Pan Tealight i Obraz Niespełniony…

„Milczenie, cichość… Wiedźma Wrona Pożarta Niemalująca zapatrzona w niebiałą ścianę, zwyczajność. Codzienność. Jej palce stukają w klawiaturę, jakby w rzeczywistości były innym elementem, nie czymś połączonym z nią samą. Jakby miały własne dziesięć rozumków, które tylko przez przypadek w tej chwili współgrają ze sobą.

– No podejdź tu, ty z małymi rączkami. Z palcami krótkimi, z odnóżami skąpymi i beczułkowatymi, depilowanymi cotydzienniowo. No chodź tutaj!!! Chodź!!! Pójdź k mnie. Ałuuuu, ja Cię wzywam!!! Bierz ten pędzel i maluj mendo plącząca!!! Szlajasz się gdzieś indziej, podobno pracujesz, ale ja już wiem, że mnie zwyczajnie unikasz. No i co z tego, że wymagam więcej pracy i więcej zamyślenia… i co z tego, że męczysz mnie już dwa miesiące wciąż zmieniając koncepcje! Takie mam prawo, akceptuj to i maluj. Może w końcu pozwolę Ci skończyć podłości Ty!!! Niebarwna, niepełna beze mnie istoto Ty!!! Maluczka, dziwnie anormalna, a jednak… tylko Ty jesteś tą, która jest mi dostępną, więc przecież nie mam wyjścia! Musisz mi być posłuszną. Też nie masz wyjścia, nie myśl sobie. Jak mnie nie namalujesz, jak mnie skończysz, jeżeli w końcu nie uzgodnimy jakiejś koncepcji, to się serio wkurzę!!! Wyjdę z ram i tak Ci przypieprzę, że się nogami nakryjesz i to nie w ten dziwaczny sposób, którym probujesz wszystkim zaimponować! O patrzcie, ja mam krótkie nóżki, o zarzucam je na plecki sobie, ahahahahaha!!! A patrzcie, językiem mogę sobie w nosie pogrzebać!!! Ojojojjj! Taka jestem zdolna a Obraz, ja sam, stworozny do cudów… nadal jestem nieskończony!!!

„Jingle bells, ho ho smells, farting all the way…” Oj tak, Chatka Wiedźmy naprawdę ma gdzieś to, co dzieje się w jej wnętrzu i nadaktywnie szykuje się do świętowania… oczywiście jak zwykle po swojemu.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

IMG_9299 (2)

Z cyklu przeczytane: „Klejnot” – … niepiękny. I miłość… bo przecież bez niej, to chyba kurcze niczego być nie może i pomysł. Wiecie, jeśli chodzi o sam pomysł, jeśli odepchniemy wcześniej czytane „Opowieści podręcznej”, to może Was zaintrygować. Ale wykonanie… ja błagam, gdzie owo wykonanie!!!

No więc chodzi o to, że ona jest surogatką. Jej zadaniem jest porodzić dziecię, dla arystokracji. Bo wiecie, jak to w życiu bywa, biednym biednie, ale płodnie, a bogatym ino bogato. Nasza bohaterka – wywodząca się z najniższej kasty specyficznego świata, podzielonego na: Bagno, Farmę, Dymy, Bank i Klejnot – Violet… jest pusta. Idealnie i doskonale. Jeśli macie nadzieję na poznanie jej naprawdę, na jakieś pasje, to zostawcie sobie ową nadzieję, na inne powieści. Tia, gra na wiolonczeli i co z tego? Ale jeśli chcecie wiedzieć co założy, albo tudzież, co inni będą mieli na sobie – oj, to dostaniecie w pełnym wymiarze! Jeśli widzi się Wam opowieść o przyjaźni… tyż nic z tego, ale będzie miłość. Znaczy takie tam, no i masa dziwnych zabiegów medycznych z lekarzem, który nie zauważa, że jego pacjentka już nie jest dziewicą, ale…

Ogólnie mówiąc… oj nie. Ni to rozprawa dyskredytująca porządek światowy, ni to marzenia o utopii, ni to… nic. Bo przecież nawet owej walki o zmiany tu nie ma, a przecież… nosz kurde, jak ona może być tak głupia i ślepa? No jak? Przecież nawet w książkach dla nastolatek można zawrzeć coś bardziej mądrego, niż rozprawę o tym, co założyli jej na dupę. I kurde! ONA MA MAGIĘ! Violet ma w sobie magię, magię, która może niszczyć, a jednak nic sobie z tego nie robi?

SERIOUSLY?!!!

Nej Tak!!!

IMG_3130

Pada i wieje.

Wieje i pada.

Leje i zacina, błyska się i grzmi, a potem znowu cisza. Chwilowa i przejściowa. Dziwnie anaturalna cisza. Może i na świecie wydarzyło się coś, co sprawia, że FB zmienia się kolorystycznie, może i wszystko białe i niebieskie i czerwone… może. Gdy coś takiego się dzieje, to cieszę się, że nia mam ni telewizji, ni radia, czy gazet pod nosem. Nic na mnie nie wrzeszczy, nic mnie nie straszy. Internet wyłączam po odrobieniu pracy, usuwam z widoku to, co tak bardzo chce mnie przerazić. Tak, taka jestem. Obrzydliwa egoistka, czyż nie? Oj, pewno, że tak myślicie, ale widzicie, ja to robię z polecenia lekarza. I co? Teraz nagle się wszystko zmienia? Czyli co, tylko to, że jestem psychiczna, wszystko zmienia? Jestem jak ten Szalony Jaś na pylistej, wiejskiej drodze, co gada sam do siebie, ale gdy tylko wyciągnę papierek z filuterną diagnozą już ino bo jestem ekscentrykiem, oczywiście jeżeli na to mnie stać, czyż nie? Widzicie… nie toleruję ludzi, którzy źle mówią o mojej Wyspie. Nie toleruję tych pieprzących o tym, że ludzie tutaj się izolują, tych nierozumnych, którzy pieprzą o wspólnocie, nie dzieląc się swoimi kiszonymi ogórkami. I wiecie co… Wy jesteście tacy tolerancyjni, więc buba, musicie tolerować i mnie.

I Wyspę.

Miejsce, które zbiera ludzie stroniących od szaleństwa, od owej mtnej „wspólnoty”. Tych, którzy zbierają papierki z plaży, któzy dbają o dom, oraz wszystko to, co dookoła. Tych segregujących papier i szkło. Zwracających plastikowe butelki. Bo czysta Wyspa nie bierze się ot tak z niczego. Ona potrzebuje miłości i szacunku… i oddalenia się od świata. Wyspa, to schronienie dla tych, którzy nie chcą dróg szybkiego ruchu i multipleksów oraz tzw. markowych sklepów. Bo… może będzie to dla Was szokiem, ale chcę przypomnieć: bo ludzie mają wybór. Mają wybór i mogą unikać żółci, zakłąmania i plastikowości. Mogą nie chcieć botoksu, mogą się starzeć i grzebać w ogódku. Mogą robić z okien pozbawionych firanek piękne wystawki… i mogą wciąż być ludźmi. Pełnymi artyzmu i potrzeby przelania go gdzież… Tak, Wyspa, to w pewnym sensie i ochronka. Osamotnienie posezonowe, cisza i ciemność. Głośność zrywanych dachówek i nikłe zabieganie. To bycie bez tego, co obecnie uznaje się za „człowieczeństwo”. To po prostu coś innego. Coś więcej, ale tylko dla wybranych.

Obecnie wietrzne miejsce dla pokrzywdzonych, rozjechanych, rozpłaszczonych, takich co zderzyli się z codziennością kontynentu i uznali, że nie są w stanie tam oddychać, albo takich, co zawsze wiedzieli…

IMG_4788

Wiatr…

Przez całą noc duł ten dziwny, który przynosi strach. Owo duszenie w dołku, dziwne sny… na przykład Scully kombinująca coś na ulicy i ja sama ratująca świat przed faszystami. Ekhm, nie wiem serio jak, ale w końcu udało mi się skołować dynię z telefonem w środku dzięki dziwnej parze starszych pań mieszkających w kamieniczce, która zmaiast drzwi miała płotek. I one nie mieszkały na dole, tylko z dolnej ściany biegł dziwny, wąski tunel do góry i ja… ja się rozpłakałam, bo za bardzo się bałam, by nim przejść. Na moje zdrowie psychiczne panie miały jednak ukrytą kuchnię na parterze i pozwoliły mi zadzwonić, oczywiście wtedy przybył ów faszysta w garniaku – serio nie kumam czemu, ale on był faszysta – i próbował mnie ułapić przez szklane drzwi. Nie wiem, skąd one się wzięły!!! I chowałam się za ciuchami i ta pomarańczowa dynia i telefon… I uratowałam świat. A dokładniej kawałeczek go. I nie, nie był to Paryż.

Sorry!

Poranek budzi człowieka ostrym słońcem wyskakującym zza granatowo-szaro-błękitnych chmur. Naprawdę! One są właśnie takie. Takie z jednej strony przyciężkie, a z drugiej jakoś tak bardzo lekko drżące. Zaskakujące, bo wiadomo, że zaraz zacznie i lać i wiac i wszystko znowu będzie fruwało. Nagle jednak traci się poczucie czasu, zapatruje się człowiek w te promienie buchające zza chmurek niczym ze świętych obrazków i jakoś… nagle ten dziwny nocny hałas z niego ucieka. To przerażenie, gdy wiatr starał się wybić drzwi… a przecież otwierają się do środka, jak wszystkie tutaj… też odpływa. Jakoś wszystko to, co było skrywane ciemnością, co wydarzyło się wcześniej, odchodzi. Jakoś tak, normalnie. Nie ważne są już poprzewracane doniczki, bo przecież można je zwyczajnie podnieść, ani te liście, gałązki. Na szczęście dachówki są nadal na dachu, czyli wiecie, jakoś zwyczajnie wszystko gra. Nie ma czym się martwić. Kompletnie.

Nadzwyczajnie nawet.

Jutro też ma wiać.

Ciekawe, jaki będzie ten nowy wiatr, no i czy za każdym razem ten wiatr jest zwyczajnie inny, czy jednak dostajemy wiatr jakiś taki przechodzony, jakiś taki wykorzystany, kupiony za trzy złotówki na wagę!!!

Kurcze… no i teraz w ogóle już nie wiem, co o tym myśleć? No?

IMG_8671 (2)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.