Pan Tealight i I Nic Się Nie Działo…

„Właściwie to… serio kompletnie nic. Napchali się wszyscy kamieni, by nie polecieć w Sztormowej Nawałnicy i patrzyli jak spragniona Większych Doznań (przelecenia, przewiania i wietrznej emancypacji) Wiedźma Wrona Pożarta Przez Książki przycinała ostatni krzaczek róży. Znaczy nie, że on był ostatni, ale do późna kwitł, a przymrozki zapowiadali, no i tak jakoś… Wiedźma po prostu musiała się sztachnąć wietrznością. Nie przeraziło ją nawet, gdy wychodząc zza rogu Chatki złapała przelatującą doniczkę rozmarynu. Wcale a wcale jej to nawet nie zdziwiło. Potem jeszcze była ta turlająca się lampka, ale z tą już nie było tak łatwo. Dół był, daszek też, ale kabłączka, co powinien je łączyć już nie dojrzała… Cóż, wiatr był, wiatr pożarł, wiatr w końcu strawi i wypluje. Tylko… głupio tak tego szukać…

No wiało.

Znowu wiało, a to oznaczało nudę wielu bytów Białego Domostwa. Niektórzy zabrali się za pędzenie czegoś z niczego, inni znowu za pieczenie, gotowanie, sprzątanie, knucie spisków, zmywanie głów innych, genetyczne wariacje, naukę, udawanie, że jest się bardzo zajętym i… latanie. Ale byli i tacy, którzy serio nie wiedzieli, co ze sobą zrobić. I jakoś ni mieli z tym problemu, za to Wiedźma Pożarta naprawdę odczuwała gigantyczny zapał do pracy. Najpierw posprzątała Chatkę, potem znowu ją zabrudziła szukając czegoś, co jakoś jej zniknęło w trakcie dezynfekcji, a czego potrzebowała, by w końcu oczywiście znaleźć to we własnej kieszeni. Jak się jej znudziło sprzątanie, zabrała się za gotowanie, potem wyrzucała śmieci, wyrzucała to, co ugotowała i zmywała. A potem zabrała się za malowanie. Bo wiecie… bo mogła. Ale coś jej kompletnie nie szło, więc po ubrudzeniu wszelkich pędzli stwierdziła, że mogłaby się ponudzić…

I wtedy świat się wywrócił na drugą stronę.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

IMG_4720

Z cyklu przeczytane: „Reputacja” – … odświeżające i prawdziwe. Cudo!!! I nie chodzi tylko o to, że serio ostatnio mam problemy z trawieniem na coś dobrego. Wybitnego nawet nie, raczej porywającego, intrygującego i wciągającego… Nie! Wcale a wcale, po prostu… Pilipiuk w opowiadaniach jest cudny! Intrygujący, wciągający i niegrzeczny. Nie rezygnujący ze swoich przekonań, zawsze prowadzący bohaterów po prostej linii. Bogaty i przezajebiście intrygujący! Ile się można dowiedzieć z takich perełek? Z tych kilku opowiadań?

Oj wiele!

Tym razem co prawda mamy głównie młodego niegrzecznego, zakochanego w Marcie Storma i drobinkę doktora Skórzewskiego, ale nie można się nudzić. Błąkamy się po świecie z tej niezbyt dalekiej przeszłości. Poszukujemy tajemnic, uczymy się jak konserwować ikony i jak nie odpuszczać. Jak pytać i zawsze drążyć…

Pilipiuk powienien być podsuwany wszelkim młodym gniewnym, serio! Mielibyśmy wtedy więcej naukowców! I ludzi, którzy czcą swoją wolność.

IMG_2554

Słońce…

Pojawia się teraz nagle. Najpierw wieje, duje, rzuca doniczkami, majta wszystkim, a potem nagle ucicha. Chmury zmieniają się w obłoczki, podświetlone od owej niewidzialnej strony zdają się być bezami! Pamiętacie bezy z dawnych czasów? Nigdy nie były białe, oj nie, one były właśnie takie chmurowe, ni to kremowy ni ecru. Po prostu specyficzny, brudny boczkami, żwawy i żywy dziwnie. Zmienny, bo zaraz sę rozwiewają, rozdzierają się chmurki i wszystko się zmienia, gdy spod nich wyłazi ten błękit. Dziecięcy niczym śpioszki… i nagl na błękicie majtają się strzępki ostrzępków. Szarawe, jagodowe i kremowo niewiadomojakie. Bajka. A może coś więcej? Może wiadomość, esemes od niebios? A może ino chwila wytchnienia przed ponowną zadymką?

Bo czekamy na sztorm.

Kolejny, czyli zwyczajność zwykła dla tej pory roku. I wiecie co? Można się bać ciszy. Nagle bardziej niż zwykle chce się wepchnąć słuchawki w uszy, w duszy rodzi się dziwny niepokój i już wiecie, że pogoda się zmieni. Że coś się pojawi… i jakoś tak sprawdzacie co jest w szafce i spiżarni, czy woda wciąż w kranie płynie, czy ciepło jest na wyciągnięcie ręki. Może to i moje przed „dobrobytowe” naloty, a może nie, może zwykłe, atawistyczne połączenie z naturą… ale się szykuję i na Armageddon i Ragnarok. Co macie, stawię temu czoła. Pod kocem. Pod stołem. W kompletnej aświadomości. Drgając i łkając, trzymając i dach i ściany i dyskretnie dyskredytując własną odwagę z pomoca wszelkiej chemiczności… i opiatów, jak Wyspa pozwoli. Bo tak…

Bo widzicie, czasem aura sprawia, że i sama Wyspa chodzi po ścianie…

IMG_2637 (2)

Ale nic to, bo od tego weekendu zaczynają się julemarkety!!!

Uskładał człowiek sobie odrobinkę gotówki, by się wiecie lekko sponiewierać i już. Może nie będzie jak na wielkich, europejskich marketach, ale co tam. To w końcu nasze, autonomiczne i patriotyczne!!! Może niewielkie, może i nie ma mejdinczajnów, a i Mikołaje dość specyficzne, ale jak fajnie. Na każdym markecie oczywiście zawsze jest kaffe og kage! No bo jak inaczej tak bez przegryzki i popitki. Ludzie wylegają z domów nie bacząc na pogodę i bawią się. W końcu mogą się spotkać i po prostu pobyć z innymi. Oczywiście spora część przychodzi na market z wyprodukowanymi cudami. I serio – można dostać tutaj wszystko. Są i czapki i rękawiczki i skarpetki, a i inne, robione na drutach czy szydełkiem, cuda. Są elemetny wystroju, wszelako świąteczne, ale i takie mniej typowe. Oto czas, by przywieźć to, co dopiero się wytworzyło, abo to, czego nie wykupiła Turyścizna. Są i drewniane cuda i biżuteria, coś na zewnątrz i coś do domu. Coś na choinkę i coś, czym umyjesz sobie paszki przed Wigilią. Albo – co mnie osobiście cieszy najbardziej, odwiedzisz sobie Middelaldercenter za friko i załapiesz się na sklepik z pamiątkami!!!

Ogólnie mówiąc… święta idą. Miejmy nadzieję, że u nas nie będzie problemów z choinkami, bo wyraźnie zauważam braki na sklepowych półkach, jeśli chodzi o świąteczny asortyment. Moje pogaństwo czuje się aż nadmiernie zmechacone. I pogrąża się w wielkiej rozpaczy, aczkolwiek już ma ustrojony domek. A co! Ja tam wolę świętować dłużej… i raczej ino przed 21szym grudnia.

Jakoś tak…

Dobra, sztorm za oknem, więc sorry, ale wracam do mojego fortu z poduszek i koców mieszczącego się pod stolikiem, rzut kamieniem od lodówki. Bo wiecie, ja się boję i jakoś zwyczajnie, gdy się boję, to się boję!!! Ale… zostawiam Was z najnowszym żartem – by był zrozumiały, trzeba przetłumaczyć na duński:

Wchodzi Dumbledore do kwiaciarni:
– Harry Potter?

IMG_7161

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.