Pan Tealight i Gang Zimisława…

„Właściwie, to na imię miał Gienek, wiecie od uGieniusz. Bo się Matce przy zapisach rączka obsunęła, E nie wlazło w linię, no i tak zostało. W końcu Ugieniusz jakoś nikogo nie przekonywał, więc tak zostało, że się U pominie… zresztą z czasem smarkacz jeden porządnie zaznaczał swoje racje…

Nikt więc nie oponował.

A jednak, niczym w indiańskiej tradycji, gdy dotarł do owych dziestu lat zmienił sobie imię na Zimisław, bo podobno lepiej brzmiał, a w gangu brzmienie ma znaczenie. Wiecie, klekot jąder na mrozie, nóżki w betonie stukające i ząbki się obsuwające, nutę jątrzącą wydzielające… norma. A Gienek, znaczy Zimisław, wybrał sobie właśnie taką karierę. I chociaż z wyglądu ów ogromy, barczysty, owłosiony mężczyzna zawsze miał w kieszeni lizaki i przeprowadzał starsze panie przez ulicę, a kotkom z oberwaną nóżką funodwał wózeczki… to jednak krył się w nim mrok. Jakby zawstydzony swoją mocą, wolał nie wyłazić na zewnątrz, by on mógł być nadal… misiem. Stworzeniem, co to mechate, kudłate jest i dobrotliwe na rzut oka, ale jak rzucisz dwa oka, to domaga się rosołu i to najchętniej z ludziny, bo czemu nie…

Zimisław ogólnie mówiąc miał zapał do pracy, ale i pasję, z którą się przed wszystkimi krył. Otóż… namiętnie kochał i kolekcjonował… klamerki do bielizny. Do tego sznury też zbierał, a już w orgazm wpadał na widok cudownie rozwieszonych damskich utensyliów, ale nie na widok niewymownych, miejscami wstydliwych, śliskich takich, jasnych, a i czarnych, w koronkach i pliskach, ale właśnie na ów pokrętny sposób, w jaki drewniane spinacze głaskały jedwabistości. Albo te plastikowe w fantazyjnych kolorkach, albo te zabawne, nowoczesne o dziwnych kształtach, albo te… I marzył o tym, by tak powiązać sznury w lesie i zwyczajnie leżeć pod nimi i skrzętnie notować jak też one tańcują, jak brzmią dotykając się, jak błyszczą, jak się zmieniają…

A Wiedźma Wrona Pożarta wiedząc, że znajomych dobrze mieć, zwyczajnie tę pasję w nim pogłębiała…”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

IMG_4470 (2)

Z cyklu przeczytane: „Meduza” – … dobre. Intrygujące. Niestety potem znowu włącza się wyłączna sensacyjność Cusslerowa… Naprawdę szkoda, bo cała magia meduzowa strasznie mnie zaintrygowała. Spiski państw, totalne dezinformacje, honor jednego człowieka, który jest tak małą ceną za kłamstwo całego świata.

Proste.

Tym razem ponownie Kurt Austin. Zadziorny i niezniszczalny. No i Zavala! Ech, milusi z niego koleś! Do tego epidemia, porwania i wszelakie nurkowania!!! Dobra sensacja, niestety trochę leżąca w kwestii epidemiologicznej. Trochę „Głębia”, miejscami z lekka nawet „Epidemia”. Wiecie, dla każdego coś miłego. No i on i ona, bo przecież bez tego wątku byłoby nudno, co nie?

Ponownie odrobina przeszłości, w której oczywiście tlą się wszystkie odpowiedzi, ponownie wynalazki, sensacja, no i ratowanie świata! Bo przecież to jest najważniejsze. Zrobić wszystko, by wciąż się kręciła ona… ziemia. Tylko kto jest tak naprawdę złym, a kto dobrym? Czy zawsze walczymy z definiowalnym złem?

Jazda bez trzymanki. Na pewno świetna na lato!!!

IMG_1908

Mam solsorty w ogródku.

Czyli wiecie, kosy. Skacze toto z dziobem wypełnionym TŁUSTYMI glistami i się gapi na człowiek. No niby znamy się kilka lat, one mają gniazda w żywopłocie, my karmimy je w zimie, ale i tak jest między nami pewna niepewność. Jakaś taka nieśmiałość. One sobie skaczą po trawce, skak skak skak, niby, że wiecie nic się nie dzieje, a jednak… jakby szpetały: no co tam człowiek. Się nie patrz człowiek, j ty ino szczebioczę i skaczę. O, a jak skaczę, to mi się robale wysypuja z dzioba, jak szczebioczę też, więc się na mnie nie patrz!!! Skaczę, skaczę, skaczę, popiskuję nawet, a ty człowiek co? No czemu się na mnie człowiek nie patrzysz? No patrz się patrz się patrz się na mnie ty człowieku no! Bezpiórcu ty no patrz się na mnie. Co? Patrzysz się już! No i dobrze, taki mam fajny dziób żółty, ale weź no, nie gap się na moje glisty! O nie, nie podzielę się z tobą… idę do gniazda, ty kurcze człowieczy podglądaczu ty! Zobaczysz, znowu będę cię podglądał przez okno, jak się po prysznicu wycierał będziesz, zobaczysz!!! Ech! Ludzie!!!

Norma.

Bo przecież tutaj nie może być nudno. Mamy nową wronę w ogródku. Powiem wam, że to albo genetyczna pomyłka w corwiksowym gronie, albo kurcze mutacja Monsanto wrony szarej i kaczki! No serio… przylatuje to ciągle i kwacze mi w ucho!!! I to jak głośno, a jak wymyślnie!!! No i całkowicie po kwaczemu!!! Już człek nie może dojść do ładu z tym całym zwierzowaniem… I na dodatek znowu urodził się mały żubrek. Niby logiczne, sprowadzone żubry są teraz największymi ssakami tutaj, mają masę jedzenia, więc spokojnie mogą się zajmować rozpłodową miłością. Ale i tak jakoś człowieka rozczulają i małe bizoniątka i źrebiątka i owieczki… Ludzie już nie tak bardzo wam powiem, jakoś, mało włosia mają na sobie chyba!!!

IMG_6899

Golasy…

No i kurcze nie wiem, ale… Widzicie serio nie mam nic przeciwko golasom, co mnie obchodzi, ale facet machający przyrodzeniem, to chyba troszkę dla mnie nazbyt wiele. Nosz niczym ten paw swym ogonem. Ja rozumiem zaloty, ale serio? Ekhm. Zresztą do kogo on się chciał zalecać tam? Strach się bać, aż od razu się człowiekowi przypomina ta wiecie ryba coto w Amazonce do penisa wpływa. No ryba w prąciu no!!! Jakoś tak, pierwsze skojarzenie. A potem dziwny dreszcz, gdy włazi się do wody. Niby wiadomo, że toń morska nadal lodowata i w ogóle nie mam penisa, a jednak jakiś się lekki, drażniący strach w mej duszy rozlewa… ekhm.

Kładę się więc mokra i zlodowaceniem alpejskim obłożona na gorącym piasku i wglapiam się w świeżowyklute muchy. Cała ich masa. Kota można dostać jak tak człowieka obłażą i macają tymi kończynami i skrzydełkami i w ogóle.

Gwałt na mej cielesności!!!

Krewetka zaś sobie obok mnie skacze i nic.

Taka jest goła. Całkiem dziwnie mleczno-biała, ale i kremowa i taka waniliowa się mi zdaje. I skacze. No kurka skacze. A przecież te odnóża ma takie mikro całkiem i ciałko spore, więc jak ona kurna skacze? Może ma spężynkę w dupce? A może czeka na patelnię? Bo widzicie, podobno one są smaczne, ale ile takich musiałby człek zeżreć, by choć smak poczuć? Miliony? No nie wiem… patrzę jak ona skacze i powoli staram się małpiszonę zagnać do wody… niech popłynie, bo jakoś sucho wygląda. Bardzo sucho!!!

Hmmm, dziwnie sucho…

12 milionów koron… wygrało małżeństwo z mojej Wyspy. I wiecie co powiedzieli? Że w końcu będą mogli sobie kupić okulary i rowery. To dla tych, którym się wciąż wydaje, że ludzie w Danii nie mają problemów. Mają.

Normalne…

IMG_6920

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.