Pan Tealight i było tak…

„No serio tak było, przysięgam jak bum cyk cyk i wszelakie tam… patrzcie, nawet nie krzyżuję palców, ni nóg, czy innych kończyn i wcale, a wcale jelit, czy czegoś tam! Zresztą, nie czepiajmy się szczegółów, że nie mam, czy coś? No bez urazy! Promise!!! Tak było i nic tego nie zmieni. Nie chodzi nawet o to, że każdy może widzieć jedną sprawę z różnych stron, no wiecie, jak w tej przypowiesci o słoniu i trzech ślepcach, co go obrzydliwie molestują seksualnie łapiąc za to i tamto. Serio, kto pozwala na to, by białasy molestowali biednego zwierzaka?

Czy to jakieś nowe porządki, czy co? Bo widzicie, wcale się w tym nie potrafię odnaleźć… a jak się gubię, to wyzywają mnie od dziwadeł, rasistów, ksenonów, balonów i wirników, czy czego tam… hamujących cywilizację, lub coś w ten deseń. Nie dają czasu na przystosowanie, rażą w oczy i dziobią, a jednak przysięgam, że właśnie tak było. Nie inaczej, nie bardziej podłużnie, poprzecznie, czy też mniej kolorowo, tudzież bardziej zapachowo, a może…

Armia Krokusów podeszła pod Białe Domostwo i zapowiedziała zmiany w zarządzie, oraz wszelkie przejęcie mienia!!! A ja, Ojeblik – mała ucięta główka, postanowiłam naprawdę wziąć to wszystko w swoije ręce. Znaczy metaforycznie, no niech Wam będzie, żeby nie było, że nie jestem dosłowna! Że też pełnoczłonkowi mają takie dziwne zacięcie ku dosłowności. A jak mówię, że śmierdzisz, to niby, że nic, że jesteś urażony, lub nawet gorzej? Że nie rozumiem, bo nie mam nawet szyi? I co z tego, wielkie mi osiągnięcie, mieć dupę!!!

Armia Krokusów natarła nocą. Musiały się podkraść wredne parazyty, gdy wszyscy spaliśmy… nie ma innego wytłumaczenia. Podkradły się ziemią, zakorzeniły i wypuściły owe swoje purpurowe kieliszki, fioletowe i wrzosowe i białe, jakby nie były do końca zdecydowane, a może jednak tylko były nieprzekonane, czy fiolet to dobry wybór? Kto je tam wie. One w końcu porozumiewają się pyłkowo. Piszą w powietrzu i musisz czytać na wdechu, inaczej się nie… jak kichniesz po ptokach. A oni co? Nic! Mówię Wam, nic kompletnie. Wiedźma Wrona Pożarta leży pośród nich i choć ją telepie, nie wierzy w siebie i zwyczajnie stara się je spamiętać, a Szary Długi, Pan Tealight się znaczy, usiadł nad rzeką i spokojnie żłopał swoją kawę głaszcząc Wilkołaczka. Ślepi i dziwnie rozleniwieni… wiedziałam, że od nich pomocy nie zdobędę…”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

IMG_4741

Z cyklu przeczytane: „Nad rzeką marzeń” – … nowa autorka, ale nie nowe opowieści. Ot po prostu cos o ludziach i dla ludzi z lekką nutką duchowości. Może nawet i paranormalności. A może tylko z ową iskra człowieczeństwa, która nie boi się powiedzieć: „wiem”.

Oto one dwie. Jedna zaczyna tak naprawdę życie, druga uważa, że czas na zmianę i odpoczynek. Matka i córka oraz całkiem nowe miejsce. Bliskość ludzi i natury, mierzenie się ze starymi demonami i zwyczajną codziennościa. Grace i Margaret rozpoczynają nową przygodę. Tylko, czy im sie uda? I w ogóle dlaczego się na to zdecydowały?

Opowieść typowo obyczajowa. Sympatyczna, pełna owych „ciepłych” ludzi, ale i tajemnic, które wyłażą wtedy, gdy się ich najmniej spodziewamy. Lekko spisana, pełna dialogów, niestety nie skrząca się opisami przyrody, a przecież Smoky Mountains podobno sa piękne? Szkoda… Raczej dla wielbicielek happy endów i przewidywalnych treści. Kolejna opowieść o niby innych rejonach, a przecież wciąż takich samych ludziach.

IMG_6840

Mała Wyspa, pewno nudna…

Wielu tak myśli. Moim zdaniem smartfony i internety są nudne, ale wiecie, to w końcu moja opinia. Tej samej, która kilka dni temu odnalazła dziwne miejsca w owej nudnej dziczy. Jeszcze owe małe wodne zameczki to pikuś, serio, nawet te malownicze bagniska, owe kobaltowe oczka, które gdy okrążacie zmieniają barwę na prawie złotą, pikuś. Owe huby wielkie na prawie przepołowionych brzozach, a co tam, tudzież dziwne, barwne sznurków plecionki na płocie… baja, tyż nic. Trzciny i bazie, pałki wodne dmuchające maciupkimi samolocikami, które to albo mami cię i prowadzą w kałużę, albo też zwyczajnie się czepiają, licząc na darmową podwózkę. Nic to. Ni trele ptasie, ni krogulec na drzewie, siedzący tam przez wiele godzin, jakby kurcze policjanci go wynajęli, by im może auta zliczał, a może obsrywać miał co trzeci, albo lepiej, focił tych przekraczających prędkość i potem sam, na własnych skrzydłach zanosił im fotki… No nic to. Nawet te pączki i kwiecia zaskakujące, to też nic. Wrony, które tutaj, gdy głodne, a nic im się nie chce, urządzają sobie na twych dachówkach taniec w drewnianych sabotach… nic to. A może owe dziwne katakumby? Nie no, nie mówię o kamiennych grobowcach i ruinach, a o owych zaskakujących ziemnych niby bunkrach, które udało mi się odkryć ostatnio na południe od naszej twierdzy.

Takie wiecie, spore nasypy, ale widać, że ręką ludzką robione, no znaczy wiecie, maszynowo miałam na myśli. A w tym nasypie trzy drzwi… 1A, 2A, 3A. Macam je, opukuję, na szczęście nikt nie otwiera. Oj pewno, że są zamknięte od zewnątrz, że kłódki na nich wiszą całkiem nowe, ale wiecie co, jakoś tak czuję, iż tak naprawdę otwierają się od środka. I coś tam za nimi się rusza…

Ogólnie mówiąc, niczego nie można być pewnym. Przecież coś w tych bunkrach musi siedzieć. Może to jakieś fajne potwory? A może zapasy na zimę stulecia? Czy jednak ktoś, kogo naprawdę nie chcecie zobaczyć? Kurcze, tyle się w głowie kotłuje… może w rzeczywistości to dziwne wejścia do podziemnej kopalni? Wiecie, prawdziwej, krasnoludowej takiej, w której ino niscy, muskularni goście z brodami i kobiety też, bo w brodach podobno oni mają równouprawnienie, oczywiście z toporami i tak dalej, no i coś, tudzież, czegoś tam szukają… Kurcze, muszę tam kiedyś zajrzeć. Może ciemną nocą jakąś, gdy w drzwi innym łomocą, a ja bez snu i w dłoni mej wiecie, ta broń i staję u drzwi ichnich i łubuduuuuu!!!

IMG_0219

Wszystko na Wyspie to taka podstawa do bajki. Facet, który właśnie stanął mi nad łbem to jak nic smok. I to ten z tych cuchnących i kopcących… oj tak, Kopenhawka se zjechała na Wyspę. Wiecie, taka wersja duńska Warszawki. Głośni, wielce tam księciowie i księciopanny i jeszcze ich mateczki i tatusiowie. Wrzeszczące dzieciaki, dziwacznie milczące, gdy przechodzą, pary… wielość ludzi, mnogość, tłoczność… jakby nagle atakowali nas orkowie w wielce tam ometkowanych szatkach. Boję się. Serio… to tak jakby Hunowie najeżdżali, czy wiecie, rodzina na święta, taka całkiem niezapowiedziana i mocno skąpo chciana…

No nic tam, bunkry się skończyły, taplanie sie w błocku dookoła Hammershusa raczej jeszcze nie. Nie mam pojęcia po kiego oni przenoszą i budują od nowa te cał utensylia: muzeum, stoiska, kawiarnię i kibelki. Co? Złe były? Uwielbiałam je przecież. A te kibelki, nosz cudne i spore, można się było doprawdy skupić. Ale nie. lepiej rozpieprzyć i wydać czyjeśtam pieniądze. Ogólnie mówiąc, nie wybierajcie tej drogi, no chyba że serio musicie. Raczej mocno depresyjna…

Aaaa!!! W końcu krzaki zaczynają kwitnąć… dokładniej to cudowne mirabelki. Piękne te kwiatuszki, maluńkie i jeszcze całkiem pojedyncze, ale urzekają. Niczym śnieg. W końcu może słonko wali, ale jednak przecież całkiem zimny wiatr i havgus na horyzoncie, lekko mrozi dupki. Turyścizna nie może się zdecydować, czy zdjąć kurtkę, czy jednak nie rezygnować z rękawiczek? Tacy oni niezdecydowani i prawie każdy trzyma w łapach wielkiego loda. I udaje, że go zjada. Połowa nie sprosta temu zadaniu, ale przecież nadzieję trzeba mieć, co nie?

Wiosna…

Ciekawe co przyniesie?

Deszcz, czy jednak żar przedwczesny? Kwitnienie wszelakie, czy jednak wyłącznie kichania, anginy i wszelakie alergie? Kto tam może to wiedzieć? Kto przewidzi? Czy na scenie jest jakiś jasnowidz? A może kilku? Bo się chciałam przy okazji tez spytać o numery w totka duńskiego. No co, no? Maszynka stoi obok przetartej na czysto, szklanej wystawki ze świeżymi ciastkami i pieczywem, powiem wam, że to koszmarny wybór. Czy zadecydowac o swoim bogactwie, czy jednak ino zatopić się we wszelakiej słodkości? Ten aromat bułeczek, słodkie marcepanowe coś, budyniowe gnieciuchy, czy jednak mała karteczka z numerkami? Coś namacalnego…

… czy nadzieja?

IMG_4855 (2)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.