Pan Tealight i Syrennica…

„Może i był Przedwiecznym, może i zaskakiwał niektórych swoją szaro-stalową włochatą, wełnianą aparycją, brakiem rysów twarzy i nie tylko, oczu brakiem, uszu brakiem… ogólnym brakiem w odzieniu, ale co by tam miał zakrywać…

Pan Tealight.

Może i był tym wszystkim, no ale… lubił też się pobawić na plaży. Szczególnie teraz, gdy wiatr właściwie unosił go nad falami, drobinki piasku mile łechotałay w zwyczajowo niedostępnych wszystkim miejscach. Po prostu chciał się lenić. Jakoś tak wakacjować jak cały świat. Bo chociaż tak naprawdę w życiu nie zaznał dłuższego niż pora na herbatkę, a i ta z przerwami, oddechu tylko dla siebie, to jednak widok owych zwłok i dziwnie zniechęconej Wiedźmy Wrony Pożartej, podziałał na niego budująco. Postanowił ot tak zwyczajnie spędzić dzień na plaży. Poznając moce smażenia, moce pławiania się i wszelakiej ekshibicjonistości. A bo widzicie, jak ostatnio odkryli z Ojeblikiem, serio są na Wyspie miejsca, o których słyszeli, ale nie wierzyli…

Plażę Nudystów!!!

Tak właściwie w ramach nudyzmu, to Ojeblik – mała, ucięta główka, miała szczególnie niesprecyzowane pojęcie. No sorry, ale jeżeli podejmujecie decyzję o zrzuceniu kadłubka, to płacicie taką cenę, że… nie wiadomo co odkryć na takiej plaży! A w ogóle, to kurcze czy nie powinien ktoś tutaj postawić jakiś znaków, czy coś? Biedna Wiedźma Wrona Pożarta Przez Książki, oczywiście WYŁĄCZNIE z powodu swojej dziwnowzroczności, wpadła na takieg… a że niska, więc, no jeżeli chodzi o męskie golasy, wiecie… serio, przydałyby się jakieś tabliczki!!! I jeszcze wyłączenie zooma w aparacie Wiedźmy Ptaszydła!!! No tak, z tym jej robieniem zdjęć, to serio są problemy, których człowiek, tudzież jego natrętnie najwyższy fragment, by się nie spodziewał…

I poszli na plażę.

Pan Tealight spacerował i budował zamki z kompleksem fallicznym, Wiedźmy z Pieca taplały się w błockowatym piachu, święcie wierząc w magię, a Królewny Niechciane to gadały z Mikrokrewetkami, podobno chiały kręcić kolejny odcinek Aliena, czy coś? Bo widzicie na Wyspie są krewetki, ino takie na pół ząbka. No nażreć się tym nie da, no i skaczące one są, ale są… bez urazy, mamy wszystko! Dzięki!!! A w Białym Domostwie Smok z Komina wraz z tymi, którzy odmówili smażenia, albo zwyczajnie nawiali, sprzątał… polerował, czyścił i szperał w śmieciach…

Serio, już nawet Wiedźma Pożarta twierdziła, że lepiej się smażyć… no dobra, ona akurat chciała sprzątać, ale to ona… Nisseny i krasnale plemiona, trolle co przyjechały na wywczas z Innych Stron Świata, a i sam świat… bawił się na plaży, bąki puszczał i latawce, a niektórzy to nawet złoty deszcz – żesz no z sikawki!!! A Anioły to były tak niegrzeczne, że przy nich Diabelcom aureolki rosły!!!

Oranżadką!!!

A dookoła, niby i w tym miejscu i poza tym były nygusy i nagusy i jeszcze dziwnie świecące się narządy, a na gładkich, polerowanych piaskiem i falami kamulcach siedziały Syrennice, no i cykały foty owym dziwnym nielubiącym odzień zwierzętom… nawet Panu Tealightowi!!! Nie ma już żadnych świętości na tym świecie… bo widzicie jedna z nich, to chciała dotknąć jego półdupka!!!

TAK PŁETWAMI!!!”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

IMG_9300 (2)

Z cyklu przeczytane: „Błękitny labirynt” – … zabiją? Ale znaczy, że co… tyle czekałam na kolejną część, a oni go zabiją!!! Ale nie mogą przecież, czy mogą? Ci autorzy to potrafią być w końcu potworami!!! Ale Pendergasta? Przecież on jest nieśmiertelny? A może nie? Może tylko nam się tak wydaje?

Jestem w straszniej kropce… Brakuje mi kilku części tej niesamowitej serii: „Siarka”, „Taniec śmierci”, „Relikt”, „Księga umarłych”… i innych książek tych autorów „Testament”, „Jennie”, „Kanion tyranozaura”, „Eden”. Gdyby ktoś coś, to ja z chęcią!!! Bo wiecie co? Ten duet, a czasem i osobno, potrafią mnie porwać. Jak, w dzisiejszych czasach ino garstka pisarzy.

Tym razem ponownie opowieść jest emocjonująca i niepewna. Po raz pierwszy Pendergast daje ciała!!! Ale to na całej linii i chociaż wiemy, że zabito mu syna, to jednak… przecież nie moglibyśmy podejrzewać go o jakieś uczucia, czyż nie? Mimo pomocy starych znajomych, wszystko wydaje się motać, dzięki czemu ponownie wkraczamy w skomplikowaną, fascynującą historię ogromnej rodziny (i fortuny) agenta FBI. Ale przede wszystkim powracają oni – bliźniaki.

Bardzo dobrze skonstruowana, ponownie pełna zagadek i niesamowtych rozwiązań, powieść. Odrobinę sensacja, trochę kryminał, ale przede wszystkim wciąż opowieść o rodzinie. O miłości do niej, o fanatyzmie i dziwnie pojmowanej lojalności. O niepewności i pytaniach w stylu: czy warto żyć dalej, więcej… Dobrze napisana wprowadza na naszą scenę ponownie intrygujące żeńskie człowny historii. Mamy nadzieję, że dwie panny pozostaną z nami! Tyle już przeszły, tak bardzo się zmieniły… nagle czytając dociera do mnie ile to czasu upłynęło od „Reliktu”!!! Muszę w końcu dorwać ten tom!!! Dowiedzieć się, jak bardzo zmienili się oni wszyscy…

Ta książka ponownie zabierze Was tam, gdzie mrocznie, przywróci pamięci najstraszniejsze wydarzenia przeszłości, ale i da trochę nadziei. Na nowe opowieści… bo przecież tyle jeszcze może się wydarzyć.

IMG_2218

Wakacje…

Co prawda dziecięcia u nas mają tych wakacji już niewiele, sierpień to szkoła, ale… jeżeli chodzi o młodzieńcze zachowania, to raczej wszystko jak wszędzie. Sąsiadka z boku, w wieku około kilku lat, ze wskazaniem wciąż na różowe rowerki i baloniki, lubi śpiewać. Robi to w wersji operowej i nie żałuje płucek. Najgorsze jest jednak to, że robi to rano… znaczy wiecie, rano, jak na próbującego odespać wszelkie zaprzeszłe zarwane nocki, osobnika. Pieje i treluje, wyje też, a jak się przewróci, chociaż to częściej jej młodszy dwuletni brat, no to ryk jest dosadny. Czyli normalne życie!!! LOL Zastanawiam się jak bardzo ich dzieciństwo różni sie od mojego i dochodzę do wniosku, że poza ojcem, który z chęcią się z nimi bawi, skacze na bombę do malutkiego baseniku i tak dalej… to jest jak u mnie. Bez urazy, ale chyba też śpiewałam. No dobra, wiadomo, w moich czasach trzeba było być cicho, ale „Chłopcy radarowcy” lecieli w repertuarze, aż się odpowiednie służby mną zainteresowały.

Ale wakacje to wakacje…

Siedząc w maleńkiej kawiarni patrzę na dwie blond główki chylące się ku sobie. Ona ma włosy splecione w warkocz, a on nie. Ona i on. Ona lekko skłania głowę na jego ramię, on sie przytula… ile mogą mieć lat? Piętnaście? Może i mniej. Nie robią nic ponad to, jemu się oczy śmieją, ona jest chyba trochę mniej zakochana, jakaś taka zgryźliwa, ale może to tak jest z nami babami, że czasem jesteśmy? A może ona ma dość tych lodów? Gapienia się w przestwór morskości, ot prawie Szwecję widać… Ale mi chodzi tylko o te ich włosy! Białe. No u niego bardziej złoty blond niż ta kukurydziana biel, która fascynuje mnie najmocniej. Chciałabym pomacać, ale głupio tak podejść do kogoś i poprosić: czy mogę pomacać cię po głowie? A już dziecko to w ogóle… A jednak był to jeden z powodów, dlaczego ciągnęło mnie zawsze na Północ. Chciałam sprawdzić, czy owa biel włosów jest możliwa i naturalna. I jest. Oj może i geny mordują się i wymierają, może i dziwnie nagle Północy nie wypełniają ludzie genetycznie do jej wahań przystosowani, ale co tam…

Biel kukurydzy.

Najdziwniej wygląda u nadmiernie dorosłych panów!!!

IMG_0780

Manewry chyba, czy co?

Znaczy co roku są takie dziwaczne, które zwożą na moją Wysepkę całą masę owych khaki wozów, mężczyzn bawiących się w wojnę, dziwactw, wystrzałów. Żesz zabraliby się za sprżątanie dna morskiego, a nie kurna ino dorzucają śmiecia! Niech u siebie tam hałasują w USA czy innych Niemcach!!! Po co u nas? Tosz to się nie godzi zażywać kąpieli, pływać, starając się nie zatonąć fala za falą goni, a tu nagle jak nie jebutnie, jak nie gruchutnie… I nie ma znaczenia to, że ogólnie kiepsko robią na mnie dźwięki w typie silników, radyjek w autach, głośnych muzyk słuchania itp… zwyczajnie strzelanie to nie coś, co da się wpasować w wakacyjnie rozluźnienie! A pewno, może ja ino ową wakacyjność udaję, ale… inni nie. Przyjechali wypocząć, a nie na kurna wielonarodowy pokaz natarcia na Normandię!!!

Ogólnie mówiąc powiem Wam pogoda piękna. Nocą zimno milusio, więc da się spać bez upałów, a za kilka dni podobnież ochłodzenie jakieś. W nadmorskich miejscach żywieniowych największym zainteresowaniem cieszą się… kocyki!!! A tak, wiecie takie co się je pożycza, coby jednak nie zamarznąć na owej pięknej, ale wiewnej nadmorskości. Ogólnie mówiąc, nie ma co narzekać. Dzięki temu, że upałów koszmarnych nie ma morze nie zakwitło i spokojnie można się pluskać. Bez obawy o chełbie morskie, różniste cuda parzące przybyłe z innych zaświatów – tych cieplejszych – no i inne tam bakterie i dobijaki!!! A gęściutka woda taka, że tylko się nasączać. Aż człowiek czuje, jak jednoczesny pilling dzięki owym mikrodrobinkom piasku i nasączanie mikroelementami daje mu większą siłę i młodość tę tam… wiekuistą!!! Jakoś tak wszystko nagle jest i w powietrzu i w wodzie i w piasku i tlenie i kamieniach, w które lepiej nie przydzwonić z siły całej dostępnej, palcem od nogi…

Za to w sprawie nocy, wciąż mamy deficyt ciemności. Ale to przecież dopiero druga połowa lica, czyż nie?

IMG_0340

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.