Sacrum Pożartej Przez Książki…

Podobno istnieje i sacrum i profanum.

Uczą, że jedno nie może istnieć bez drugiego, jak jing i jang, jak dobro i zło… czerń i biel, uzupełniają się. Dopełniają. Łączą jak jakieś mistyczne puzzle, dokładnie dopasowując jedno do drugiego…

Moje profanum chyba gdzieś się zagubiło.

W tym dziwnym świecie, w objęciach Spisu Książkowej Ludności, jakoś tak wszystko jest aż nadmiernie święte… A może to przez ten „Czaropis”. Przez te magiczne słowa splecione z czarów, pragnienia kształtowania i popełniania błędów… Mocy przepowiedni i chłopca, który jest w stanie tak łatwo wszystko zniszczyć, choć tak bardzo, gdzieś w głębi,  pragnie być tym, który tworzy. Tak bardzo wierzy w to, iż powinien być kimś innym, że to co mu się przydarzyło, jest tylko kosmiczną pomyłką.

Jak dla mnie, autor – Blake Charlton – tworzy świetną epopeję, bo „Czaropis” to początek. Ale i jemu przydałby się jakiś indeks, słownik, czy coś w ten deseń, bo się gubię w mocach magnusa i numenosa, konstruktów i czarów, światów i ras… Ale książkę jak najbardziej polecam.

Polecam tym, którzy uwielbiają bardziej skomplikowaną fantasy, pełną magii, politycznych utarczek, dziwów, niespodzianek i przepowiedni.

Wymagającą.

Moje nagrody z nakanapie.pl. Fajnie, że doszły… jakoś potrzebuję teraz stanu rozpieszczania, dopieszczania i tylko dobrych wiadomości. Jakoś się… rozpływam i tracę grunt, który z takim trudem starałam się dolepić do stóp. A może pleców. Czy ja stoję czy lecę? Może tak naprawdę unoszę się w bezmiarze bezmiarów… błądzę po światach, nie jestem w stanie definiować tego co nierzeczywiste… to co rzeczywiste gdzieś mi chyba umknęło.

A może go nie zauważyłam?

Świata?

Światów?

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz