Wy co byście zrobili, gdybyście mogli wszystko? Nie chcielibyście zmienić życia i innym, aczkolwiek bez pytania? Czy zapomnielibyście, że ludzie często lubią to, co mają, choć Wam zdaje się to ino śmieciem?

IMG_2795

I połowa czerwca!!!

Jak to się stało? A pierun wie, ostatnio godziny mijają jak sekundy, a sekundy… przestały istnieć. Czas zapierdziela i mimo tych jasnych nocy, jakoś tak człowiek nagle się orientuje, że połowa roku za nim, a on wciąż w papciach w Mikołaje. Ale z drugiej strony, no czemu nie? co złego w całorocznym świętowaniu… Świąt? LOL

Czerwiec jak czerwiec, jedno wiadomo… gorąco. Serio. Ciepło bardzo, słonecznie, wietrznie trochę. Opalić się można w kilka chwil i zakończyć dzień w maślance. Chociaż jeśli chodzi o maślankękoldskål, to polecam lody. Nie wiem jak oni to robią, a raczej postanowiłam uznać to za magię, ale smakuje jak sernik!!! Serio, jak sernik. Ale taki z kruchym spodem, pełen przypraw, drobiny czegoś cytrusowego, jakichś ziołowych machnięć, jak słoneczny wieczór, który jednak nie rosi czoła potem, a pozwala na zakutanie się w kocyk i przycięcie komara. W tych lodach jest coś tak dziwnie mlecznego, a jednocześnie lekkiego. Bo wiecie, to już nie tłustości, ale wciąż jeszcze ten dziwny, bezpieczny, atawistycznie znajomy odcień śmietany. Takiej milusiej, żółtawej, mocnej i mało płynnej. Gęstej, zapowiadającej nie tylko pieczenie, ale i smażenie…

Czterolatek potrącił sarnę?

A tak, oto wieści z pierwszych stron gazet! ŁAŁ!!! Oto i niesamowite doniesienie z duńskich dróg. No dobra, dokładnie wiejskiej ścieżki, którą podążał czteroletni kierowca, pod wpływem cukrów i przetworów mlecznych… ale bez przesady, nie fermentowany, podążał w swoim elektrycznym autku z prędkością zawrotną, jak dla niego… i wpadł na świeżutką, dopiero co narodzoną sarenkę. Policja nie ma pojęcia w jaki sposób ukarać go za mało ostrożną jazdę. No i wiecie, bez prawka! Niby byli rodzice, niby mama sarna do dziecięcia wróciła, ale…

… jak karać?

Bo wiecie, w lesie też trzeba zachować ostrożność. A w kraju, w którym sorry, ale większość pije i jedzie, no te kary winny być raczej widoczne!!!

IMG_2779

Folkemodet się zakończył.

Poza wszelakimi dziwnościami, należy zauważyć, iż Wyspa się wyludniła. Znaczy, nie że oni wszyscy wyjechali, no wyjechali, ale nie o to chodzi… w ten pokręcony sposób z okazji zjadu folków, wszyscy jakoś przenieśli się na północ Wyspy, więc cała reszta była dziwnie spokojna i pusta. No serio! Wczoraj w Gudhjem były wolne miejsca parkingowe!!! Aż dziwne, niespotykane, pokręcone to wszystko…

Oczywiście jak to na Wyspie, i tutaj mieliście wybór. Ekkodalen reklamowało się właśnie w taki sposób: wszyscy na północy, więc jeśli nie chcecie tłoków, chodźcie do nas. Do Doliny Echa, gdzie cisza, spokój, krowy jedzą trawkę, skały się zielenią, lesistości powalają malowniczością. Wdrapujecie się na ścianę doliny i nagle świat się zmienia. Prastarość zderza się z nowoczesnością, coś w zakątkach Gamleborga szepcze. Nie do końca namoknięta ściółka łka wąskim strumyczkiem. A Kamienne Trolle śpią i śnią. Może właśnie nas…

Drzewa, odziane w owe fosforyzujące mchy, wyglądają jak łapy smoków. Aż się człowiek boi spojrzeć do góry, bo może… może jeden z nich właśnie wylądował, a my to ino mrówki, na które całkiem nie zwracają uwagi. Chociaż, jeśli mówimy o mrówkach, to kurna, ale my mamy mrowiska! No jak kupa takiego smoka, powiem Wam, że tak w rozmiarze porażają. Wysokie, kopułowate, lekko spiczasto czasem sklepione. Wielkie! Niczym mały samochód, ruchliwe o tej porze bardzo. Lepiej nie stać zbyt długo i zbyt blisko, ale jeśli macie jakieś kości do oczyszczenia, to proszę bardzo, spokojnie się nie krępujcie!!! Mróweczki pracują tak na prawdę 24 na dobę!

A może Teneryfa?

Uruchomiono przelot bezpośredni, ale dla mnie to serio zdrada! Na jakiego Wam jakieś inne wyspy?!!! To po prostu jak bzykanie innej, gdy pod bokiem ma się rajcowną, inteligentną, zieloniutką i spokojną, czystą i piękną… żonę!!!

IMG_8153

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.