Pan Tealight i Biesy w Maszynie…

Deusy się skończyły…

Nie można ich było nigdzie dostać, a nawet nigdzie spotkać. Po prawdzie nie do końca wiadomo jak one powstawały: rodziły się, pleniły, ulęgałkowały na drzewach i krzakach, wykrztusiwały się z jamy jakiegoś potwora, który miał wiecie, problem z zatokami, z łona wielce zwiastowanego, tudzieź z pryszcza na dupsku wieloryba. Wiele było teorii. Nikt nie widział, chociaż pewnikiem Pan Tealight tylko udawał, że nie wie. Wiecie, z nim to tak zawsze. Trzyma to wszystko w sobie, nie wypuszcza, a potem jak co do czego to… BUUUUM! No wiecie…

A jednak bez deusów kurcze trudno się robiło te wszystkie teatrzyki w podziemiach. Pośród połyskujących mchów, zbyt wielu statystów i wszystkich serdecznych zaciekawionych, którzy wydali garść koron, by coś zobaczyć. Wiedźma Wrona Pożarta oczywiście miała pomysł i zapytała biesy, czy byłyby zainteresowane… były. Problem w tym, że nie do końca się do tego wszystkiego nadawały.

Po pierwsze biesy były bardziej włochate i ich kłaczki wkręcały się w wirówki, śrubeczki i inne, mniej identyfikowalne trybiki. Po drugie miały problem z nietrzymaniem moczu na miejscu, a po trzecie… cóż, one zwyczajnie były aż nadmiernie wystrzałowe. Nadmiernie chętne do pracy i ogólnie nadgorliwe! I jakoś tak nie chciały z niej wychodzić. Dobra, robiły dźwięki, zgadza się biedny wybraniec zwalał się na scenę i kończył akcję z wybuchami i dziewicami, ale… widzicie, one nie kończyły!”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

IMG_0277

Z cyklu przeczytane: „Komornik” – … nie. A tak bardzo się napaliłam na tę książkę. Nie macie pojęcia jak bardzo. No bo koniec świata, cała ta apokalipsa, która się Bogu mocno spierniczyła i koleś – heros. Ale… ech nie.

Nie sięgnę po kolejną część.

Oto jest apokalipsa. Aniołowie mordują nieźle, chociaż dziwnie miło. Ogólnie mówiąc wychodzi na to, że są… idiotami. I jest on. Nasz bohater, który przyjmuje posadę komornika, bo w końcu coś robić trzeba, a i przecież jakie miał inne wyjście, gdy stało się TO… gdy to zobaczył.

Świat w rozsypce, ruiny, wszelakie niedobitki.

IMG_0707

Ale tak to bywa przy apokalipsie, czyż nie? Pewno. Najpierw nikt nie wierzył, że to koniec, że naprawdę… a teraz to już trochę poniewczasie. Co nie znaczy, że niedobitki nie będą próbować. Będą… w końću człowiek jednak przypomina karalucha, czyż nie? Wystarczą relikwie, więcej klęczenia, a może… magia?

IMG_0708 (3)

Problem?

Cóż… bohatera znielubiłam od samego początku, bo był tak dziwnie kalkowaty.  No nic w sobie nie miał nowego. Czegoś, coby sprawiło, że odcinałby się od innych. Najpierw biegał, potem przez większość stron skakał, bił się, przeżywał… wiecie, on mało śmiertelny jest, więc ma z góry. Do tego te anioły, którym chce się przypier… Ile można tak tylko patrzeć jak on kogoś napier… No, może niektórzy tak lubią, ja chyba jednak potrzebuję więcej treści i sensu. Czegoś więcej zwyczajnie. I trochę innego języka. Kurcze, ależ ze mnie wymagający czytelnik!

IMG_0706 (2)

Jasno…

Kurde, ale jest jasno.

Zamykasz oczy, a tu jasno, wszystko wyłączone, a wciąż jasno… Jasno jak… w no tej no, ech, nie wiem no jasno. Noc oznacza jasno, ale takie przez ciemne okulary, wiecie, wiesz że jasno, wiesz że to cię wkurza, ale jednak starasz się to przetrwać. No bo niby jakie masz inne wyjście? Nie da się tego wyłączyć, nawet za zasłonami wiesz, że ta jasność wciąż tam jest. Ptakom się miesza pod kopułkami, rzuciły się na moje sadzoneczki choinek, wredne latawice. Nie no… pewno, że łatwiej znaleźć coś smacznego w miękkiej wilgotnej ziemi, niż zapierdalać na pole, ale co tam, po co się poświęcać dla rodziny? Lepiej wyżreć moje piękne, centymetrowe choineczki!

Wkurzające solsorty!

Jest gorąco.

Strasznie gorąco nawet. Gdyby nie ten lekki wiaterek, bryza cudownej wilgotności, to słonko jak nic by na wypaliło na wiórki. A głupio by tak było się sfajczyć przez tym cyrkiem zwanym Folkemodetem! Powiem Wam, że Allinge to oblepili kablami. Wszędzie jakieś gniazdka, a drzewka mają WIFI. No ja nie wiem jak oni z tym wszystkim zdążą, ale na razie wszelkie roboty drogowe wstrzymano. Drogi w tamtym rejonie już użyteczne, aczkolwiek powiem Wam, że warstwa kurzu na oknach i ścianach kamieniczek i domków jest ogromna. Gruba niczym kożuszek Rosjanina… wiecie, takiego z brodą i saniami… no prawie Died Moroz! Wszystko wygląda dziwnie poszarzale. Zwyczajowe kolorki zdają sie być posmutniałe i zamyślone… czekają na deszcz jak nic, no i na kogoś, kto umyje ścianom okna!!! W końcu Folkemoded to jednak święto, czyż nie?

Policja w pogotowiu.

Burmistrz Wyspy też… szczególnie po ostatnich problemach z Rosjanami. Coś serio nazbyt nad nami latają, a na dodatek przyjeżdżają na Wyspę, bo podobno to ONI MAJĄ tutaj jakieś świętowania? Tubylcom krew zawrzała, co przy tych temperaturach nie było trudne, ale… Winni nie pojawiła się na świętowaniu Rosjan. Jakie będą konsekwencje tego, pierun wie, ale Rosjanie ogólnie trudni są w temacie II wojny światowej. Wystarczy spojrzeć na historię Polski.

IMG_0173

Wspominałam już, że gorąco?

Zieleń bucha i pufuje, a na dodatek kwitną te krzaki, co to tak strasznie śmierdzą. Wiecie, małe, białe kwiatuszki, zebrane w takie kupeczki… aromat przypomina stare skarpety, stojące, zmieszane z moczem po szparagach i pierdem po bigosie. Serio… taki ze mnie kurna koneser!!!

Susza miażdży wszystko, ale co do deszczu, zdania są podzielone. Raczej go nie będzie, ale jednak wiecie, niektórzy mają nadzieję. W końcu już mamy czerwiec, a to oznacza wzrost zmotoryzowanych na drogach. I to tych, co jeżdżą pieruńsko wolno!  Jakby im się wydawało, że poruszają się po trasie widokowej, z maksymalną prędkością 20 kilosków na godzinę! A przecież tak nie jest. Po prawej stronie przekwitnięty czosnek niedźwiedzi, po lewej kwiaty Królowej… margarytki oczywiście. Środkiem zaś ponownie gnają motocykliści. Kurcze… czemu tak głośno?

Przy drodze już można nabyć pierwsze tegoroczne cuda. Oczywiście stoją obok fantazyjnie zapakowanych przetworów. O czym mówię? No o ziemniaczkach. Maleńkie skurczybyki, ale cudownie smaczne i takie niewinne, a jednak spragnione wrzątku i odrobiny masełka. Może i koperku, no jak kto woli! Ciekawe, czy w ogóle zdarzą się jeszcze jakieś nowalijki przy tym całym przesuszeniu i oczywiście żertych zwierzakach. Po kiego tu siać i sadzić, gdy one i tak wszystko zeżrą? A na dodatek kurde… jasno.

Tęsknię za normalną nocą.

IMG_0170

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.