Pan Tealight z wizytą…

„Pan Tealight po raz pierwszy był z wizytą u Pożartej Przez Książki. Zwyczajowo nie opuszczał „Sklepiku z Niepotrzebnymi” pod żadnym mniej poważnym powodem, ale tym razem odczuwał zaniepokojenie. Silne i uparte, prawie tak, jak towarzysząca mu upierdliwa, odcięta główka. Zawsze mądrzejsza od wszystkiego, co go otaczało i tego, co miał w sobie… a zawsze uważał, że było tego wiele…

Oczywiście miał przy sobie dzwonek, ale nie sądził, iż potrafi nim poruszyć. Nie w tym domu, nie pośród tych wszystkich książek. Bał się ich. Te wszystkie strony i okładki zaczynały go dusić. A Pan Tealight nigdy niczego się nie bał, tak naprawdę… Brakowało mu innych przedmiotów. Czegoś co nie jest stołem zrobionym z książek, co nie jest łóżkiem zrobionym z książek, co nie jest ścianą, która jest książką. Nie rozumiał tego uczucia, bo kochał książki, czytał zawsze dużo, ale w tym miejscu, w tej świątyni, wiedział, że to nie Pożarta Przez Książki jest nią w rzeczywistości. Tutaj każdego trawiły wspomnienia czytania…

Wyżerały każdą inną myśl, która nie była związana z książkami. Jakby nie istniało nic innego poza nimi. Jakby były i Bogiem i Wyznawcą. Katem i Nagradzającym. Miłosiernym i Mściwym…

WSZECHŚWIATEM

A ona nawet nie zwracała na niego uwagi. Nawet nie spytała się po co mu dzwonek?

Czytała… jak zwykle.

Czytała cały świat.

A on był tylko początkiem.

Nawet nie zauważył, jak zaczęła go czytać… zorientował się za późno. Tak jakoś śmiało i bez żadnej przestrogi, nie uprzedzając, że coś może się stać… i choć nic się nie stało, tak naprawdę Pan Tealight po raz pierwszy poczuł, iż z czymś może sobie nie poradzić. I wiedział, że UciętaŚcięta też nie czuje sie pewnie, a to przerażało go do wszelkich granic. Nieważne, że w dłoniach trzymała „Czaropis”, wiedział, iż tak naprawdę… czyta wszystko! Ale nie podejrzewał, że może przeczytać i jego… to zdawało się być niemożliwe dla nikogo, nawet jego samego. Nawet Wszechmogącego, jeżeli takowy istaniał… oczywiście poza nim samym.”

PS. „Mariola, moje krople!” dotarła, a recenzja „Wergeld królów” gotowa.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz